Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 października 2012

Następca - Ismail Kadare

42.71
Tydzień czterdziesty drugi
15.10.2012 - 21.10.2012 

Ismail Kadare - Następca
Wydawnictwo Świat Książki
Seria Lemur
Rok wydania 2008
ISBN 978 -83- 247-0809-3
Ilość 143


Po raz kolejny powtórzę - podróże kształcą, nawet te po mapie. Przy  okazji owych podróży zdecydowałam, że warto by poznać literaturę krajów dla mnie egzotycznych, choć europejskich. Najczęściej koncentruję się na  literaturze angielskiej przede wszystkim, polskiej, skandynawskiej (głównie Szwecja) i to chyba wszystko. No może Rosja, czasem trafi się coś francuskiego. Literatura np chorwacka czy albańska jest mi zupełnie obca. Zaczęłam więc poszukiwania i trafiłam na pisarza albańskiego, o którym w zasadzie wcześniej nie słyszałam. 
Ismail Kadare to postać barwna. Pisarz albański, który studiował najpierw w Tiranie, potem w Moskwie, by w końcu uzyskać azyl polityczny we Francji. 

Ciekawa jest także sama historia albańskiego reżimu, szczególnie zaś głośna swego czasu sprawa śmierci Mehmeta Shehu, pretendenta na następcę Envera Hodży, której okoliczności nigdy nie zostały wyjaśnione. To wydarzenie wykorzystał Kadare w powieści "Następca"

Powieść "Następca" to druga część dyptyku, co na swoje nieszczęście przeoczyłam.  Pierwszą część stanowi "Córka Agamemnona".
Powieść Kadare nie jest powieścią ani łatwą, ani rozrywkową.   Narracja powieści obejmuje różne punkty widzenia - agentów wywiadu, Wodza, Następcy, jego żony córki, syna, także architekta. To jeszcze bardziej gmatwa sprawę tajemniczej śmierci Następcy, oddalając jej wyjaśnienie.
Mimo, że kanwę powieści oparł Kadare na faktach, to nie używa w niej autentycznych nazwisk. Główne postacie noszą nazwy funkcji. Brak tu Enwera Hodży, ale jest Wódz. Brak tu Mehmeta Shehu - jest Następca. Zabieg ten czyni powieść uniwersalną, mogącą się odnosić do każdego z państw obozu komunistycznego.  Przejmujący jest w książce stan ciągłego zagrożenia, irracjonalnego strachu. Nie bez przyczyny twórczość Ismaila Kadare porównuje się do twórczości Orwella, Kafki czy Gogola. 

Trzeba przyznać, że Ismail Kadare jest jednym z największych współcześnie żyjących pisarzy. Sławę przyniosła mu pierwsza powieść "Generał martwej armii", która debiutował w roku 1963. Otrzymał wiele nagród literackich, jest pisarzem cenionym w świecie. Książkę polecam, jako świadectwo komunistycznego terroru. Lekturę proponuję jednak zacząć od "Córki Agamemnona", może lektura "Następcy" będzie łatwiejsza. 



Książka przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego Trójka e-pik - październik 
Literatura krajów basenu śródziemnomorskiego - Albania

piątek, 3 sierpnia 2012

Pan Samochodzik, który nie wiedział, że jest Panem Samochodzikiem

31.51
Tydzień trzydziesty pierwszy 
30.07.2012 - 05.08.2012    


Zbigniew Nienacki - Pierwsza przygoda Pana Samochodzika
Seria Pan Samochodzik
Wydawnictwo Świat Książki 
Rok wydania 1998
ISBN 8371293410
Ilość stron 244
Koniecznie chciałam zacząć przygody pana Tomasza od pierwszej książki,  a jednak od pierwszej nie zaczęłam, a wszystko to za sprawą różnych wydań książek o sympatycznym detektywie - historyku sztuki. Mówię tu o książce, która pierwotnie nosiła tytuł "Pozwolenie na przewóz lwa", a potem w wydaniu Warmii stanowiła pierwszą część "cyklu samochodzikowego" i nosiła tytuł "Pierwsza przygoda Pana Samochodzika".
Pierwsze trzy powieści o Tomaszu,  który jeszcze Panem Samochodzikiem nie był, w tym "Pierwsza przygoda..." powstały w zupełnie innej kolejności:
- Uroczysko (1957) potem "Pan Samochodzik i święty relikwiarz" , w wydaniu Warmii 3 cz. cyklu
- Skarb Atanaryka ( 1960 ) potem "Pan Samochodzik i skarb Atanaryka", w wydaniu Warmii 2 cz. cyklu
- Pozwolenie na przywóz lwa ( 1961 ) potem "Pierwsza przygoda Pana Samochodzika" w wydaniu Warmii  1 cz cyklu.
Lekturę Samochodzików rozpoczęłam wg kolejności wydawnictwa Warmia, choć burzy się we mnie, bo zmiana tytułu sztucznie przyłącza  tę książkę do cyklu. Była to decyzja samego autora, książkę włączono do cyklu już po rozpoczęciu druku i dlatego posiada ona numer nie pierwszy a ... zero. Wprawdzie autor naniósł do książki zmiany, by pasowała do całości, ale i tak widać, że książka powstała poza cyklem. Przede wszystkim pan Tomasz jest dziennikarzem, nie historykiem sztuki i podróżuje  nie swoim dziwacznym pojazdem, a samolotem, koleją, końmi, łazikami korzystając z przychylności napotkanych na swojej drodze ludzi.
To nie jedyne różnice. Przede wszystkim odnoszę wrażenie, że książka nie była pisana z myślą o młodzieży., jeśli już - to o tej starszej. Jak pamiętam, tę serię czytało się gdzieś w okolicach szkoły podstawowej i wątpię, by młodzieży chciało się przedzierać przez zawiłości źródłowe, mało znane postacie historyczne, historię dalekiego wschodu, skomplikowane dzieje stosunków polsko-rosyjsko-chińskich, bo momentami ziało nudą i trzeba dużego samozaparcia, by przez książkę przebrnąć. Wprawdzie oprócz zawiłości historycznych są i skarby - w tym wory złotego piasku.
Pan Tomasz, dziennikarz pracujący w redakcji przypadkiem znajduje na podłodze kartkę z książki w języku rosyjskim, na której napisano, że w XVII w. Chińczycy słali pismo do Ałbazinskiej Twierdzy w języku rosyjskim, chińskim i polskim. Dlaczego ktoś gdzieś daleko od Polski śle pisma po polsku do odległego Ałbazina nad Amurem? Co nadamurska twierdza ma  wspólnego z Polską.? Tropem tej zagadki historycznej i naszego rodaka Nicefora Czernichowskiego rusza Tomasz. Ałbazin rzeczywiście istnieje, dziś to niewielka wioska , pierwsza osada założona przez Rosjan podczas podboju Syberii. Była też stolicą małego państewka Jaksa powołanego do życia przez Czernichowskiego.
     Dawne to i ciekawe dzieje. Może nie jest lektura porywająca, ale na pewno pouczająca, zmuszająca do poszukiwań. Dziecięciu, które chciałabym zarazić "smochodzikowymi lekturami" do czytania  na początek  nie poleciłabym, lektura tej akurat książki raczej zniechęciłaby do poznawania przygód tego sympatycznego bohatera, ale może się mylę.

Okładka pierwszego wydania książki:
                                                     
















  źródło okładki 


poniedziałek, 9 lipca 2012

Obywatelka - Manuela Gretkowska

28.43
Tydzień dwudziesty ósmy
09.07.2012 - 15.07.2012 


Manuela Gretkowska - Obywatelka 
Wydawnictwo Świat Książki 
Rok wydania 2008
ISBN 978-83-247-1209-0
Ilość stron  318 / 9582 / 32760


Jeszcze jeden element triady. Czytałam "Europejkę", "Polkę", a teraz przyszła kolej na "Obywatelkę". Przyznam, że mnie rozczarowała, mimo tego, że świat polityki śledzę bezustannie i sekunduję, choć tylko z jednej perspektywy. Pamiętam akcje polityczne pani Gretkowskiej, nawet zastanawiałam się, czy do grona ciemiężonych nie dołączyć, ale jakoś mi przeszło. My matki Polki mamy cierpiętnictwo wpisane w geny i póki same sobie nie pomożemy, nie pomoże nam nikt. Ile nas takich:  niech by pił, nich by bił, byle by był? Może się mylę, może takie babskie partie na coś się zdadzą, pod warunkiem, że wedrą się szturmem do sejmu, a z tym wdzieraniem się jakoś cienko. 
Ale przecież nie o tym miałam. Gretkowską lubię i cenię, mam nadzieję, że wracać do niej będę. W kolejce czeka "Trans" - nawet nie czytałam notki na okładce. Lubię niespodzianki. Kiedyś przymierzałam się do czytania twórczości nieślubnego męża pani Manueli ( tak go nazywa w "Obywatelce"), chyba szło mi o "Stróża obłąkanych", ale jakoś... nie wyszło. Książek "duetu twórczego" też nie zamierzam czytać, bo o związku Manuela - Piotr w "triadzie" aż nadto.
Co jeszcze? Szczerze przyznam, że wolę, kiedy Gretkowska pisze nie o polityce, a kulturze. Podobał mi sie fragment dotyczący pobytu na Majorce, nawiązania to polskiej sztuki, Chopina.
Niestety, książka poświęcona głównie zagadnieniu -  zróbmy sobie partię. Choć sprawiedliwie muszę przyznać, że podziwiam Gretkowską za podjęcie się takiego przedsięwzięcia, bo zakładanie partii to ciężki kawałek chleba, a wsparcie rodziny, któremu autorka poświęca wiele miejsca - nieodzowne.
Choć patrząc na Ruch Palikota odnosi się zupełnie inne wrażenie - sama radość!

wtorek, 5 czerwca 2012

Z głowy - Janusz Głowacki

22.32
Tydzień dwudziesty drugi
28.05.2012 - 3.06.2012 

Janusz Głowacki - Z głowy
Wydawnictwo Świat Książki
Rok wydania 2004
ISBN 83-7391-830-2
Ilość stron 270/7255

Moim czytaniem rządzi przypadek. Książkę jakoś tak zoczyłam kątem oka na półce w bibliotece, wzięłam, bo szmat czasu temu przymierzałam się do  lektury książek Głowackiego.  Wydawało mi się, że należałoby coś wiedzieć o człowieku, którego dramaty robiły zawrotna karierę na świecie , choćby "Antygona w Nowym Jorku".

Trafiłam dobrze ( o książce mówię), bo "Z głowy" śmiało nazwać można autobiografią, a autobiografie i biografie lubię. Nie powinnam się do tego otwarcie przyznawać, bo mogę być posądzana o to, że moim ulubionym zajęciem jest podglądanie ludzi przez dziurkę od klucza. Chociaż coś w tym jest, Głowackiego podglądałam chętnie, bo życie ma barwne i prześmieszne,  potrafi na siebie i swoich przyjaciół patrzeć z dystansem.

Proza Głowackiego to proza mocna momentami, powiedziałabym męska, nie dziw że matka pana Janusza odmawiała mu często przepisywania tekstów. 

W roku 1981 Głowacki wyjeżdża do Londynu, gdzie miała się odbyć premiera jego sztuki - "Kopciuch". Tam zastaje go stan wojenny. Notowania Głowackiego rosną, bo jest to pisarz z reżimowego kraju, dostaje propozycje wywiadów, ale waha się. Jak sam pisze, nie wie, jak się zachować, bo w kraju została przyjaciółka, mała córeczka i matka, nie chce zamykać sobie drogi powrotu do kraju. Z Wielkiej Brytanii rusza Głowacki do Ameryki, dostaje bowiem zaproszenie do wygłoszenia cyklu wykładów na jednej z amerykańskich uczelni.
Głowacki uprawia twórczość bardzo różnorodną - felietony, scenariusze, krytyka teatralna, ale największy rozgłos, rozgłos światowy  przynoszą mu dramaty. I właśnie o tym - swojej emigracji, twórczości, życiu prywatnym i ciepło o swojej matce pisze w książce "Z głowy". 

Książka ta ani ckliwa, ani sentymentalna  - to książka tryskająca humorem i radością życia, książka pełna znanych postaci ze świata teatru, dziesiątej muzy i literatury. I tak jak wspomniałam na FB: są takie książki, jak ta Głowackiego, po których każda następna nie daje się czytać i jest nijaka. Polecam tym, którzy lubią się pośmiać a i czasem zadumać nad polskim przełomem dziejów.

wtorek, 28 lutego 2012

Cztery grzyby w barszczu


8.14
20.02.2012 - 26.02.2012
Tydzień ósmy


Robert Marshall - W kanałach Lwowa
Wydawnictwo Świat Książki
Rok wydania 2011
ISBN 978-83-7799-096-4
Ilość stron - 240



Rozpoczynając lekturę książki Marshalla nie sądziłam, że książek poruszający dzieje lwowskich Żydów wiele.Każdy mający swój udział w wydarzeniach tamtych czasów, postanowił pokazać światu swoje dzieje i tak na półkach księgarskich, poza książką Roberta Marshalla znaleźć można 
"Dziewczynkę w zielonym sweterku" Krystyny Chigner (et al) i "Świat w mroku. Pamiętnik ojca dziewczynki w zielonym sweterku" Ignacego Chignera. No i jeszcze film "W ciemności" Agnieszki Holland, który to był poległ na czerwonym dywanie w starciu z Pakistanem. Cóż, przestaliśmy być egzotycznym krajem ( choć niektórzy powiadają, że Polska to dziki kraj) i wieści docierające z naszego kraju już tak nie ekscytują, jak za czasów "żelaznej kurtyny". Jesteśmy krajem, który przebojem wszedł do cywilizacji i świat sądzi, że niczym ich nie zaskoczymy. Niech tymczasem świętuje  Pakistan, bo i pewnie mu się to należy. Filmu Agnieszki Holland nie znam, nie byłam w kinie i pewnie nie pójdę, bo z trudem brnę przez opisy pogromu Żydów. Kogokolwiek, zresztą. A książka zawiera ich wiele, Ciężko było narodom okupowanym, a Żydom w szczególności, bo doświadczyli oni sporo i od strony okupantów, ale i od okupowanych. 
Co książka zawiera - pewnie każdy wie: 14 miesięcy gehenny w kanałach grupy Żydów, którą wspomagali polscy kanalarze: najpierw z chęci zysku, potem zwykłego człowieczeństwa. 
I może nie życie w kanałach mną poruszyło, bo temat wykorzystywania kanałów podmiejskich w literaturze i filmie znany -  "Kanał"  Jerzego Stefana Stawińskiego i przejmujący film Wajdy o tym samym tytule. Największe  wrażenie wywarł na mnie opis stosunków panujących wśród ludzi uwięzionych w kanałach. Marshall nie uładza ich, ale otwarcie pisze o tarciach, wrogości powstałych grup, bezwzględnej walce o przetrwanie, walce o przywództwo w grupie, o ekstremalnych sytuacjach, które pozbawiają ludzi człowieczeństwa, każą dokonywać  nieludzkich wyborów. 
A może tych grzybów w barszczu nie za dużo? Może warto znać kilka punktów widzenia? Usłyszeć, co mają do powiedzenia ci, którzy przetrwali. Każdy ze swojej perspektywy, choć Marshall stara się przekazać różne punkty widzenia, przekazane przez różne osoby.
Tego nie wiem i nie dowiem się, póki nie sięgnę do pozostałych tytułów i nie wybiorę się do kina.

piątek, 29 lipca 2011

Kobieta w Berlinie - Anonyma

31.47
25.07.2011 - 31.07.2011
Tydzień trzydziesty pierwszy



Anonyma - Kobieta w Berlinie. Zapiski z 1945 roku
Wydawnictwo Świat Książki
Rok wydania 2009
ISBN 978-83-247-1620-3
Ilość stron 200


Książka leżała w zasięgu ręki rok, może dwa? Nie garnęłam się do niej z przyczyn  niewiadomych. Swoje odleżała. 
Książka ta, to dokument. Powstała na podstawie zapisków młodej berlinianki, które to zapiski prowadziła je od  20 kwietnia 1945 do 22 czerwca 1945. Zapiski ujrzały światło dzienne dzięki Ceramowi. Prowadzone przez niego rozmowy z autorką doprowadziły do wydania pamiętnika już w roku 1955 w Stanach, a potem nastąpiły kolejne tłumaczenia i wydania. 
Drastyczność przeżyć zadecydowała o tym, że autorka pamiętnika pozostaje anonimowa, a wszelkie dane dotyczące miejsc przebywania, znajomych, zostały zmienione.
Bohaterkami pamiętnika są kobiety, kobiety w okupowanym przez Rosjan Berlinie, zależne od zwycięzcy.  Trapi je głód, choroby, napastowanie i gwałty. Książka w swej wymowie tragiczna, choć napisana chłodno, bez emocji. Działa tu przystosowanie się do sytuacji, pogodzenie się, zimna kalkulacja: będę uległa, przeżyję, dostanę jeść. Rosjanin z gwałciciela staje się "opiekunem", chroni przed innymi, przynosi żywność, sprawia, że po wodę nie trzeba stać w długiej kolejce, ale tez żąda wdzięczności. Bohaterka nawet się zastanawia, kim jest? Prostytutką? Dostaje przecież od rozpasanych żołdaków zapłatę w postaci jedzenia. O drastycznych doznaniach pisze: moja hańba. Jak u Coetzee. Ojciec zgwałconej córki, mówi: hańba. Czyja? Gwałcących czy gwałconych? 
Język dzienników ze zdania na zdanie, coraz  bardziej otwarty. Autorka nie mówi już, jak na początku zapisków,omijając co drastyczniejsze wyrażenia, ale nazywa rzeczy wprost. Ba, cytuje dosadne powiedzenia zhańbionych kobiet. 
Powiedzenia w obliczu tak tragicznych przeżyć  - ciężkie, trudne do zaakceptowania: wolę Ruska na brzuchu, niż Amerykanina nad głową. Trudno przecież wybrać -  "hańba" czy ujście z życiem spod amerykańskich nalotów dywanowych? Ale czy mają wybór? Wyboru nie miały. Godzić się musiały na wszystko, byleby przetrwać.


Po takich przeżyciach, po takiej gehennie autorka pisze:
"Żadna z ofiar nie może nosić swoich cierpień niczym cierniowej korony. Ja w każdym razie mam uczucie, że to, co mnie spotkało, wyrównało w pewien sposób rachunek" 


Książka wstrząsająca, niewiarygodnie prawdziwa, nie pozostawia czytelnika obojętnym...

poniedziałek, 23 maja 2011

Domek trzech kotów - Marek Nowakowski

22.35
23.05.201 - 29.05.2011
Tydzień dwudziesty drugi



Marek Nowakowski - Domek trzech kotów
Wydawnictwo Świat Książki
Rok wydania 2011
ISBN 978-83-247-2508-3
Ilość stron 110


Marek Nowakowski jest autorem płodnym, ale nie dane mi było z nim się wcześniej zetknąć. W zasadzie książkę wybrałam ze względu na tytuł, a nie nazwisko. Jako posiadaczka dwóch kotów, kocią literaturę lubię i z premedytacją na nią poluję. Książka niewielka, dziś rano przyniósł ją listonosz, a już parę słów o niej usiłuję napisać.
Na miejskim podwórku pojawia się kocia rodzina - kocica z dwójką kociąt. Późna jesień, chłody - koty zamieszkują stertę liści. Mieszkańcy kamienicy - stronnictwo kociarzy, chce kotom pomóc, ochronić przed zimnem, głodem. Są i oponenci, którzy protestują przeciw dzikim lokatorom. 
Opowieść ciepła, optymistyczna,  składająca hołd "kociarzom" - ludziom niosącym bezinteresowną pomoc zwierzętom niechcianym, porzucanym, bezdomnym; składa hołd kobietom  dokarmiającym bezdomne koty na ogródkach działkowych, blokowiskach. Książka nie jest radosną lekturą, ale niosącą nadzieję, że los "małego brata" nie będzie ludziom obojętny.
Książkę polecam nie tylko posiadaczom kotów, ale także miłośnikom "gadziny wszelakiej", bo bohaterami  powieści są nie tylko koty, ale i psy, gołębie, wrony i gawrony. Powieść napisana  ładnym językiem, niewydumanym. Autor stosując zabieg powtarzania "kto-kim", czyni postacie przystępnymi, znajomymi nawet, sąsiadami z naprzeciwka. 
Podwórko, ogródek, kamienica, jej mieszkańcy, zwierzęta tworzą swoisty ekosystem, doskonale podpatrzony i zapisany przez Nowakowskiego. Niewątpliwie autor pisząc o kotach, ich zachowaniach i zwyczajach, wie o czym pisze i jawi się tu jako doskonały znawca natury kociej.


Suma przeczytanych stron: 7768 + 110 + 7878