Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baza Recenzji Syndykatu Zbrodni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baza Recenzji Syndykatu Zbrodni. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 października 2013

Martwa laleczka - Edward Mogilski






37.
Edward Mogilski - Martwa laleczka
Wydawnictwo Koobe
Data wydania 15.08.2013
Ebook - plik ePub

 Edwarda Mogilskiego nie znam, o książce dowiedziałam się przypadkiem, choć wydawałoby się, że w miarę systematycznie śledzę kryminalne zaułki wirtualnych światów literackich. Książka ukazała się w sierpniu 2013 i tylko w formie ebooka, co mi osobiście nie przeszkadza. A nawet ma zaletę, że nie muszę borykać się z problemem, gdzie książkę upchnąć - na parapet, pod parapet, do skrzyni pościelowej w tapczanie czy w inne niegodne dla literatury miejsce.

Ale nie o problemach powierzchniowych miało być, a o książce Mogilskiego. Jak sam tytuł wskazuje i rozlany czerwony lakier na okładce, było kryminalnie i krwawo. Bohater, Adam Zalewski, prywatny detektyw zmaga się z duchami przeszłości, nadszarpniętą psychiką, kłopotami finansowymi i "durnymi" sprawami. Jest prywatnym detektywem, który niekoniecznie jest tak efektownie skuteczny jak James Bond czy inny Columbo. Chociaż - pewnych cech "columbowych" Adasiowi odmówić nie można - dociekliwości i raczej mało eleganckiego wyglądu. Do Adama Zalewskiego zgłasza się klientka, która podejrzewa męża o zdradę. Sprawa wydaje się być prosta i banalna, a honorarium choć małe, to łatwe do zdobycia. Na pozór. Zaliczka, która miała wpłynąć na konto Zalewskiego, nie wpływa. Umawia się zatem z klientką, która ma dostarczyć pieniądze osobiście. W umówionym  miejscu znajduje jednak jej zmasakrowane ciało. Komu zależało na śmierci Alicji Morawskiej-Kopeć? Choć minęło pół roku, niewyjaśniona sprawa dręczy detektywa, postanawia wyjaśnić zagadkę do końca. Rusza tropem mordercy, a za nim korowód psychopatów, morderców, kombinatorów i szemranego towarzystwa. Co się za tym wszystkim kryje? Zagajewski otumaniony psychotropami, dręczony koszmarami, zaliczający kolejne wpadki, narażający najbliższych, drąży sprawę Alicji Morawskiej-Kopeć. Czy skutecznie? Oto jest pytanie.

 Sam bohater powieści w wielu recenzjach oceniany jest negatywnie:
 Poznajcie Adama Zalewskiego. To nie jest typ detektywa, któremu chcielibyście powierzyć własną sprawę. (...) To nie jest tez typ kolesia, którego chcielibyście zabrać na piwo; jest gburowaty, szorstki, a do tego z pewnością wpakowały Was w jakieś kłopoty.
Nie polubiliście Adama. Z wzajemnością.*

No cóż, na przekór wszystkiemu, ja  Adama polubiłam. To zupełnie fajny facet. Może trochę niepoukładany.Nagminnie łamiący prawo, jeżdżący po pijaku, czego absolutnie nie pochwalam, ale... Zalewski da się lubić.

Książkę polecam, to dobry kryminał. Szczególnym atutem jest to, że książka napisana jest w pierwszej osobie, co dodaje wiarygodności postaci i wydarzeniom, które choć drastyczne momentami, a język dosadny, to jednak w przekazywane przez bohatera tracą ostrość. I chwała autorowi za to, bo scen dosadnie drastycznych nie znoszę.
PS. I jeszcze jedno. Niech Was nie zmyli czerwony lakier na okładce. Laleczka miała tipsy bodajże niebieskie ( czy zielone, o matko, nie pamiętam )

* z opisu książki  na stronie Koobe.pl

Dodatkowe informacje o książce i autorze:
Martwa laleczka w kooobe
Wywiad z autorem
Fanpage książki na Facebooku
Blog autora

I jeszcze ... na parapecie, pod parapetem. Dodam tylko, że niszczarki nie używam do niszczenia książek


Przeczytane w ramach wyzwań:
Polacy nie gęsi
Kryminalne wyzwanie
Czytamy z listy
Czytamy kryminały 
Trójka e-pik - edycja maj 2013 - kryminał polskiego autora (mężczyzny)
Baza Recenzji Syndykatu Zbrodni

wtorek, 16 lipca 2013

Filiżanka czarnej kawy - Barbara Gordon

31.
Barbara Gordon - Filiżanka czarnej kawy
Seria Ewa Wzywa 07; z.16
Wydawnictwo Iskry
Rok wydania 1970
okładka

Akcja powieści toczy się w małym miasteczku położonym przy granicy zachodniej. Miasteczko zwie się Kramno i próżno by go szukać na mapie. Nie dlatego, że małe, ale dlatego, że w rzeczywistości nie istnieje. Powieściowe Kramno jest miastem powiatowym. Jest w nim wszystko, co w takim mieście być powinno - sąd, posterunek MO, szpital, dworzec kolejowy i kilka restauracji (!). Wszyscy wszystkich znają, a przynajmniej z widzenia. I w tym cichym spokojnym miasteczku zaczynają się się dziać rzeczy jak... z powieści kryminalnej. Nikomu nieznana kobieta wybiega z domu sędziego i wpada pod samochód, umiera w szpitalu. To Matylda Krychowa. Co ją sprowadziło do sędziego Edwarda Muracha? Ale i życie sędziego dobiega kresu. Próby ratowania kończą się fiaskiem. Serce? Trucizna? Czy obie śmierci mają ze sobą coś wspólnego? A może to przypadek?
Śledztwo prowadzi porucznik Andrzej Socha, z-ca komendanta, tropy wiodą w czasy odległe nawet jak na lata 70te - do czasów wojennych. Przez powieść przewija się korowód barwnych postaci, a każda z nich w większym lub mniejszym stopniu brała udział w wydarzeniach, ale niejedna z tych postaci ma coś na sumieniu. Ale od czego dociekliwość i sumienność organów ścigania. Śledztwo kończy się pełnym sukcesem, jak to w takich powieściach bywa.

O powieściach z "Ew" pisać trzeba z przymrużeniem oka, ale była to seria, która miała swoich fanów i do dziś ma. Może dziś z innych pobudek, bo dziś może nie jest to dokument epoki, a barwny obrazek czasów minionych. Jak już wcześniej pisałam - peerelowski folklor. Opowiastki milicyjne czyta się się szybko i, oczywiście, z podziwem dla pracy MO. Wykrywalność przestępstw - 100%, a wszystko delikatnie, inteligentnie, bez przemocy, ale jakże skutecznie.

Przeczytane w ramach wyzwań:
Baza Recenzji Syndykatu Zbrodni
Czytamy kryminały
Czytamy ksiązki wydane przed rokiem 1990
Czytamy polskie kryminały
Czytamy serie wydawnicze
Polacy nie gęsi

czwartek, 4 lipca 2013

Szkielet bez palców - Jerzy Edigey

30.
Jerzy Edigey - Szkielet bez palców
Seria Ewa wzywa 07; z. 3
Wydawnictwo Iskry
Rok wydania 1969
okładka
Z okładki:
"Kto i dlaczego zamordował człowieka, z którego pozostał tylko szkielet bez palców?

...Jeżeli milicja podejrzewa zbrodnię, puszcza w ruch całą skomplikowaną machinę śledztwa. Z drobnych poszlak wiąże się mocna sieć, w którą w końcu wpada morderca, i to niejednokrotnie po wielu, wielu latach od chwili popełnienia przestępstwa. Nie ma bowiem przestępstw doskonałych, są jedynie chwilowo niewykryte."

W ruinach wypalonego domu we Wrocławiu, robotnicy znajdują szkielet człowieka. Dziwny, bo bez palców. Początkowo milicja podejrzewa, że jest szkielet człowieka, który zginął podczas wojny. I pewnie stanęłoby na tym, gdyby nie dociekliwość majora Krzyżewskiego. Badania wskazują na to, że szkielet jest całkiem współczesny. Szczątki pochodzą sprzed dwóch - czterech lat. I tak, jak na okładce książki napisano, rusza skomplikowana machina śledztwa. Czy nikt tego człowieka nie szukał?

I tu autor raczy nas wykładem na temat zaginięć, bo zagięcie to trudny przypadek. Nie radzą sobie z tym policje europejskie, nie radzi sobie z tym policja amerykańska. W Stanach ginie bez wieści 20 tysięcy ludzi. W Polsce - zaledwie 10 osób dziennie, ale wykrywalność tych przypadków to aż 95%, więc zaginięć w Polsce, nie można nazwać problemem masowym.. Rzadko się zdarza, że nieznane są losy zaginionego człowieka.
I tak clou zawartości książki stanowią zagadnienie ważkie: metody pracy polskiej milicji, statystyki związane z jej pracą. Wątek kryminalny jest tylko przyczynkiem do etosu niezawodności peerelowskich organów ścigania. Ale zapewniam, nie jest nudno. Żmudna praca policji - "szkiełkiem i okiem" bez nowoczesnych metod badania DNA, bez komputerowych baz danych, wciąga, intryguje, bo prostymi metodami można osiągnąć wszystko. Wystarczy niebieski samochodzik i inteligencja. No i koniecznie na okrasę femme fatale.



Książka przeczytana w ramach wyzwań:
- Czytamy ksiązki wydane przed rokiem 1990
- Czytamy serie wydawnicze
- Kapitan Żbik na topie czyli czytamy polskie kryminały
- Polacy nie gęsi
- Wyzwanie miejskie

Baza Recenzji Syndykatu Zbrodni

czwartek, 20 czerwca 2013

W pajęczynie mroku - Mary Higgins Clark

28.
Mary Higgins Clark - W pajęczynie mroku
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Rok wydania 2004
ISBN 83-7337-752-2
Ilość stron 200
okładka i opis
Opis wydawcy
Przeszło dwa lata po tym, jak schwytano go wybiegającego z mieszkania, w którym pozostał trup zamordowanej Niny Peterson, Ronald Thompson ma zostać stracony. Choć nigdy nie przyznał się do zbrodni, oprócz matki nikt nie wątpi w jego winę. Kontrowersje budzi natomiast sam problem kary śmierci; jej przeciwniczką jest młoda pisarka Sharon Martin, natomiast kochający ją z wzajemnością Steve Peterson, mąż zamordowanej kobiety i ojciec siedmioletniego Neila, przychyla się do opinii zwolenników przeprowadzenia egzekucji. Jest jednak jeszcze ktoś, kto doskonale wie, że Ronald jest niewinny. Ktoś, kto planuje następne morderstwo…

Rzadko korzystam z opisów wydawcy, ale tym razem musiałam. Książkę czytałam jakiś czas temu i z żalem przyznam, że książka w pamięć mi nie zapadła. Nie to, że książka kiepska, bo dla fanów kryminałów zapewne byłaby to rozrywka przednia, bo jak sobie przypominam, też czytałam chętnie, od książki oderwać się nie mogłam, bo pisała ją wszak "mistrzyni suspensu".  Akcja biegła wartko, a jej zawieszanie w najbardziej fascynujących momentach, wzbudzało we ciekawość, a nawet zniecierpliwienie.  Pozytywne zniecierpliwienie. 

Zapewne arcydzieło gatunku to nie jest, ale rozrywka wakacyjna - na  pewno. Parę książek pani Clark już sobie przygotowałam i zapewne w upalne, leniwe dni będą stanowiły całkiem znośną rozrywkę. Taka mam nadzieję.  

-------------------------------------
Baza Recenzji Syndykatu Zbrodni

piątek, 10 maja 2013

Pan Przypadek i trzynastka - Jacek Getner

21.
Jacek Getner - Pan Przypadek i trzynastka
Wydawnictwo Poligraf
Rok wydania 2013
ISBN 978-83-7856-091-3
Ilość stron 201

To druga z książek Jacka Getnera, którą przeczytałam i od razu na początku  ostrzegam: będę chwalić. Nie dlatego, że książka w prezencie od samego autora, a dlatego, że od dawna nie czytałam czegoś tak zabawnego, lekkiego, kryminalnego. Bez trupów, rozkładających się zwłok, poderżniętych gardeł. Jakoś nie pałam miłością do dzisiejszych sensacji, gdzie musi być ostro i brutalnie, gdzie im więcej porażających szczegółów, tym lepiej.  Wychowana jestem na "Przygodach Sherlocka Holmesa" z roku 1955, który to jeszcze dziwnym trafem krążył za czasów mego pacholęctwa, w stanie absolutnego rozkładu. Był to pierwszy kryminał, jaki w życiu przeczytałam i odtąd zawsze byłam wierną fanką powieści detektywistycznych.  Takie oto wspomnienia wywołał u mnie pan Przypadek. Myślę, że uzasadnione.

Książka Jacka Getnera to trzy wątki kryminalne połączone ze sobą głównym bohaterem, tytułową trzynastką, choć niekoniecznie istotną, ale przyznać trzeba - zabieg to pomysłowy bardzo. Oczywiście oprócz głównego bohatera Jacka Przypadka z opowiadania do opowiadania kroczą również bohaterowie pomniejsi - rodzina, przyjaciele, sąsiedzi, choć naprawdę w każdym opowiadaniu odgrywający  znaczące role.
Jak wspomniałam książka zawiera trzy kryminalne sprawy, którymi para się pan Przypadek .  "Arszenik i stare obrazy" dotyczy kradzieży wartościowych obrazów z prywatnej kolekcji, "Listonosz  zawsze przychodzi dwa razy" - skomplikowanej afery willowej i "Mężczyzna, który się nie uśmiechał" - kradzieży sztuki teatralnej.
A wszystko to napisane lekkim, zabawnym językiem, z przymrużeniem oka. Bohaterowie powieści mają zabawne nazwiska, poczynając od pana Przypadka, poprzez komisarza Łosia  do sąsiadki Jacka - Irminy Bamber, a postać to niebagatelna - kobieta dojrzała, wspierająca samorodnego detektywa i zapewniająca stały dopływ spraw detektywistycznych. Trudno też pominąć autora, samego Jacka Getnera, bo co jakiś czas ujawnia się, dając czytelnikowi do zrozumienia, że wciąż jest i czuwa nad przebiegiem akcji.

I jeszcze jedna sprawa, której milczeniem nie mogę pominąć, a która szalenie mi się podoba.  Każdy z wątków nawiązuje tytułem do literackich pierwowzorów. Ich tytuły nieodparcie nasuwają na myśl  takie dzieła jak "Arszenik i stare koronki" Josepha Kesselringa, "Listonosz zawsze dzwoni dwa razy" Jamesa Mallahana Caina czy "Mężczyzna, który się uśmiechał" Henninga Mankella. No i jeszcze  "Dwanaście krzeseł" tandemu pisarskiego Ilfy i Pietrowa., do których nawiązuje tytuł ukradzionej sztuki "Trzynaste krzesło".  Ale na tym nie kończy się zawartość literatury w literaturze. Poszkodowany autor sztuki nazywa się Fredro (ale nie z tych Fredrów), komisarz Łoś namiętnie oddaje się pasji czytania sławnej serii kryminalnej "Ewa wzywa 07" (ja też), uwielbia kryminały Heleny Sekuły i Zeydler -Zborowskiego ( i ja też) , dlatego komisarza Łosia darzę sympatią szczególną.

Reasumując - zabawę miałam przednią, bo było i prześmiesznie (wyobraźcie sobie komediopisarza, który ma minę smutnego spaniela), i sympatycznie, i  niegroźnie.  Autor zapowiada następne przypadki pana Przypadka. Chętnie przeczytam, a ma  być wszystkich książek czternaście. Autora trzymam za słowo i mam nadzieję, że poczucie humoru Go nie opuści.


Zabytkowy Sherlock Holmes

Książka przeczytana w ramach wyzwań czytelniczych:
- Trójka e-pik: kryminał polski napisany przez autora-mężczyznę
- Polacy nie gęsi
- Baza Recenzji Syndykatu Zbrodni


sobota, 13 kwietnia 2013

Ćmy - Barbara Gordon

17.
Barbara Gordon - Ćmy
Wydawnictwo Iskry 
Seria Klub Srebrnego Klucza - 173
Rok wydania 1976
Ilość stron 264
Źródło okładki                                      

Przyznam, że książkę znam od dawna, ale z widzenia. Stała zawsze w zaprzyjaźnionej bibliotece na półce z kryminałami, gdzie mieszały się "srebrne kluczyki" z "jamnikami", "ewa 07" z serią kryminalną KAW. "Ćmy" brania nie miały. I ja nigdy na dobre powieścią Barbary Gordon nie zainteresowałam się. Co mnie odstraszało? Pewnie niepokojąca okładka. Ciem nigdy nie lubiłam, wzbudzały we mnie jakiś irracjonalny strach, a powiedzieć o ćmie, że jest piękna, było dla mnie nie do przejścia. Co się stało, że książkę przeczytałam? Zainteresowanie seriami kryminalnymi z czasów PRL, które okazały się skarbnicą wiedzy o tamtych czasach. Jest to oczywiście obraz wyidealizowany, ale przecież każdy czytelnik swoje wie, a jeśli nie wie, to pewnie bawi go dziwaczność tamtych czasów, choć nie zawsze było do śmiechu. 


Akcja powieści dzieje się w środowisku filmowców... Nie do końca. W zasadzie konstrukcja kryminału przypomina trochę powieść szkatułkową. Autorka kryminału Barbara Gordon udaje się na spotkanie do Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej w Warszawie. Umówiona jest z kapitanem Sebastianem Chmurą, liczy na ciekawą opowieść, którą chce wykorzystać w swojej twórczości. Kapitan Chmura jest osobą mocno zajęta, nie ma chwili czasu, więc i tym razem ważna narada przerywa spotkanie. Autorka nie zostaje jednak z niczym. Na biurku pojawia się różowa teczka (jakoś bardzo zdziwił mnie ten kolor: różowa?!), która zawiera protokóły przesłuchań, prywatne notatki i przemyślenia kapitana, fotografie, ekspertyzy. 
Autorka przegląda teczkę, poznaje etapy dochodzenia w sprawie morderstwa. Kogo zamordowano? Czytelnik nieprędko się dowie, ale za to dogłębnie pozna środowisko filmowców związanych z grupą filmową "Wir" i to od tej gorszej strony. Choć spotykają się na organizowanych przez sławnego filmowca "przyjątkach" to nie są dla siebie przyjaciółmi. Zawiści, plotkom, intrygom nie ma końca . Nic jednak nie stanie na przeszkodzie, by Kapitan Chmura doszedł prawdy. Dziwnej prawdy, bo i książka dziwna, ze skomplikowaną  fabułą, meandrami, niedopowiedzeniami.  Prawdę poznaje i czytelnik, ale nie jest to finał "kryminału". Autorka postanawia osobiście poznać bohaterów. Wybiera się do Spatifu, bo tam krzyżują się drogi wszystkich artystów. Nie wszystkich bohaterów dochodzenia tam spotyka. Ich drogi się rozeszły. Część wyjechała, inni potracili swoje intratne stanowiska, a inni wiodą spokojne rodzinne życie. 

 I słowo o ćmach, bo w powieści są i ćmy, które stanowią bogatą kolekcję jednej z postaci kryminału - Barsa, o której on sam opowiada, że zgromadził ją podróżując po świecie. Ale czy to prawda? Co innego mówi profesor - właściciel sklepu zoologicznego. Opowiada nie tylko o kolekcji, ale interesująco o zwyczajach ciem, w tym ćmy korowódki, której gąsienice stosunkowo niedawno miały zagrozić przebiegowi Igrzysk Olimpijskich w Londynie.


Tak wędrują, stąd nazwa korowódki

Podsumowując, rzekłabym, że kryminał nietypowy. Może czasem nużący, ale na pewno zaskakujący. Sama konstrukcja i rozwiązanie zagadki niebanalne. Nie znaczy to, że dla każdego do przyjęcia, bo i u mnie pojawiły się wątpliwości, czy taki przebieg wypadków jest możliwy? 
Nie znam innych powieści Barbary Gordon, więc trudno ocenić wartość jej "kryminału", ale śmiało można rzec, że opowieść o ćmach jest zupełnie inna niż powieści milicyjne, które do tej pory poznałam. Autorka bowiem nie trzyma się kurczowo szablonu: morderstwo, dochodzenia i wyjaśnienie i robi to wg zupełnie innej metody, mam nadzieję - autorskiej. Czy wybryk to jednorazowy?  Nie wiem.

I dla miłośników kotów - jest i kot syjamski, którego rola jest niebanalna i niestety tragiczna. Kot wabi się Yogi, dziwne imię dla kota, prawda? Tym bardziej, że kot powieściowy nie przejawia cech poczciwej misiowatości.

Książka przeczytana w ramach wyzwań czytelniczych:
- Polacy nie gęsi 
- Trójka e-pik - kryminał autorstwa kobiety
- Z literą w tle - G
- Baza Recenzji Syndykatu Zbrodni

niedziela, 7 kwietnia 2013

Śmierć w Żlebie Kirkora - Janusz Osęka

16.
Janusz Osęka - Śmierć w Żlebie Kirkora
Wydawnictwo Iskry
Seria Ewa Wzywa 07
Zeszyt nr 59
Rok wydania 1973
Ilość stron 60
Kolejny kryminał górski, rodem z PRL. Kolejna głośna i popularna swego czasu seria - Ewa Wzywa 07. Pewnie nigdy bym ponownie do niej nie zajrzała, gdyby nie  Honorata, która przypomniała mi o istnieniu serii. Wydanie było  jakościowo marne, gazetowe, format też dziwaczny, no i ilość stron niewielka.
Ale za to ta niewielka broszurka to lektura wielce wciągająca, trzymająca czytelnika w napięciu, na dokładkę kopalnia wiedzy o czasach dawnych, o peerelowskiej krainie szczęśliwości. I zapewniam, że nie jest to książka fantasy, bo w czasach tamtych było rzeczywiście "cudnie".
Każdy obywatel mógł odpocząć w atrakcyjnej miejscowości wypoczynkowej, wystarczyło uzyskać skierowanie w zakładzie pracy, a pensjonaty zakopiańskie takie jak Krokus, Hyrne, Złocień stały otworem.

Milicja obywatelska był miła, kulturalna, wykształcona, każdy funkcjonariusz po studiach prawniczych, nierzadko w trakcie pisania doktoratu, a po szkole oficerskiej w Szczytnie - obowiązkowo. Sprawy kryminalne rozwiązywano migiem.

Wczasowicz korzystając z wypoczynku letniego, bądź zimowego nie tylko mógł zaszaleć w lokalach zakopiańskich, popić kawy marago podlewanej mocniejszą procentowo Złotą Jesienią, ale także miał zapewnione bezpieczeństwo przez funkcjonariuszy MO, choć niestety, zdarzały się przykre wypadki.

W takich to okolicznościach znalezione zostają w górach zwłoki wczasowiczki Anny Zemanek. Miejsce znalezienia zwłok wskazuje na to, że nie mógł to być wypadek. Ktoś Annie pomógł przy upadku. Po kilku dniach zostają odkryte kolejne zwłoki. Nieżywego  Szymona Wrzosa odnajduje sąsiad. Czy łączy coś obie ofiary, skoro nawet się nie znały? Milicja wkracza do akcji, a szybko i sprawnie prowadzone przez porucznika Dudziaka i kapitana Szareckiego dochodzenie, prowadzi do rozwikłania zagadki.

Lektura tej książki miała być moim jednorazowym wybrykiem czytelniczym, ale tak mnie zauroczyła folklorem PRLu, że chętnie zajrzę do innych powiastek z tej serii. Zapewne niektóre znam, a to za sprawa porucznika Borewicza, którego do dziś telewizja maniacko serwuje telewidzom, bohatera serialu dla którego pomysł zaczerpnięto z zeszytów "Ewa Wzywa 07". Swoją drogą ciekawe nazwiska sygnują te niewielkie opowiadania, ale o tym innym razem.
Miejsce zbrodni - Żleb Kirkora

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
- Czytamy Kryminały
- Baza Recenzji Syndykatu Zbrodni
- Czytanie po Polsce czyli czytanie miejskie
- Polacy nie gęsi


środa, 3 kwietnia 2013

Zbrodnia na Cyrhli Toporowej - Zygmunt Zeydler-Zborowski


14.
Zygmunt Zeydler-Zborowski - Zbrodnia na Cyrhli Toporowej
Seria Z Jamnikiem
Wydawnictwo Czytelnik
Rok wydania 1970
Ilość stron 135

Zazwyczaj każde wyzwanie czytelnicze w blogosferze owocuje nowymi odkryciami. Tym razem szło o kryminał z akcją w górach. Okazuje się, że tego typu literaturę mamy również w polskiej literaturze, a informacje o niej można znaleźć nie tylko na portalach literackich, ale i krajoznawczych. O "Zbrodni na Cyhrli Toporowej" dowiedziałam się z portalu
  "Tatry dla każdego"
Po odesłaniu ewentualnych czytelników mojego bloga do powyższej strony nie zostało mi chyba nic do powiedzenia. Autor artykułu o "kryminałach" z akcją pod Tatrami, a konkretnie w Zakopanem, dość szczegółowo zaznajamia czytelnika z miejscami, w których mają miejsca wydarzenia - pensjonatem Halama, kawiarnią "Orbis" czy restauracją "Jędruś" . Autor artykułu podaje historię lokali i wymienia historyczne nazwiska związane z tymi miejscami.

Książkę Zeydlera-Zborowskiego można potraktować jako dokument minionej epoki. Milicja Obywatelska przemieszcza się samochodem marki Warszawa, literat librecista jeździ zdezelowaną Syrenką, gajowy na obiad jada kiełbasę parówkową z ziemniakami, a elegancka kolacja u literata i pani adwokat to cudem zdobyta polędwica, jajka na twardo i butelka "Soplicy", a największą zbrodnią PRL jest handel zachodnią walutą.

I może jeszcze słów kilka o stosunku autora do kobiet. Po Krupówkach włóczył się sam przeterminowany towar, a w pociągu główny bohater dzielił przedział z kobietami przypominającymi stare, spasione papugi. Dziś pewnie nie uszłyby takie określenia panu Zeydlerowi-Zborowskiemu na sucho. A może? W każdym razie eleganckie teksty to nie były. Określenia przytaczam z pamięci, nie są zapewne cytatami, bo brak mi talentu  Trumana Capote, który zapamiętywał bezbłędnie ponad 90% rozmów, a kwiecistych tekstów nie zaznaczyłam.

Przeczytać książkę trzeba, bo to swoisty zabytek piśmiennictwa kryminalnego PRLu, poniekąd kronika minionej epoki, ale że akcja kryminału toczy się w górach to przesada, bo nie ma żadnego wpływu na przebieg wypadków umiejscowienie akcji w Zakopanem. Mogłaby to być każda inna miejscowość nad morzem czy na Mazurach, albo gdziekolwiek bądź. Książkę spokojnie można określić mianem czytadła, czyta się to migiem w parę godzin. Kto czuje przesyt czytania, koniecznie niech na odtrutkę przeczyta Zeydlera.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:
- Czytamy Kryminały
- Polacy nie gęsi
- Czytanie po Polsce, czyli czytanie miejskie
- Baza Recenzji Syndykatu Zbrodni

Cyrhla Toporowa
Najniżej położona dzielnica Zakopanego na trasie Zakopane - Morskie Oko. Dawniej Cyrhla była niewielkim osiedlem, którego granice określał dokument z roku 1632. Słynęło z masowo zakwitającego krokusa spiskiego.

Cyrhla Toporowa dziś:


niedziela, 3 lutego 2013

Miriam - Jarosław Klonowski

5.11

Tydzień piaty
28.01.2013 - 03.02.2013

Jarosław Klonowski - Miriam
Wtdawnictwo MG
Rok wydania 2012
ISBN 978- 83-7779-063-2
Ilość stron 237


Bohaterką powieści jest młoda Żydówka Miriam. Wiedzie żywot niespokojny, awanturniczy, wplątuje się w liczne tarapaty. Można by rzecz, że jak na czasy, a żyje w czasach średniowiecza, jest kobieta wyzwoloną.  Odznacza się niezwykłymi umiejętnościami, których raczej kobiety nie posiadają - włada doskonale bronią i jak się okazuje, ma umiejętności nadprzyrodzone. Doskonale radzi sobie z męskimi przeciwnikami. W perypetiach, jakie się jej przydarzają, towarzyszą  janczar Bartłomiej Chodyna zwany Wroną i tajemnicza postać - alchemik Bogumił. Wprawdzie każde z nich ma swoje sprawy, ale jednoczą oni siły, bo zadania jakie mają do wypełnienia, dotyczą tych samych osób.

Akcja toczy się wartko, rozgrywa się w Inowrocławiu, Kruszwicy, głównie zaś w Bydgoszczy. Tajemnicze pożary, niewyjaśnione mordy tworzą atmosferę grozy. Pogonie, walki nie pozwalają się nudzić. 
Bezapelacyjnym atutem powieści jest dbałość o szczegóły epoki. Jak się okazuje, autor jest z wykształcenia historykiem i znawcą średniowiecza. 

Ale czy to wystarczy, by powieść porwała czytelnika?  Cały czas miałam wrażenie, że coś mi w powieści umyka, traciłam wątek, myliłam postacie, nie bardzo wiedziałam, kto za czym goni. Jak się okazało, przyczyną mojego zagubienia była nieznajomość poprzednich części trylogii.Sam autor w jednym z wywiadów powiedział:

"Miriam" opowiadać będzie o losach jednej z bohaterek z poprzednich książek. Jej fabuła spaja historie z ,,Tajemnicy św. Wormiusa" i ,,Ogni św. Wita". Teoretycznie nie da się czytać ,,Miriam" bez znajomości pierwszej i drugiej części.*

Nie jestem też fanką fantasy, doczytałam poniewczasie , że to fantastyka historyczna, a tego typu literatury raczej unikam. Na książkę skusiłam się z tej racji, że lubię epokę średniowiecza, a zapowiedzi obiecywały zabawę, jak mniemałam, w stylu Umberto Eco. Sam sposób przedstawienia epoki mnie nie rozczarował - mroczność, dbałość o szczegóły życia średniowiecznego zdawały się być rzetelne. Gorzej było ze śledzeniem wartkiej akcji i podążanie w ślad galerii postaci i kojarzenia ich z wydarzeniami. Nie wiem, czy to wina autora, czy moja wynikająca z nieznajomości poprzednich części, ale o tym przekonam się, kiedy przeczytam część pierwszą i drugą..



* Wywiad z autorem

Dziękuję wydawnictwu MG za możliwość przeczytania książki



Wyzwania czytelnicze:
- Pod hasłem - imię
- Polacy nie gęsi


- Baza Recenzji Syndykatu Zbrodni

poniedziałek, 15 października 2012

Noc w bibliotece -Agatha Christie

42.69
Tydzień czterdziesty drugi
15.10.2012 - 21.10.2012 

Agatha Chriestie - Noc w bibliotece
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Rok wydania 2006
ISBN 83-7469-372-X
Ilość stron 144



Nie raz wyrażałam swój stosunek do książek pani Agathy i zawsze był on średnio entuzjastyczny. Tym razem powieść z listy najlepszych kryminałów stulecia i szczerze powiem, że to druga z książek  Agathy Christie, która mi się naprawdę podobała. Pierwsza to "A.B.C". Nie znoszę zakręconych bez potrzeby (w moim przekonaniu, oczywiście) intryg. Wychodzę z założenia, że im mniej tym lepiej, choć powiadają ludzie, że od przybytku głowa nie boli. Mnie boli, ale tym razem obeszło się bez proszków przeciwbólowych. Wszystkiego było akurat tyle, ile trzeba. 

A oto fabuła pokrótce. 
W domu państwa Bantry pokojówka odkrywa zwłoki młodej dziewczyny, której nikt wcześniej nie widział. Ani Dolly Bantry, ani jej mąż pułkownik Bantry  nie mają nic wspólnego ze śmiercią dziewczyny, lecz społeczność St.Mary Mead ma na ten temat swoje zdanie. By zapobiec bezpodstawnym pomówieniom, pułkownikowa Bantry wzywa na pomoc niezawodną w sprawach kryminalnych Jane Marple.  Kto zabił, jaki miał motyw?  Tylko panna Marple jest w stanie dojść prawdy, choć jej metody wydają się być dziwne. 

Jak zwykle powieść Agathy Christie skrzy się humorem, co w jej książkach najbardziej cenię. Przesympatyczna Marple dodaje książce uroku, jej metody detektywistyczne - porównywanie osób i wydarzeń do tego, co wydarzyło się na wsi , jest może dziwaczne, ale  zabawne i nad wyraz skuteczne .  Bo czy ważne, w jaki sposób ta stara panna (jak ją określa autorka) dochodzi prawdy? Ważne, że niegodziwość zostaje ukarana, a czytelnik dostaje swoją porcję przyjemności. 


Margaret Rutherford jako Miss Jane Marple 

i jeszcze raz miss Jane


Baza Recenzji Syndykatu ZwB 

poniedziałek, 8 października 2012

Morderstwo w Orient Expressie - Agatha Christie

40.67
Tydzień czterdziesty
1.10.2012 - 7.10.2012 

Agatha Christie - Morderstwo w Orient Expressie
Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania 2006
ISBN 978-83-2458-622-6
Ilość stron 266


Zacznę tak. Nie pieję z zachwytu, kiedy czytam książki Christie. Nic nie poradzę. Tę oto książkę czytałam wieki temu, w pamięci zostały jakieś strzępy, ale tak naprawdę - nic konkretnego. 

Powieść po raz pierwszy drukowana była w roku 1933 w odcinkach, zaś rok później ukazało się wydanie książkowe.  "Morderstwo w Orient Expressie" uważane jest za najlepszą powieść (obok "Dziesięciu małych murzynków" ) ze względu na niezwykłe zakończenie. Przyznam, że królowa kryminału namieszała tak solidnie, że aż mnie to zeźliło.  Kręcenie, wiązanie supełków, kluczenie zmęczyło mnie srogo, zastanawiałam się, czy przypadkiem nie rzucić lektury. Nie rzuciłam, bo w drodze sama też byłam akurat, Veolią* przemierzając Prusy Wschodnie. Cóż bym miała robić, kiedy krajobrazy ginęły w ciemnościach i tonęły w deszczu?

Zatem brnęłam do końca.
Poirot wracał pociągiem z Azji ( ja z Gdańska). A skoro był Poirot, to i musiało się coś wydarzyć. Pociągiem tym podróżował także niejaki pan Samuel Ratchett - milioner, którego dalej nazywać będę Raczkiem ( dla poręczności). Otóż Raczek czuje się zagrożony, dostaje listy z pogróżkami, zgłasza się więc do Poirota, by ten wykrył autora gróźb. Poirot odmawia i ... bęc. Raczka znajdują zasztyletowanego. W pociągu, który jak na złość utknął w zaspach, podróżuje dziwne towarzystwo, rzec można od Sasa do Lasa.  Nikt milionera Raczka nie zna, nikt nie ma motywu, by go zasztyletować. Nawet jego służba prywatna, kamerdyner i sekretarz, niewiele o pryncypale wiedzą. 

Poirot wkracza do akcji. Nie sam. Ma wsparcie  greckiego lekarza Constantine'a i pana Boucka - dyrektora jakby od PKP .  Przesłuchują dziwne towarzystwo w liczbie dwunastu sztuk i po nitce do kłębka, powoli, kręcąc i lawirując, wkurzając czytelnika, pan Poirot wykłada karty na stół.  Kto zabił? Jaki miał motyw? To już trzeba samemu doczytać. A czy powieść rzeczywiście obok "Murzynków" najlepsza, cóż - gustu rzecz.


Create your own banner at mybannermaker.com!


* Zasłyszane w drodze podczas lektury "Morderstwa"
   - Proszę pana, a dokąd ten PKS jedzie?
   - To nie PKS, proszę pani, to Veolia.

Baza Recenzji Syndykatu ZwB 

czwartek, 6 września 2012

Klin - Joanna Chmielewska

36.63
Tydzień trzydziesty szósty
03.09.2012 - 09.09.2012  

Joanna Chmielewska - Klin
Wydawnictwo Kobra Media
Rok wydania 2009
ISBN 978 -83-62455-15-8
Ilość stron 230


Lubię systematyczne czytanie, wg jakiegoś schematu, listy. Skąd mi się to wzięło? Ano z tego, że coraz częściej pojawia się mnóstwo cykli powiązanych główną postacią i niby każda książka to zwarta całość, to jednak zawsze w jakimś stopniu nawiązuje do książek poprzednich. Może akurat Chmielewska ich nie popełnia, ale jednak, choćby ten o Teresce i Okrętce. Postanowiłam więc czytać w kolejności popełnienia przez autorkę kryminałów, by niczego nie przeoczyć. Stąd na dzień dobry - "Klin". Pierwsze wydanie książki ukazało się w roku 1964. Tak, tak, za dwa lata 50. rocznica debiutu na scenie literackiej pani Joanny. 

Ale do rzeczy.
Od pierwszych zdań przed oczami pojawia mi się obraz: Kalina Jędrusik dzwoni do Krystyny Sienkiewicz, a w ich pogaduszki wtrynia się Łapicki. Obraz czarno-biały, natrętny jak mucha. Czytam, ale zamiast Joanny widzę Kalinę, zamiast Janki widzę Krystynę, zamiast tajemniczego nieznajomego - pojawia się Andrzej Łapicki. No i co tam robił Czechowicz? Mieczysław, ten od Misia Uszatka. Skąd mi się to wzięło, ale  w głowie mojej dziura i wiatr po niej hula. Ruszam w internet na poszukiwania. Boże, jakież to dobrodziejstwo, a Wiki  niezastąpiona. Nie dziwota, że głowy państw się nią posiłkują, polegając jak na Zawiszy. 
Minutka i mam - na podstawie "Klina" nakręcono film "Lekarstwo na miłość", film, który widziałam. A że nie mogłam skojarzyć - nic dziwnego,  bo film to zupełnie inna afera. 

Ale film zostawmy. Joanna usiłuje się skontaktować ze swoim lubym mieszkającym w hotelu, ale nie ma odwagi zadzwonić. Prosi o przysługę przyjaciółkę Jankę, ale ta odmawia. Dziwnym trafem do rozmowy telefonicznej się włącza nieznany głos, "aksamitny" głos mężczyzny. Tajemniczy mężczyzna proponuje, że on zadzwoni do hotelu i sprawdzi, czy luby Joanny już jest w Warszawie. Nieznajomy jest bardzo tajemniczy i mimo, że Joanna przystaje na spotkanie z  nim, to niczego się nie dowiaduje.  Postanawia ruszyć tropem nieznajomego i przeprowadza prywatne śledztwo. I zaczyna się szaleństwo. Tajemnicze telefony, powtarzane hasło "Szkorbut", dziwne meldunki, pytanie o szefa. I jak to u Chmielewskiej -  dzieje się dużo, szybko i śmiesznie.
 I chyba za tym wszystkim już nie nadążam, reakcja spowolniona, przytępione poczucie humoru, słowem zachwiana percepcja. A może z Chmielewskiej się wyrasta? A może debiut autorki mniej udany? W każdym razie doznania średnie, nie bardzo mnie interesowało, co się kryje za dziwnymi telefonami, ale tajemniczy facet mnie poruszył. Tkwiłam przy książce do końca, by dowiedzieć się: zejdą się czy się nie zejdą ? I niech mi ktoś powie, że nie lubimy zaglądać przez dziurkę od klucza, bo ja bym sobie chętnie popatrzyła.



Janka i Joanna 






Tajemniczy nieznajomy z Joanną


Baza Recenzji Syndykatu ZwB 

piątek, 24 sierpnia 2012

Skrzydlata trumna - Marcin Wroński

34.57
Tydzień trzydziesty czwarty
20.08.2012 - 26.08.2012   

Marcin Wroński - Skrzydlata trumna
Wydawnictwo Biblioteka Akustyczna
Seeria Sensacji i Kryminału
Data wydania 30.05.2012
ISBN 978-83-63162-48-1
Czas nagrania 8 godz 55 min
Nośnik 1 CD mp3
Czyta Tomasz Sobczak
Ilość stron; wersja papierowa 312


Jak do tej pory nie było mi dane poznać twórczości Marcina Wrońskiego, choć debiutował jakiś czas temu, bo w roku 1992. Był to zbiór opowiadań "Udo Pani Nocy", potem "Obsesyjny motyw babiego lata", a w roku 2007 ukazał się pierwszy kryminał "Morderstwo pod cenzurą", który to zapoczątkował serię kryminałów z komisarzem Zygą Maciejewskim. Kolejno w cyklu ukazały się jeszcze - "Kino Venus" - 2008, "A na imię jej będzie Aniela" - 2011 i wreszcie w roku 2012 - "Skrzydlata trumna".

Komisarz Maciejewski zostaje wezwany do Lubelskiej Wytwórni Samolotów, gdzie znaleziono wisielca. Nim Maciejewski zdołał cokolwiek ustalić, w prasie ukazuje się artykuł, w którym autor wyjaśnia ze szczegółami okoliczności śmierci stróża - nieszczęśliwą miłość denata do pięknej krawcowej. Okazuje się jednak, że sprawa nie jest tak banalna, jak sugeruje gazeta. Dociekliwy komisarz odkrywa drugie dno -narkotyki, fałszywe zeznania. Wydawałoby się kolejny kryminał, otóż - nie.
Krótko można by książkę określić jako kryminał retro. Poznajemy Lublin jako miasto grzechu i losy komisarza Maciejewskiego wplecione w dzieje przedwojenne Lublina, jego osobiste perypetie miłosne i powojenną gehennę w kazamatach lubelskiego zamku. Przy okazji poznajemy całą plejadę postaci - policjantów, dorożkarzy, pilotów i piękne kobiety: od  krawcowej Krysi, poprzez pielęgniarkę Różę Marczyńską po śpiewaczkę niemiecką Mathi Lirhen. Sam wątek kryminalny w tym po mistrzowsku uchwyconym klimacie retro jest prawie nieistotny. Ważne są wspaniale nakreślone postacie, fantastyczny język, choć czastuszki układane i wyśpiewywane przez ruskiego klawisza, mogą bulwersować. Trzeba jednak i w ruskim klawiszu dostrzec poetę.
Książkę polecam, bo rzeczywiście wspaniała, klimatyczna, a na pewno przyniesie więcej emocji mieszkańcom samego Lublina.

Muszę jeszcze wspomnieć o jednym, bo jak już kadzić, to do końca. Piękna okładka w kolorze sepii, wspaniale nawiązująca do zawartości książki. Nie wiem, kto projektował okładkę, bo na opakowaniu audiobooka autora nie umieszczono. Szkoda, bo plastykowi należą się brawa. 

Cykl Wrońskiego zapisuję sobie na listę książek do przeczytania, mam ochotę na wersję papierową, by doczytać to, co przy słuchaniu umknęło, choćby nieprzyzwoite czastuszki w języku rosyjskim.

Baza Recenzji Syndykatu ZwB

sobota, 11 sierpnia 2012

Nosił wilk razy kilka...

32.54
Tydzień trzydziesty drugi
06.08.2012 - 12.08.2012  

Jacek Getner - Dajcie mi jednego z was
Wydawnictwo - Najlepszy Seler
Rok wydania cop. 2005
ISBN 85-922060-1-0
Ilość stron 162


Czterej mężczyźni zostają zwabieni podstępem w odosobnione miejsce. Okazuje się, że nie przypadkiem. Każdy z nich: Kapral, Prorok, Przystojniak i Szczęściarz,  ma coś na sumieniu. Muszą ponieść karę. Kary za dokonane przewiny domaga się tajemnicza postać - Głos. Głos pragnie zemsty, bo to jego skrzywdzono. Stracił żonę, firmę, odebrano mu resztki wiary, pastwiono się nad nim w wojsku. Kara to niezwyczajna, zwabieni do celi towarzysze niedoli muszą wyznaczyć jednego spośród siebie na śmierć. Kto na nią zasłużył, kto dopuścił się największej zbrodni? O tym zadecydują sami. Nad wszystkim czuwa Głos i to on będzie wykonawcą kary.

Lektura tej książki nasunęła mi na myśl "Dziesięciu małych murzynków" Agathy Christie, potem sam autor podpowiedział "Wizytę starszej pani" Durrenmatta, a główny bohater powieści - Głos przywoływał na myśl sławny "Rok 1984" Orwella. Może taki był zamysł autora, a może to tylko moje skojarzenia. Mnie samej książka bardziej przypominała sztukę teatralną niż powieść, bo główne miejsce akcji to w większości cela bez okien, w której przebywają więzieni bohaterowie. I to głównie oni sami mówią o sobie, o swoim życiu. Nie zawsze to życie było lekkie i czytelnik zaczyna się zastanawiać, kto ofiarą tu, kto oprawcą.

Fabuła książki skonstruowana zgrabnie, wciągająca, bez natłoku wydarzeń i komplikacji,  choć pod koniec powieści jednak sytuacja się  komplikuje, trudno  nadążyć za narracją. Nagrodą jest zakończenie. Czytelnik wzdycha z ulgą, bo oto nosił wilk razy kilka...

Książka byłaby niezłą lekturą na wakacyjną porę, bo mało drastyczności, materia w książce "nie stawia oporu", gdyby nie pewne "ale". Wydawnictwo Najlepszy Seler nie stanęło na wysokości zadania. 

Nie bardzo się znam na pracy wydawcy, więc sięgnęłam do pierwszego z brzegu wydawnictwa, bo Seler nie ma swojej strony, co dziwi w dobie internetu. Pierwsze z brzegu wydawnictwo to Novae Res. Na stronie tegoż wydawnictwa istnieje zakładka - Proces Wydawniczy i tu dowiadujemy się, jak wydawca powinien przygotować publikację do druku:

Pierwszy etap procesu wydawniczego obejmuje wykonanie przez Wydawnictwo redakcji oraz korekty tekstu. Autor otrzymuje zredagowany tekst do korekty autorskiej i zatwierdzenia wersji, która zostanie następnie przygotowana do druku. Po zatwierdzeniu przez Autora tekstu realizowane są dalsze etapy procesu wydawniczego, to jest skład tekstu, wykonanie projektu okładki (i ewentualnych ilustracji) oraz druk egzemplarzy sygnalnych. Jeden egzemplarz sygnalny zostaje przesłany do wglądu Autorowi, który jeszcze przed drukiem właściwym ma okazję zapoznać się z ostateczną formą książki. Następnie ustalana jest cena dla danego tytułu i książka trafia do drukarni.

Dlaczego przytaczam ten fragment? Bo chcę wiedzieć, czy ktoś pracował nad korektą tej książki? Otóż w książce roi się od błędów, nie mówię tu o literówkach (choć i tych sporo), ale są to błędy ortograficzne, gramatyczne, zdarzają się błędy interpunkcyjne. Jestem czytelnikiem mało uważnym, ale to i owo wyłapałam.  Nie chcę sugerować, że ktoś bardziej wnikliwy znajdzie więcej, bo może nie znajdzie. Ale nawet jedno potknięcie, to o jedno potknięcie za dużo.

I jeszcze sam wygląd książki.  Chciałabym napisać, że jest ascetyczny, ale to byłby komplement.  Rysunek na okładce bardzo fajny, ale nie oddaje treści. Mnie nasunął na myśl  fantasy, a nie współczesną powieść. No i rozmieszczenie informacji na odwrociu karty tytułowej, nie może być chyba dowolne, bo istnieje coś takiego jak Polska Norma - "Kompozycja Wydawnicza Książki. Materiały informacyjno-pomocnicze" i warto byłoby z tej normy skorzystać.

Już kiedyś pisałam na temat sposobu wydawania książki. Chodziło tu o książkę "Mrówka w komputerze". Tam wprawdzie problem był innej natury, ale kiepskie wydanie jest w stanie pogrzebać najlepszą książkę.  I nie mówmy, że opakowanie się nie liczy. Liczy się. I to bardzo. 
Awersji do siermiężności nabyłam w czasach słusznie minionych. Rasowy mol książkowy głaszcze nowo zakupioną książkę jak kota. Nie poradzę na to nic, że zamiast kiepsko wydanej książki, kupię e-booka. Przynajmniej nie zajmuje miejsca. No i jest tańszy, niewiele, ale jednak.

Baza Recenzji Syndykatu ZwB 

piątek, 13 lipca 2012

Nim nadejdzie mróz - Henning Mankell

28.44
Tydzień dwudziesty ósmy
09.07.2012 - 15.07.2012  



Henning Mankell - Nim nadejdzie mróz
Wydawnictwo Biblioteka Akustyczna
Seria Sensacji i Kryminału
Data wydania: 2012-04-25
ISBN: 978-83-63162-40-5
Czas nagrania: 19 godz
Nośnik: 2 CD mp3
Ilość stron - wersja papierowa 544 /10226 / 32760


Latem roku 2001 Linda Wallander kończy szkołę policyjną i zamierza podjąć pracę w policji. Po powrocie do domu odnawia kontakty z dawnymi przyjaciółkami - Anna i Lindą. Zanim podejmie pracę, znika jej przyjaciółka Anna, a w Skanii zaczynają się dziać dziwne i makabryczne rzeczy - płoną zwierzęta, kościoły, w dziwnych okolicznościach giną ludzie.  Śledztwo prowadzi Kurt Wallander, towarzyszy mu córka Linda, której nie omijają dramatyczne przeżycia.


Jestem czytelnikiem starej daty, lubię kryminały klasyczne bez szczegółowych opisów aktów przemocy, fanatyzmów religijnych, makabrycznych scen, pastwienia się nad zwierzętami. Powieść Mankella wszystko to w sobie zawiera i momentami, książkę* chciałam odstawić do lamusa. Zwyciężała jednak ciekawość, co dalej, choć kryminał jest skonstruowany tak, że czytelnik dowiaduje się dość wcześnie, kto za tym wszystkim stoi.  
Jednak prowadzone przez Lindę i Kurta Wallanderów śledztwo wciąż dostarcza wciąż nowych emocji. 

Nic dziwnego, że książka okazała się bestsellerem i była tłumaczona na wiele języków, bo jest to kryminał, który porusza palący problem współczesnego świata - terroryzm oparty o fanatyzm religijny. Znamienne jest dla książki zakończenie - dnia 11 września 2001 roku policjanci komisariatu w Ystad stoją przed telewizorem i w milczeniu obserwują relację ze Stanów Zjednoczonych z wydarzeń, które  wstrząsnęły światem.

Rzadko korzystam z książek w formie audiobooka, choć to na pewno wspaniały wynalazek. Pokutowało we mnie przekonanie, że nagrania są kiepskie, a to dlatego, że wcześniej miałam styczność z nagraniami na kasetach dla osób niewidzących - kiepska jakość nagrania, często fatalny, sepleniący lektor. Pewnie nigdy nie zdecydowałabym się na zakup książki audio, gdyby na Biblioteka Akustyczna. To zupełnie inne audiobooki, fascynująca i różnorodna literatura, świetni lektorzy, choć czasem chciałoby się rzec: "Panie Leszku, niech pan czyta normalnie" , tak jak o normalne czytanie prosiła Polcia mamę  Gretkowską, kiedy ta usiłowała dziecku ubarwić tekst odpowiednią modulacją głosu**

Książkę polecam, bo interesująca, ale i zalecam cierpliwość do pana lektora Leszka Filipowicza, bo wskazana mocno.


Za audiobooka dziękuję:
Baza recenzji Syndykatu ZwB



* w domyśle - CD
** o ile dobrze pamiętam, wydarzenie takie miało miejsce  w "Obywatelce" Manueli Gretkowskiej, głowy nie dam

Trójka e-pik