sobota, 15 grudnia 2012

W klinczu - Stanisław Sygnarski

50.78

Tydzień pięćdziesiąty
10.12.2012 - 16.12.2012

Stanisław Sygnarski - W klinczu
Wydawnictwo Nowy Świat
Rok wydania 2012
ISBN 978-83-7386-462-7
Ilość stron 343


"W klinczu" to debiut powieściowy autora. Przyznam, że debiutów nie lubię. Raczej tak na wyrost, bo nie wiadomo, czego się po debiucie spodziewać. Ale w końcu każdy w czymś debiutuje i powinnam się swoich uprzedzeń wyzbyć, bowiem nastawienie zawsze w jakimś sensie rzutuje na odbiór. 

Sam autor o książce pisze:
"Karol Żarski - wrażliwy, inteligentny mężczyzna ma na pozór wszelkie powody do zadowolenia: układa mu się i w biznesie i w relacjach damsko-męskich. Ma jednak pewne podejrzenia co do nowego kontrahenta z Ukrainy i żeby go sprawdzić odświeża dawne kontakty w służbach specjalnych. Nieoczekiwanie zaczyna się on wplątywać się w ciąg wypadków, które stawiają jego ustabilizowany świat na głowie. A w jego życiu oprócz wielu niespodziewanych zdarzeń… pojawia się też  Hana. „W klinczu” to kryminał, romans, książka szpiegowska i trochę obyczajowa. Ale chociaż połączyłem w niej wszystkie powyższe gatunki, to starałem się prowadzić czytelnika nieco innymi ścieżkami. Ścieżkami, w których kryminał nie jest krwawą serią zabójstw, romans nie jest banałem, watek szpiegowski nie jest gonitwą agentów, a temat obyczajowy nie przypomina mydlanej opery.

Mam nadzieję, że mi się to udało."

 Gdybym miała określić, jaka to powieść, miałabym problem, bo - nawiązując do wypowiedzi samego autora, ani to kryminał, ani to powieść szpiegowska, ani romans, ani powieść obyczajowa. Dla lubiących wartkie akcje, książka sprawi zawód, bowiem akcja rozwija się powoli, pojawiają się postacie, których znaczenie dla wydarzeń jest małe albo żadne.  Po co to komu? Nie wiem, ale ten sposób pisania nie jest mi obcy. Nie, żebym sama pisała, ale podobne odczucia odniosłam czytając Marininę. I tam akcja niespieszna, tocząca się niczym nurt leniwej rzeki, a wątek kryminalny jakby pojawił się tam, ot, przypadkiem.

Ale przyznam szczerze, że czyta się to dobrze. Sama powieść ustawia czytelnika tak, że w zasadzie nawet nie bardzo czeka na rozwikłanie zagadek, które autor w książce zamieszcza. Jakoś wszystko, co autor w powieści napisał ma jednakowy ciężar gatunkowy, przez co narracja jest spokojna, czasem zbyt spokojna.  Najbardziej chyba zainteresował mnie w książce fragment o Łemkach, bo temat to mało znany, przynajmniej dla mnie. 

Co mnie w książce denerwowało. Nieskazitelny bohater - wszystko mu się udaje, no może oprócz małżeństwa, ale cała reszta - owszem: inteligentny, oczytany, przystojny, z dobrym gustem, a i fachman w swojej branży.  Kocha ludzi, ma do nich zaufanie, nawet jak używa "brzydkich" słów, to autor je sumiennie "wypipcza".  "Pipczenie" rozpraszało mnie okrutnie, bo jak się nie chce brzydko mówić, to lepiej z formy pośredniej zrezygnować. Więc niech ten Karol  wcale nie bluźni, albo niech robi to tak, jak to mamy zakorzenione w tradycji.  I ciekawostka jeszcze na temat:  jeden z policjantów używa czegoś, co ma być przekleństwem: Wa mać! Podoba się Wam? Mnie nie, wolę wyrażenie w oryginale. 

Czytać? Czytać, jeżeli ktoś ma dużo czasu i z cierpliwości anielskiej i spieszyć się nie lubi i nie lubi brzydkich słów.











Dopisek:
Książka do przygarnięcia. Stan naruszony nieco przez miesięczne noszenie w torebce damskiej i namiętne przeglądanie przez szesnatomiesięczne dziecię. 

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Konkurs z Podpalaczem













Był jakiś czas temu na Portalu Kryminalnym. Dość często biorę udział w konkursach organizowanych przez tę stronę, ale po raz pierwszy dopisało mi szczęście. Dziś dotarła do mnie przesyłka. O konkursie dawno zapomniałam, dzwoniłam więc po rodzinie dopytując, czy przypadkiem nie jest to mikołajkowa niespodzianka. Rodzina energicznie zaprzeczała, aż ... olśnienie. Konkurs, konkurs był. Konkurs z Podpalaczem i oto przybył do mnie "Podpalacz" Wojciecha Chmielarza. Ucieszyłam się bardzo, bo ostatnio miałam szaloną ochotę poznać coś z serii Ze Strachem.





Dziękuję PK i wydawnictwu Czarne

niedziela, 2 grudnia 2012

Opowieści wigilijne - Olga Tokarczuk, Jerzy Pilch, Andrzej Stasiuk

47.77

Tydzień czterdziesty ósmy
26.11.2012 - 2.12.2012

Tokarczuk, Pilch, Stasiuk - Opowieści wigilijne
Wydawnictwo Czarna Ruta
Rok wydania 2000
ISBN 83-91286-57-6
Ilość stron 64


"Trzy opowiadania pod choinkę pióra polskich znanych prozaików. Wspólne przedsięwzięcie z wydawnictwem Ruta"

Tyle na temat książeczki można znaleźć na stronie wydawnictwa Czarne, z adnotacją - nakład wyczerpany.

Swój egzemplarz posiadam od dawna, kupiłam go w roku ukazania się i tak przeleżał nieczytany do dziś. W zasadzie przeczytałam kiedyś pierwsze opowiadanie z tego mikrozbiorku - opowiadanie Jerzego Pilcha "Pastorałka Don Juana".  Chyba nawet nie raz, a kilka, a to usiłując zasiąść do książeczki na dobre, a to trafiając na nie w powieści "Pod Mocnym Aniołem".  Akcja opowiadania toczy się w wigilię Bożego Narodzenia w szpitalu psychiatrycznym, gdzie przy wigilijnym stole, zorganizowanym własnym sumptem ( jest i chińska zupka) zbierają się pacjenci - alkoholicy, samobójcy, skrzywieni psychicznie  i personel. Smutna to wigilia i choć pobrzmiewają kolędy, brak tu radości, rodzinnego ciepła.

Następne w kolejności opowiadanie - to opowiadanie Olgi Tokarczuk "Profesor Andrews w Warszawie". Do Warszawy przyjeżdża znany angielski psycholog. Jego pobyt w Polsce zaczyna się pechowo. Gubi bagaż , a kiedy budzi się rano, zaskakuje go dziwny widok z okna. Na ulicy stoi czołg, wokół niego kręcą się żołnierze. Telefon milczy, umówiona z profesorem opiekunka nie pojawia się. Zagubiony, przerażony, bez możliwości kontaktu z napotkanymi ludźmi, usiłuje dostać się do Ambasady Brytyjskiej.  Przyznam szczerze, że nigdy nie zastanawiałam się nad sytuacją cudzoziemców, którzy utknęli w Polsce w czasie ogłoszenia stanu wojennego.  Jak sobie radzili bez możliwości kontaktu z kimkolwiek, kto by im pomógł zrozumieć, co dzieje się w tym dziwnym kraju. Byli tak zagubieni jak prof. Andrews?

I ostatnie opowiadanie "Opowieść wigilijna" .  Jak to u Stasiuka bywa - nostalgiczne,   o detalach, które mało kto dziś kojarzy - popularne w tamtych czasach nazwy kawy selekt i orient, o lokalach, których dziś nie ma. W takiej scenerii spotykają się ze sobą w wigilię  obcy sobie ludzie: pan Jan z panem Waldkiem w Cafe Niespodzianka. Pan Jan nie bardzo wie, co ma ze sobą zrobić, bo wyrzuciła go z domu żona. Pan Waldek mu zazdrości, bo on dopiero zostanie wyrzucony. Pani Jadwiga krążąca w rozpaczy po ulicach, spotyka szeregowego Wiesława Pokropka, który to nielegalnie "urwał się" z jednostki. Każdy z tych ludzi potrzebuje towarzystwa, to przecież święta, święta rodzinne.   Wszystko się jednak dobrze kończy, jest choinka i stół wigilijny nakryty białym obrusem, choć pan Jan zmożony alkoholem w tradycyjnej kolacji nie uczestniczy.

Święta opisane tu przez trzech różnych autorów, notabene moich ulubionych, nie są świętami radosnymi.  To jeszcze Polska z czasów komunizmu, stanu wojennego i smutnych, samotnych ludzi. Inna to książka, różniąca się od lukrowanych bożonarodzeniowych powiastek. To książka zmuszająca do zadumy nad samotnością, wyobcowaniem. 

Wyzwania czytelnicze:
Polacy nie gęsi
Trójka e-pik
Tydzień bez Nowości
Z półki

Dopisek:
Książka do oddania, proszę wyrazić chęć posiadania pod postem ( do środy - godz.24)

Dopisek raz jeszcze:
W roli sierotki wystąpiła moja kocia Krecia, która uwielbia aportować papierowe kulki. Z trzech, jako pierwszą, wybrała Agnesto. Proszę zatem Agnesto o kontakt .

czwartek, 29 listopada 2012

Audiobooki na sportowo


Czasem śmieję się, że audiobooki wymyślono dla tych, którzy nie znoszą czytania, ale różne okoliczności zmuszają ich do poznania treści jakiejś książki. Do tej formy poznawania lektur odnosiłam się zawsze sceptycznie, bo nie umiałam z niej korzystać. Okazało się, że to kwestia przyzwyczajenia i płyta z lekturą jest dobra nie tylko na niechęć do czytania, ale także na chroniczny brak czasu, bowiem niemal każdego audiobooka można dziś przerzucić na każdy sprzęt odtwarzający i ... hulaj dusza, można zatracić się w słuchaniu w każdej sytuacji.  A i wybór audiobooków przeogromny - od klasyki poczynając po przewodniki, książki kucharskie. Nie pominięto też tematyki sportowej, bo oto na rynku 26 listopada ukazał się audiobook "Trzy mądre małpy" autorstwa Łukasza Grassa (wydaw. Ateria) - część pierwsza "Audiobiblioteki sportowca"
Jak czytamy na AUDEO książka Grassa to:

"Polska odpowiedź na książkę Harukiego Murakamiego "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu". Kiedy łapie cię zadyszka po wejściu na drugie piętro, a waga pokazuje trzy cyfry, możesz albo zaakceptować siebie, albo... wziąć się do roboty. Kiedy zawodowo jesteś na skraju wypalenia i przestajesz widzieć sens w tym, co robisz, możesz albo zaakceptować ten fakt, albo... wziąć się do roboty. Łukasz Grass w obu przypadkach wybrał to drugie rozwiązanie. Źródłem pozytywnych zmian był dla niego triathlon. "Trzy mądre małpy" nie są jednak ani poradnikiem, ani opisem drogi "od zera do bohatera". To bardzo intymny notatnik męża, ojca, dziennikarza i zawodnika. Po tej lekturze nabiera się ochoty, żeby wyłączyć telewizor, włożyć na nogi sportowe buty i iść pobiegać. A potem z nową energią można zacząć realizować swoje marzenia."

Nie wiem, czy przekona mnie odwoływanie się do Murakamiego, ale nazwisko mojego ulubionego dziennikarza pewnie tak. No i ważne, że nie jest to poradnik typu "co robić, żeby nic nie robić i do czegoś dojść", chociaż ... 



Dopisek
A co aktualnie w osobistych słuchawkach? "Trociny" Vargi - mp3 z audeo.pl. 
Ale o tym innym razem.



środa, 21 listopada 2012

Z babskiej perspektywy

Wykupienie abonamentu do platformy pewnej, a zapewniam, że nie jest to Platforma Obywatelska ( nie, żebym coś przeciw miała) zaowocowało nagminnym wręcz szperaniem w archiwach czasopism różnej maści. Zazwyczaj droga moich poszukiwań jest taka: tytuł czasopisma, dział kultura, książki. Dziś , jak w tytule napisano - babsko, czyli Poradnik Domowy.  Nie mam też nic przeciw babskim czasopismom, które namolnie kupuję w okolicach Wielkanocy bądź Bożego Narodzenia, zamieszczają bowiem przepisy świąteczne, z których zazwyczaj uda mi się wykorzystać jeden na dwa lata. Zawsze mam nadzieję, że taką gazetą otworzę i ... święta z głowy. Ale miało być o książkach. Tym razem, co Poradnik Domowy polecał do czytania w ... czerwcu. W zasadzie to chyba nawet nieważne kiedy, bo i tak, przynajmniej ja, książkę kupioną w czerwcu - czytam w lutym, bądź w czerwcu, ale następnego roku, zatem zestaw:

John Auken - 15 błędów, które zabijają związek, Remi
Masha Gessen - Putin. Człowiek bez twarzy, Prószyński i Ska
Jeffrey Archer - Czas pokaże, Rebis


Krystyna Wasilkowska - Frelichowska - Zapach świeżych malin, PWN, Empik
Eduardo Mendoza - Prześwietny raport kapitana Dosa, Znak litera nova


David Rosenfeld - Świadek na czterech łapach, Sonia Draga


Anche Min - Perła Chin, Albatros
Michał Nowakowski - Odlotowo, Wilga - dla dzieci

Lista krótka, ale różnorodna, chętnie przeczytałabym Archera, bo znam tylko jedną jego książkę "Co do grosza", przy której ubawiłam się nieziemsko. W moim zasięgu "Zapach świeżych malin" (rodzina posiada) - książka o kuchni polsko-żydowsko-niemieckiej, życiu wielokulturowej społeczności.  Niedługo dotrze do mnie książka Mendozy - recenzje mówią o świetnej zabawie, ma być śmiesznie. Nadzieję mam, że to prawda. I korci mnie książka wydawnictwa Sonia Draga, bo kto nie lubi czytać o zwierzakach, a jeżeli to zestaw sensacji i zwierzaków, to powinno być odlotowo. To tyle, co babska gazeta polecała w czerwcu, ja wybrałam, ale chętnie wysłucham innych źródeł opiniotwórczych, mogą być linki do przeczytanych dawno temu czerwcowych propozycji.


wtorek, 20 listopada 2012

Muchy w zupie i inne dramaty - Małgorzata Żurakowska

47.76

Tydzień czterdziesty szósty
19.11.2012 - 25.11.2012


Małgorzata Żurakowska - Muchy w zupie
Wydawnictwo Grasshopper
Rok wydania 2009
ISBN 978-83-61725-01-5
Ilość stron 352


To kolejna nauczka. Kiedy czuję przesyt czytania, łapię za coś "lekkie, łatwe i przyjemne" a najchętniej śmieszne. Najczęściej moje poszukiwania takiej literatury ponoszę klapę. Co ma mnie rozerwać, zazwyczaj zniechęca. Tym razem nie wybrałam książki w ciemno, tym razem poczytałam recenzje, notki na portalach książkowych i blogach. 
A wszystko brzmiało mniej więcej tak:

"Przezabawne opowieści o życiu rodziny – rodziców, trójki dzieci i psa, którym w codziennych zmaganiach towarzyszą przyjaciele. Rytm życia bije razem z porami roku, a zwykłym zdarzeniom towarzyszy dziecięcy śmiech i ciepło domowego ogniska. 

Historie wprost z życia przeplatają się z fikcją, tworząc zwariowany świat, w którym czytelnik odnajduje siebie – bo komu nie zepsuła się choć raz lodówka albo czyj pies nie zjadł kiedyś ciasteczek chwilę przed przybyciem gości?..."


Nic z tych rzeczy.  To gehenna matki Polki, która nie jest w stanie zapanować nad  rodzinną. Nieznośne, z dzikimi pomysłami, dzieci, mąż wiecznie śpiący albo domagający się jedzenia, szurnięta koleżanka.  I nieustająco serwowany bigos - trzy razy w domu, raz w restauracji,  a to, jak na jedną powieść (?),  aż nadto. Nie śmieszy książka wcale, ale frustruje i przestrzega: żadnych facetów, dzieci, domowych obowiązków, bo szanowne kobiety zginiecie marnie. Koniec z aspiracjami zawodowymi, naukowymi - jedno was czeka - miano kury domowej terroryzowanej przez rozwydrzone bachory, bez wsparcia żadnego, bo się ma  gamoniowatego męża.

Pal sześć treści zawarte w książce, miało być śmiesznie, nie było. A może było, a ja nie mam już poczucia humoru?  Sam sposób pisania książki mnie rozkojarzał. Książka to zlepek różnych dowcipów,  obiegowych anegdot z życia rodzinnego, a wszystko podane techniką staccato - pocięte datami, godzinami na krótkie fragmenciki.  Denerwujące, niepozwalające na rozpęd w czytaniu. 

Na portalu wp.pl.ksiazki, skąd pochodzi notka , wpisano tagi - biografie i autobiografie.  No cóż, ja pani Małgorzacie współczuję, jeśli to życie przedstawione w książce zna z autopsji.  Najlepszym bowiem dla książki tytułem byłby tytuł "Droga przez mękę. 2"  albo 
"Gehenna. 2".

Zdecydowanie nie polecam. 





niedziela, 18 listopada 2012

Czy czytałeś? Kolejna lista.

Włócząc się po internetowych przestworzach trafiam na różności. Tym razem artykuł Karoliny Sulej "Czy czytaliście Prousta?"  Na portalu NaTemat.pl. pani Karolina pisze:
"Są książki, których równie powszechnie się nie czyta, co popisuje się wiedzą na ich temat.Skończyły jako bon moty, albo ozdobniki w rozmowie. Nikt nie krzyczy: Sprawdzam!, bo boi się, że przepytają i jego. Oto subiektywne zestawienie kilku literackich przykładów, które skończyły jako kanon najpopularniejszej literatury nieczytanej"

Pozwolę sobie przytoczyć tylko tytuły, bez komentarza autorki, które można doczytać na stronie NaTemat.pl:

1. James Joyce - Ulisses; Finneganów tren
2. Marcel Proust - W poszukiwaniu straconego czasu i Roberta Musila - Człowiek bez właściwości
3. Georges Perec - Życie - instrukcja obsługi
4. Jonathan Littell - Łaskawe
5. Thomas Bernhard - cokolwiek
6. Dorris Lessing - Złoty notes
7. Szekspir - wszystko
8. Salman Rashidie - Szatańskie wersety
9. Thomas Pynchon - cokolwiek
10. Fiodor Dostojewski - Biesy
11. Biblia
12. T.S. Elliot - Ziemia jałowa

 Nie wiem, czy do końca tak jest, nie chwalę się znajomością Prousta, ale co jakiś czas zdarza mi się "ciasteczkiem" rzucić, niestety, więc coś jest na rzeczy. Może poważne czytanie czas zacząć, bo akurat czytam "Muchy w zupie..." i zastanawiam się, po co mi to było.

I cóż Wy na to, publiczności czytająca? Bo ja czuję się nijako. Nie żebym była taka ostatnia, bo Pynchona już dawno nabyłam - "49 idzie pod młotek", Thomasa Bernharda - takoż, Biblię posiadam, ale wydanie bibułkowe skutecznie odstręcza od czytania. Jest jednak nadzieja na lekturę, jedno z wydawnictw proponuje ebooka. A posiadać, to jakby prawie zacząć przygodę z czytaniem.

sobota, 17 listopada 2012

USA. Świat według reportera - Piotr Kraśko

46.75

Tydzień czterdziesty szósty
12.11.2012 - 18.11.2012

Piotr Kraśko - USA
Seria Świat Według Reportera
Wydawnictwo G+J
Rok wydania cop 2011
ISBN 978-83-7596-142-3
Ilość stron 94 + fot.


Kolejna książka Piotra Kraśki z serii "Świat Według Reportera", tym razem o USA.  
Jak każda książka Piotra Kraśki z tego cyklu i ta jest pełna ciekawostek, książka niewielka, rzec by można, raczej większy artykuł, aż dziw, że tyle w sobie mieści.  Jest tu o gabinecie owalnym; najsłynniejszym biurku, które zwie się "Resolute" i jego historii; Texasie, który jest większy od Francji; Szalonym Koniu czy królowej voodoo ; o Nowym Orleanie i huraganie Katrina; w końcu o słynnym Guantanamo i Jacku Nicholsonie, którego kwestią z filmu "Ludzie honoru", Kraśko kończy swoją książkę:

"Codziennie jem śniadanie trzysta jardów od czterech tysięcy Kubańczyków, szkolonych po to, by mnie zabić. Więc nie myśl nawet przez chwilę, że kiedy przyjeżdżasz tu i błyskasz swoją odznaką, to sprawisz, że zacznę się denerwować"

Co mnie pociąga w książkach Piotra Kraśki? Kultura pisania. Nie jest to może mój pisarski idol, ale po jego książki sięgam chętnie i wiem, że nudzić się nie będę. W kolejce - "Ameryka Łacińska"





najsłynniejsze biurko świata


Nicholson w filmie o Guantanamo


Królowa voodoo

Książka przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego:

Trójka e-pik - edycja październikowa - literatura przygodowa/podróżnicza









Polacy nie gęsi

środa, 14 listopada 2012

Kocie opowieści - James Herriot

46.74

Tydzień czterdziesty szósty
12.11.2012 - 18.11.2012

James Herriot - Kocie opowieści
Wydawnictwo Bellona
Rok wydania 2001
ISBN 83-11-09233-8
Ilość stron 158


Od dłuższego czasu świadomie omijałam lektury związane z kotami, dziś się odważyłam i przeczytałam "Kocie opowieści" książka, którą ukazała się w roku 1994. Lektura dla miłośników kotów  obowiązkowa. 
To jedna z książek, która mi umknęła. Wydawałoby się, że wiem, co napisał James Herriot, ale na opowieści o kotach trafiłam przypadkiem. 

Jamesa Herriota znałam głównie z ekranizacji jego książek z cyklu "Wszystkie stworzenia duże i małe". Od jakiegoś czasu książki zgromadzone na mojej półce, czekają na lepsze czasy.
A dziś o kotach. Książka zawiera dziesięć opowiadań o kotach niezwykłych, o ich inteligencji, urodzie, przebiegłości, przywiązaniu i o wszystkim, co kocie. Bohaterami opowiadań są kocie indywidualności - Alfred, Oskar, Borys, Olly i Ginny, Emilia, Mojżesz, Frisk oraz  Buster. 
Nie są to opowieści radosne, czasem bywają śmieszne ale częściej smutne.  
Autor, weterynarz z zawodu, przy tym miłośnik kotów fantastycznie pisze o tych stworzeniach, jest znawcą ich charakterów, przyzwyczajeń.   Każdy posiadacz kota, a raczej każdy będący własnością własnego kota znajdzie w książce swojego pupila. Może to będzie  delikatna Emilia , a może Oskar wędrowiec?  Najbardziej urzekł mnie Borys - silne, zdecydowane kocisko o silnym charakterze, choć wszystkie koty z opowiadań Herriota są urocze, wszystkie chciałoby się mieć.

Jak najbardziej subiektywnie stwierdzam, że opowiadania o kotach piękne.  Ten kto kota jeszcze nie ma, zapragnie go mieć, co potwierdza moja kocia Krecia, bacznie wpatrująca się w klawiaturę i raz po raz zerkająca w monitor.


Krecia
fot. r.weinerowski

Książka przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego Trojka e-pik: powieść wydana przed rokiem 2000



Publio robi prezenty







Dziś właśnie dostałam maila od Publio: książka za wypełnienie ankiety. Zastanawiam się, czy Publio przypadkiem nie śledzi moich poczynań czytelniczych, bo po lekturze "Wyśpiewam wam wszystko" Urszuli Dudziak, miałam ochotę na książkę Andrzeja Makowieckiego "Ja, Urbanator" i proszę, za ankietę darmowy "Urbanator". Więc, kto ma ochotę na Urbanatora, to dają darmo.
Muszę przyznać, że dość często Publio robi takie prezenty, a i promocje mają bardzo fajne. Dziś szósty dzień akcji "Świętujemy półrocze" i kolejny zestaw książek po 9,90.

___________

Te wszystkie tu och-ach z własnej nieprzymuszonej woli. Ze wspomnianą księgarnią nie współpracuję, ale odkąd kupiłam e-czytnik stale zaglądam na Publio i do Gandalfa. Zawsze można coś taniego wynaleźć.

piątek, 9 listopada 2012

Wyśpiewam wam wszystko - Urszula Dudziak

45.73

Tydzień czterdziesty piąty
5.11.2012 - 11.11.2012

Urszula Dudziak - Wyśpiewam wam wszystko
Wydawnictwo Kayax
Rok wydania 2012
ISBN 978-83-9278811-2-7
Ilość stron 285


Poczytajcie i posłuchajcie. 
Na rynku oprócz tradycyjnej wersji papierowej ukazał się audiobook. By cieszyć się pełnią szczęścia z lektury, należy koniecznie skorzystać z obu wersji: czytać, oglądać fotki i słuchać głosu pani Urszuli w roli lektora i wokalistki. 

Książka to wspomnienia Urszuli Dudziak z czasów dzieciństwa, młodości, początków kariery, pobytu w Stanach. Książka napisana niekonwencjonalnie. Brak chronologii nadaje książce charakter snującej się wolno opowieści , gawędy, ploteczek, niekontrolowanych intymnych zwierzeń. Sprawia to, że  wspomnienia emanują  ciepłem i momentami wydaje  się,  że wszyscy znamy Ulkę z podwórka. 



Dodatkową gratką są wielkie nazwiska  jazzmanów, 
z którymi Urbanikowie grywali, utrzymywali kontakty. Nie zapominali o znajomych z Polski, którym często służyli pomocą na amerykańskiej ziemi.  

Ta wielka wokalistka odważnie mówi o swoim życiu - o wzlotach , upadkach i wpadkach. Ma do siebie dystans, potrafi pisać o sprawach, których większość ludzi utrzymywałaby w tajemnicy.  Taka szczerość nadaje książce wiarygodności. 
Czasem chciałoby się też westchnąć z zazdrością: Ach, ten  amerykański optymizm.

Książka pani Dudziak nie są bez skazy. Może język i  styl nie jest perfekcyjny, może należałoby go zmienić, ale czy wtedy lektura byłaby tak autentyczna?  W każdym razie książkę polecam fanom jazzu i talentu pani Uli, a babom  przede wszystkim, nawet jeśli jazzu nie znoszą. I fanom Kosińskiego, oczywiście. Książka ciepła, sympatyczna, bez marudzenia, utyskiwań, tryskająca humorem i optymizmem. Brawo!

Wyzwanie czytelnicze:


czwartek, 8 listopada 2012

Polska literatura kobieca

Do napisania tegoż skłoniły mnie dwie sprawy:
po pierwsze wyzwanie czytelnicze - Polacy nie gęsi ( zawszeć to jakiś wskaźnik polskiej literatury)
po drugie - lektura 17 rozdziału książki Łysiaka "Karawana literatury", który to drukuje Uważam Rze.  Nagminny brak spacji w przedruku, no ale dostęp tygodniowy do strony można sobie kupić za 2,89, to jęczeć nie będę. Ale do czego zmierzam, bo streszczać też nie będę, pluć na Gretkowską, albo jej bronić też nie. Przytoczę tu jedynie fragment, który to dotyczy tworzenia list bestsellerów tj kto je tworzy i jak ów proces zahamować.

"Jedynym w miarę skutecznym hamulcowym mógłby być „elektorat" głosujący przy kasach księgarń, a ten—jako się rzekło— składa się głównie z kobiet. Tych samych kobiet, które dmuchają oglądalność wszelkiego badziewia TV, windują sprzedaż plotkarskich mediów i niesprawiedliwymi (często zwyczajnie złośliwymi)werdyktami odbierają laury najlepszym tancerkom („Taniec z gwiazdami") czy wokalistkom amatorkom. Rzadkie są dezawuujące triumfującą „literaturę kobiecą" głosy podobne do wypowiedzi JadwigiKaczyńskiej (matki zamordowanego prezydenta): „—Przed snem lubię czytać rzeczy lekkie, ale nie znoszę szmiry. Nie mogę zrozumieć jak można czytać te panie, których nazwisk nie chcę wymieniać..." („Wprost" 2010). Nazwiska wszakże się wymienia, choćby wówczas, gdy prozaiczki, eseistki, poetki figurują na listach bestsellerów, lub gdy wręczane są im nagrody literackie, lub gdy salonowi klakierzy biją im gromkie brawa w mediach: Joanna Chmielewska, Sylwia Chutnik, Agnieszka Drotkiewicz, Izabela Filipiak, Natasza Goerke, Manuela Gretkowska, Katarzyna Grochola,Małgorzata Kalicińska, Julia Kamińska, Bożena Keff, Marzanna Kielar, Teresa Lubkiewicz–Urbanowicz, Dorota Masłowska, Magdalena Miecznicka, Małgorzata Musierowicz, Małgorzata Rejmer, Hanna Samson, Ewa Siarkiewicz, Izabela Sowa, Monika Szwaja, Olga Tokarczuk, Magdalena Tulli.Wymieniłem w porządku alfabetycznym (dla bezpieczeństwa osobistego) i tylko pierwszą dwudziestkę, a przecież piszących pań mamy dużo więcej— jest ci ich dostatek u nas."*

No więc... Komentować nie będę, bo i po co. Ot, fragment ów można traktować jako wskazówkę, co czytać, lub czego nie czytać ( co kto komu). Bo listę nazwisk tu zamieszczoną można potraktować dwojako przez drogie czytelniczki - unikać jak zarazy ( Brysia mijam zaś z daleka ) lub zaczytywać się do upadłego ( na złość mamie odmrożę sobie uszy ) Ja będę się zamrażać. Zaopatrzyłam się na ten moment w kilka książek Magdaleny Tulli, której nigdy przedtem nie czytałam i pewnie długo bym nie czytała, ale chętnie zobaczę, co lubią kucharki (swoją drogą to fajna profesja, pod wpływem Anetki z Fioletowej Biblioteki zamierzam sobie palnąć cykl wpisów na temat mojego kuchennego zbioru. Dziękuję Anetko.)
To tyle i może aż tyle.

PS.
- A swoją drogą to z ciekawością poczytałabym listę hitów i kitów pani K. Uwielbiam wszelakie zestawienia ( mam duszę księgowej )
- Niech tam! Przy kasie w księgarni "dam głos" na Gretkowską ( wiem, co mówię, czytałam Polkę Europejkę i Obywatelkę. Polecam)

*Fragment pochodzi z książki Waldemara Łysiaka "Karawana literatury" z rozdziału 17 "Literatura kobieca", drukowanego w Uważam Rze. Dostęp płatny


wtorek, 6 listopada 2012

Rzymianka - Alberto Moravia

45.72
Tydzień czterdziesty piąty
5.11.2012 - 11.11.2012

Alberto Moravia - Rzymianka
Wydawnictwo Muza
Seria Biblioteka Bestsellerów
Rok wydania 1995
ISBN 83-7079-353-3
Ilość stron 478


Wyzwania czytelnicze poprzedniego miesiąca - Book Trotter i Z Literą w Tle zaowocowały wyborem powieści Moravii "Rzymianka" Przyznam, że chciałam przechytrzyć siebie i jedną książką załatwić dwa wyzwania. Pobieżna lektura pierwszych stron utwierdziła mnie w przekonaniu, że będzie łatwo i przyjemnie, a jednocześnie ambitnie, bo Moravia wielkim pisarzem był. 

Bohaterka powieści Adriana, to młoda piękna dziewczyna . Wraz z matką żyją biednie, matka dorabia szyciem bielizny, Adriana pozując  malarzom. Obie mają marzenia: Adriana, że będzie wieść skromne, spokojne życie z mężem u boku i dziećmi; matka zaś, że żyć będą w dobrobycie, bo uroda Adriany to kapitał. Na pewno znajdzie się jakiś bogaty, jeśli nie mąż, to sponsor.  Szybko się okazuje, że marzenia zarówno jednej jak i drugiej z pań legły w gruzach. Adriana lokuje swoje uczucia nie tam, gdzie trzeba. Życie się komplikuje, dziewczyna zaczyna wychodzić na ulicę i zarabiać jako prostytutka.  Perypetie mnożą się jak w rodzinie Carringtonów*. Są przestępcy, jest morderstwo, kradzieże, działalność konspiracyjna przeciw Mussoliniemu, są spiskowcy, są zdrajcy, policjanci i miłość. 

Całość opowiedziana przez Adrianę, naiwną, łatwowierną.  Sposób opowiadania jest tak denerwujący, że zniechęca do czytania. Może na tym polega meisterstuck pisarstwa Moravii? Wiarygodny bohater, denerwujący, z wadami, z prymitywnym myśleniem?
Nie wiem, ja w każdym razie z trudem przedzierałam się przez naiwne zwierzenia Adriany.  Kilkakrotnie książkę odkładałam, by znów do niej wrócić i zarzekać się, że nigdy więcej Moravii. W każdym razie nieprędko.  Lektura okazała się ani łatwa, ani przyjemna, a czy ambitna? Fachowcy twierdzą, że 
Alberto Moravia to wielce znaczące nazwisko w literaturze włoskiej.  W każdym razie bardzo popularne, jego dzieła były wielokroć filmowane. 

Książka przeczytana z dużym poślizgiem w ramach październikowych wyzwań:







I Tydzień bez Nowości:

* Telewizyjna opera mydlana "Dynastia", najsłynniejszy serial telewizji amerykańskiej,  w Polsce emitowany przez TVP1 w latach 1990 - 1993.  W serialu jedno nieszczęście goniło następne, pojawiło się nawet UFO ( dziękuję Honoracie za przypomnienie ) 

wtorek, 30 października 2012

Kulturalni, czyli bla-bla-bla - Waldemar Łysiak


Nie śledziłam nigdy poglądów pana Łysiaka, bo i po co. Pamiętam jak zachłystywałam się pierwszymi książkami tego autora i było mi ganz egal czy Łysiak jest na prawo, czy lewo, a może pośrodku. Do dziś pamiętam "Asfaltowy saloon" czy "Cesarski poker" i wiele innych książek wydanych w czasach radosnego komunizmu. Nie wiem, co mnie podkusiło, by sięgnąć po felieton "Kulturalni". Dostało się tam wszystkim:

- pederaście Biedroniowi*,
- ekspertom od uzbrojenia,
- antypisowcowi-salonowcowi-kryptolewakowi Tomaszowi Lisowi za książkę, którą Łysiak określa jako wymądrzalski bulgot pseudointeligenta (Całe szczęście, że książki Lisa nie czytałam, bo nie daj Boże spodobałaby mi się i co?Na głąba bym wyszła)
- potem jeszcze była Gazeta Wyborcza
- ambona z Dziwiszem
- kapuś Maciej Damięcki
- koleś kapusia Daniel Olbrychski, komediant jęczący i przewracający oczami, do którego publicznych bełkotów opinia publiczna zdążyła się przyzwyczaić - słowem bucowaty aktor.
A potem był jeszcze sejm, Rokita, Tusk, Schetyna. Ale zainteresowanych odsyłam do tekstu, krąży sobie w cyberprzestrzeni.

 I niech by to sobie wszystko było, ale język pana Łysiaka mało literacki i teraz wiem, dlaczego nie czytam Gazety Polskiej. W zasadzie ograniczam się do książek. Telewizję takoż mijam z daleka, a tu masz ci babo, musiałam się potknąć o Bla-bla. Rozbolała mnie głowa, ciśnienie skoczyło.
A zawsze sobie powtarzam: Polityki wystrzegaj się jak zarazy. Amen.

* określenia bohaterów notki żywcem zerżnięte z felietonu Waldemara Łysiaka 

niedziela, 21 października 2012

Brzydkie kaczątko - Hans Chrystian Andersen

Hans Chrystian Andersen - Brzydkie kaczątko
Wolne Lektury
Ebook - format ePub



Kiedy mnie znudzi czytanie większych  powieści, zaglądam na portal Wolnych Lektur. Tam podczytuję jakieś krótkie kawałki ( niekoniecznie głodne ). Tym razem znowu baśń Andersena, baśń znana i przez dzieci lubiana. I ja tę baśń znałam, czytałam w dzieciństwie wielokrotnie i zdawałoby się, że nic w baśni nie jest w stanie mnie zaskoczyć. I otóż - zaskoczyło. Nie treść na mnie robiła wrażenie, a klimat tej baśni. Początkowo pełna sielanka. Momentami bywa nawet dowcipnie. (że ja tego kiedyś nie widziałam). Kiedy kacza rodzina pojawia się na świecie, a z nią coś, co kaczki nie przypomina, mama kaczka rzecze:

-Ogromne pisklę (…) i do żadnego z moich niepodobne. Czyżby to rzeczywiście było indycze jajko? No, o tym się przekonamy: musi iść do wody, choćbym je miała wciągnąć za łeb własnym dziobem!”

Mama-kaczka kocha wszystkie dzieci, dziwadło też. Ale wkrótce los dziwadła się odmienia. Z trudem brnę przez opisy, kiedy to całe towarzystwo sprzysięgło się przeciw brzydactwu. I za co? Nawet tak naprawdę to coś brzydkie nie jest. Codziennie chadzam na spacery nad miejskie jeziorko, po którym pływa para łabędzi z trójką młodych. I nie wydaje mi się, że młode łabędzie są brzydkie, wprawdzie nie są białe, ale  szaro-beżowe, co wcale nie ujmuje im uroku. 
Cóż, zwierzęca gromada z baśni ma jednak zupełnie inne zdanie na ten temat i pastwi się nad nieszczęśnikiem. Cierpię razem z brzydką kaczuchą i nawet szczęśliwe zakończenie nie jest w stanie złagodzić przykrych doznań, przynajmniej moich. Bo czy "brzydactwo" zapomniało o okropnych doznaniach? Raczej wątpię, choć kiedy:

"Rozpostarł skrzydła, które zaszumiały głośno, podniósł do góry szyję wdzięcznym ruchem i z głębi serca zawołał radośnie: - Nie marzyłem o takim szczęściu – nie marzyłem!"

Następca - Ismail Kadare

42.71
Tydzień czterdziesty drugi
15.10.2012 - 21.10.2012 

Ismail Kadare - Następca
Wydawnictwo Świat Książki
Seria Lemur
Rok wydania 2008
ISBN 978 -83- 247-0809-3
Ilość 143


Po raz kolejny powtórzę - podróże kształcą, nawet te po mapie. Przy  okazji owych podróży zdecydowałam, że warto by poznać literaturę krajów dla mnie egzotycznych, choć europejskich. Najczęściej koncentruję się na  literaturze angielskiej przede wszystkim, polskiej, skandynawskiej (głównie Szwecja) i to chyba wszystko. No może Rosja, czasem trafi się coś francuskiego. Literatura np chorwacka czy albańska jest mi zupełnie obca. Zaczęłam więc poszukiwania i trafiłam na pisarza albańskiego, o którym w zasadzie wcześniej nie słyszałam. 
Ismail Kadare to postać barwna. Pisarz albański, który studiował najpierw w Tiranie, potem w Moskwie, by w końcu uzyskać azyl polityczny we Francji. 

Ciekawa jest także sama historia albańskiego reżimu, szczególnie zaś głośna swego czasu sprawa śmierci Mehmeta Shehu, pretendenta na następcę Envera Hodży, której okoliczności nigdy nie zostały wyjaśnione. To wydarzenie wykorzystał Kadare w powieści "Następca"

Powieść "Następca" to druga część dyptyku, co na swoje nieszczęście przeoczyłam.  Pierwszą część stanowi "Córka Agamemnona".
Powieść Kadare nie jest powieścią ani łatwą, ani rozrywkową.   Narracja powieści obejmuje różne punkty widzenia - agentów wywiadu, Wodza, Następcy, jego żony córki, syna, także architekta. To jeszcze bardziej gmatwa sprawę tajemniczej śmierci Następcy, oddalając jej wyjaśnienie.
Mimo, że kanwę powieści oparł Kadare na faktach, to nie używa w niej autentycznych nazwisk. Główne postacie noszą nazwy funkcji. Brak tu Enwera Hodży, ale jest Wódz. Brak tu Mehmeta Shehu - jest Następca. Zabieg ten czyni powieść uniwersalną, mogącą się odnosić do każdego z państw obozu komunistycznego.  Przejmujący jest w książce stan ciągłego zagrożenia, irracjonalnego strachu. Nie bez przyczyny twórczość Ismaila Kadare porównuje się do twórczości Orwella, Kafki czy Gogola. 

Trzeba przyznać, że Ismail Kadare jest jednym z największych współcześnie żyjących pisarzy. Sławę przyniosła mu pierwsza powieść "Generał martwej armii", która debiutował w roku 1963. Otrzymał wiele nagród literackich, jest pisarzem cenionym w świecie. Książkę polecam, jako świadectwo komunistycznego terroru. Lekturę proponuję jednak zacząć od "Córki Agamemnona", może lektura "Następcy" będzie łatwiejsza. 



Książka przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego Trójka e-pik - październik 
Literatura krajów basenu śródziemnomorskiego - Albania

środa, 17 października 2012

Zwierzenia Britt-Mari - Astrid Lindgren

42.70
Tydzień czterdziesty drugi
15.10.2012 - 21.10.2012 

Astrid Lindgren - Zwierzenia Britt-Mari
Wydawnictwo Nasza Księgarnia 
Rok wydania 2006
ISBN 83-10-11237-8
Ilość stron 135


Z okładki.
"Zwierzenia Britt-Mari", debiut literacki Astrid Lindgren, to ciepła, pełna humoru opowieść o życiu, szkolnych perypetiach, pierwszej miłości nastolatki, którą najlepiej określają słowa samej autorki: "Gdy opisywałam Britt-Mari, wyposażyłam ją w te wszystkie przymioty, które pragnęłabym sama mieć w wieku kilkunastu lat. Była silną osobowością, a ja często tchórzyłam".

Jest to debiut literacki Astrid Lindgren. Książka ukazała się w roku 1944. Lindgren debiutowała późno, bo w wieku 37 lat.  Od debiutu minęło aż 13 lat, nim powstały sławne "Dzieci z Bullerbyn" i z nimi głównie kojarzy się pisarstwo Astrid Lindgren. Ale postanowiłam zajrzeć do twórczości tej mniej znanej i trafiłam na  "Zwierzenia..." i Detektywa Blomkvista". 

Piętnastoletnia Britt-Mari  otrzymuje od swojej matki sfatygowana maszynę do pisania. Początkowo nie ma pomysłu na jej wykorzystanie, ale kiedy otrzymuje adres dziewczynki ze Sztokholmu, zaczyna do niej pisać listy. W zasadzie o adresatce nic nie wiemy, bo książka zawiera tylko "jedną stronę medalu", koncentruje się na przeżyciach Britt-Mari i jej licznego rodzeństwa. 
Wraz z rodziną Hagstrom śledzimy życie w niewielkim miasteczku, poznajemy zwyczaje Szwedów, ich tradycje. Książka ciepła, może odrobinę moralizatorska, ale nie obniża to wartości książki. 

Wydanie książki jednak rozczarowuje, głównie denerwują literówki, a także niekonsekwencja w odmianie dwuczłonowych  imion szwedzkich. Nie znam zasady, ale trochę mnie dziwi, że jedno imię jest podawane w formie nieodmiennej: Britt - Mari ,  inne odmienione w każdym członie: Annastina - Annęstinę. Wygląda to trochę dziwacznie i jakoś niekonsekwentnie, ale może się czepiam.

Reasumując: "Zwierzenia Britt- Mari" na pewno nie dorównują "Dzieciom z Bullerbyn", choć tryskają humorem i ciepłem, uczą szacunku dla drugiego człowieka, poszanowania tradycji i współżycia w rodzinie. Tchnie to może moralizatorstwem, ale nie jest to moralitet w stylu pana Jachowicza.  Na okładce notka: wiek 10+.  Warto podrzucić dzieciom do poczytania i objaśnić... na czym polegało pisanie na klawiaturze bez ... monitora ( podczytane na jakimś blogu, forum, a może FB? )


Szwedzka maszyna do pisania Hada


Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik - autor naszego dzieciństwa