czwartek, 8 listopada 2012

Polska literatura kobieca

Do napisania tegoż skłoniły mnie dwie sprawy:
po pierwsze wyzwanie czytelnicze - Polacy nie gęsi ( zawszeć to jakiś wskaźnik polskiej literatury)
po drugie - lektura 17 rozdziału książki Łysiaka "Karawana literatury", który to drukuje Uważam Rze.  Nagminny brak spacji w przedruku, no ale dostęp tygodniowy do strony można sobie kupić za 2,89, to jęczeć nie będę. Ale do czego zmierzam, bo streszczać też nie będę, pluć na Gretkowską, albo jej bronić też nie. Przytoczę tu jedynie fragment, który to dotyczy tworzenia list bestsellerów tj kto je tworzy i jak ów proces zahamować.

"Jedynym w miarę skutecznym hamulcowym mógłby być „elektorat" głosujący przy kasach księgarń, a ten—jako się rzekło— składa się głównie z kobiet. Tych samych kobiet, które dmuchają oglądalność wszelkiego badziewia TV, windują sprzedaż plotkarskich mediów i niesprawiedliwymi (często zwyczajnie złośliwymi)werdyktami odbierają laury najlepszym tancerkom („Taniec z gwiazdami") czy wokalistkom amatorkom. Rzadkie są dezawuujące triumfującą „literaturę kobiecą" głosy podobne do wypowiedzi JadwigiKaczyńskiej (matki zamordowanego prezydenta): „—Przed snem lubię czytać rzeczy lekkie, ale nie znoszę szmiry. Nie mogę zrozumieć jak można czytać te panie, których nazwisk nie chcę wymieniać..." („Wprost" 2010). Nazwiska wszakże się wymienia, choćby wówczas, gdy prozaiczki, eseistki, poetki figurują na listach bestsellerów, lub gdy wręczane są im nagrody literackie, lub gdy salonowi klakierzy biją im gromkie brawa w mediach: Joanna Chmielewska, Sylwia Chutnik, Agnieszka Drotkiewicz, Izabela Filipiak, Natasza Goerke, Manuela Gretkowska, Katarzyna Grochola,Małgorzata Kalicińska, Julia Kamińska, Bożena Keff, Marzanna Kielar, Teresa Lubkiewicz–Urbanowicz, Dorota Masłowska, Magdalena Miecznicka, Małgorzata Musierowicz, Małgorzata Rejmer, Hanna Samson, Ewa Siarkiewicz, Izabela Sowa, Monika Szwaja, Olga Tokarczuk, Magdalena Tulli.Wymieniłem w porządku alfabetycznym (dla bezpieczeństwa osobistego) i tylko pierwszą dwudziestkę, a przecież piszących pań mamy dużo więcej— jest ci ich dostatek u nas."*

No więc... Komentować nie będę, bo i po co. Ot, fragment ów można traktować jako wskazówkę, co czytać, lub czego nie czytać ( co kto komu). Bo listę nazwisk tu zamieszczoną można potraktować dwojako przez drogie czytelniczki - unikać jak zarazy ( Brysia mijam zaś z daleka ) lub zaczytywać się do upadłego ( na złość mamie odmrożę sobie uszy ) Ja będę się zamrażać. Zaopatrzyłam się na ten moment w kilka książek Magdaleny Tulli, której nigdy przedtem nie czytałam i pewnie długo bym nie czytała, ale chętnie zobaczę, co lubią kucharki (swoją drogą to fajna profesja, pod wpływem Anetki z Fioletowej Biblioteki zamierzam sobie palnąć cykl wpisów na temat mojego kuchennego zbioru. Dziękuję Anetko.)
To tyle i może aż tyle.

PS.
- A swoją drogą to z ciekawością poczytałabym listę hitów i kitów pani K. Uwielbiam wszelakie zestawienia ( mam duszę księgowej )
- Niech tam! Przy kasie w księgarni "dam głos" na Gretkowską ( wiem, co mówię, czytałam Polkę Europejkę i Obywatelkę. Polecam)

*Fragment pochodzi z książki Waldemara Łysiaka "Karawana literatury" z rozdziału 17 "Literatura kobieca", drukowanego w Uważam Rze. Dostęp płatny


61 komentarzy:

  1. Jak ja nie trawię takich snobów i pozerów.Będę czytała, to na co mam ochotę nic nikomu do tego.Tylko osoba mająca niskie poczucie własnej wartości wstydzi się np tego co czyta.A ja własnie (dzięki przypomnieniu) przeczytam sobie Dom nad rozlewiskiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie :D, ja przeczytałam i jakoś mnie nie ubyło. Dalej wiem, jak się nazywam, nadal rozpoznaję literki :D
      Nawet zazdroszczę dziewczynom, że "babidła" czytają i mają z tego frajdę.

      Usuń
    2. Łysiak w najnowszym wcieleniu jest dla mei nei dostrawienia niestety (mam tylko sporadyczny kontakt w URze). Przede wszystkim ten styl erotomana gawędziarza (kolega mi poradził, że zeby wskoczyć na listy bestsellerów, powinienem sobie coś obciąć - no naprawdę, boki zrywać).
      Ale teraz wylosowałam w stosikowym losowaniu jego starocia a Napoleonie i jest całkiem strawny, o dziwo.
      P.S. komentuję tu, bo jakoś w innym miejscu mi się nie chciało otworzyć okienko.

      Usuń
    3. Czytałam sporo dawnych książek Łysiaka, rzeczywiście to zupełnie inna literatura niż ta dzisiejsza.

      Usuń
  2. Sorry, to się nazywa nie "babidło" a literatura menstruacyjna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczytasz jeszcze trochę takiej Klaicińskiej i bedziesz miała papkę zamiast mózgu :) Tylko Łysiak lub inny Proust działą ożywczo i rozwijająco :)

      Usuń
    2. "Kalicińskiej" miało być

      Usuń
    3. A wiesz, poczytałabym tego Prousta, ale przypomina mi się pewiem młody człowiek po lekturze tegoż:
      No i jak wrażenia?
      Piękna książka ( z rozmarzeniem )
      A o czym?
      O ciastkach.
      Mam swoich trochę książek kucharskich, więc na razie Prousta sobie daruję.
      Co do Kalicińskiej - zamykam oczy i co widzę? Małgosia Braunek! (chyba się zaczęło "papczenie mózgu"?!)

      Usuń
    4. Wystarczy, że jedna literę wrzucisz i już wiem, że to o Kalicińską szło :D

      Usuń
    5. Dobre z tym Proustem :)Ja mam go na liscie "Przeczytać przed śmiercią". To lista ksiązkek za których czytanie się nie wezmę żadnym innym sposobem tylko brutalnym przymusem lub nadmiarem wolnego czasu , czyli na emeryturze (jeśli dożyję). A przeczytać by wypadało.
      Szybko u Ciebie to rozmiękczenie następuje, ja bardziej odporna jestem :)

      Usuń
    6. Jest taka lista, co musisz przeczytać przed śmiercią. No wiesz z tym mózgiem, to ja całe życie byłam pracownik umysłowy. Nie, żebym zaraz coś sugerowała, ale zmęczenie materiału robi swoje. :P

      Usuń
    7. Pamiętaj, że hartowanie to jedyna droga, więc hartuj swój móz jak największą ilością literatury menstruacjnej, a będzie jak stal :) Inaczej może być źle.

      Usuń
    8. Zimna woda zdrowia doda, więc jak najbardziej, też może być. Albo np zastąp ją zimnym piwkiem,:)

      Usuń
    9. Ja jesetm zwolenniczką przemysłu browarniczego w Polsce i aktywnie wspieram jego rozwój :)

      Usuń
    10. W moim mieście browar rozebrali do fundamentów, ale codziennie świeże dostawy mamy.

      Usuń
  3. Według mnie takie piętnowanie, co należy czytać, a co jest obciachem, zwłaszcza gdy jednocześnie pociąga to za sobą piętnowanie konkretnych i to poczytnych autorek, jest żenujące. Niech każdy czyta to, na co ma ochotę i co sprawia mu przyjemność. Ja tam lubię się czasem odstresować i nieco "odmóżdżyć" przy babskiej literaturze. Swoją drogą właśnie jestem w połowie książki o sklepie z włóczkami, tyle że to akurat nie polskiej pisarki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, coś czytałam o włóczkach. Aaaa, "Piątkowy klub robótek ręcznych". Książka średnia, ale taki sklep chciałabym mieć :D

      Usuń
    2. U mnie na tapecie jest "Sklep na Blossom Street". Aż bym sobie podziergała, tylko umiejętności raczej brak ;)

      Usuń
    3. Ja tam sobie czasem dziergam :-)

      Usuń
    4. Mi się kiedyś zdarzyło popełnić szalik dla wtedy-jeszcze-nie-męża, ale chyba pozapominałam, jak to się robi...

      Usuń
    5. No widzisz, jeszcze możesz teściową jakimś szalem na gwiazdkę obdarować

      Usuń
    6. Jakbym teraz zaczęła, to może na przyszłe Boże Narodzenie byłby skończony ;)

      Usuń
    7. :D może gruba włóczka i druty minimum 10 mm?

      Usuń
    8. Haha aż się boję, co by z tego wyszło. Pewnie wszystko tylko nie szal :)

      Usuń
    9. Mój pierwszy szalik, był tak ścisle udłubany, że można
      było go postawić :D

      Usuń
  4. Nie jestem miłośnikiem "literatury kobiecej", to tak dla porządku :-), ale to przecież rzecz gustu i tendencja istniejąca od lat. Zawsze chyba więcej czytelników miała Mniszkówna niż Woolf, tak jak więcej osób pewnie nuci przeboje w rodzaju "Białego misia" niż arie z "Czarodziejskiego fletu". A ustawienie w jednym rzędzie Grocholi, Musierowicz i Tokarczuk świadczy, nawet jak dla mnie :-), o zupełnej nieznajomości tematyki. Ot, pisze chłop co mu ślina na język przyniesie aby tylko sprowokować dyskusję wokół swojej książki, co też mu się udało :-). PS. Już dawno oddałem głos przy kasie na "Prawiek i inne czasy" Tokarczuk :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mam nic przeciwko literaturze kobiecej - a tak naprawdę, jestem wręcz ZA! Jestem kobietą, kobiety fascynują mnie od zawsze, czemu miałabym czytać tylko ciężkostrawną klasykę? Ostatnio przeczytałam "Drewniaka" Doroty Combrzyńskiej-Nogali i jestem zachwycona. Nie będę czytać to, co modne i dobrze widziane. Chyba najważniejsze jest, żebym miała przyjemność z lektury! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Chyba najważniejsze jest, żebym miała przyjemność z lektury! :)"
    Takoż samo rzec mogę :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. @Marlow, nic dodać nic ująć, choć Mniszkównej nie czytałam, ale i Mozarta nie nucę. Prędzej jakieś jazzy ( jeżeli się da zanucić )
    Wyznacznikiem mojego czytania nie jest ani babskoć, ani męskość literatury, jakoś wagi do tego nie przywiązuję. Bardziej działam instynktem. Jednak najbardziej cenię sobie klasykę, jakieś starocie. Tokarczuk też i wiele innych babskich nazwisk, że o Chmielewskiej nie wspomnę, cóż poradzę, że lubię się śmiać. Ostatnio śmieję się czytając Liberę ( Libera to też Kobieta :P )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniszkówna hiciory napisała :)A ten jej styl...nie do podrobienia choć niektórzy próbują. Np Pani Lingas-Łoniewska...

      Usuń
    2. Monotemo, ja również nie stosuję podziału na literaturę kobiecą i męską, jedyny podział którego się trzymam to podział na literaturę dobrą i złą :-). Faktem jest, że sporo książek autorek wymienionych przez Łysiaka byłoby w tej drugiej kategorii ale za to na pocieszenie w towarzystwie książek Łysiaka :-).

      Usuń
  8. @ Marlow - Twoje zestawy czytelnicze godne podziwu, choć z Conradem jakoś się mijam, "Szaleństwo Almayera" bodajże przeczytałam, a potem już jakoś mi nie szła conradowska inicjacja, ale na wszystko przecież przyjdzie czas.
    Wracając do "Karawanu", myślę, że to dobra reklama babskiej literatury, sama przekopuję się właśnie przez twórczość wspomnianych autorek i odnotowuję, czego nie znam, a poznać pragnę.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Honoratko, hicior filmowy ze Smosarską w roli głównej znam. Niestety, literacko z Mniszkówną mało obeznana jestem, ale w posiadaniu mam "Książęta boru". O pani Lingas - Łoniewskiej nie miałam przyjemności słyszeć. Popatrz, człowiek całe życie się uczy (śmierć i głupotę pominę)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wiele nie straciłaś, jeśli mogę skormnie swoje zdanie wyrazić. Choć autorka ta ma rzeszę zwolenników. Przeczytaj sobie jakąś Jej ksiązkę to pogadamy :) Bardzo jestem ciekawa Twojej opinii :)Mnie tak poraziła lektura, że nawet o niej nie napisałam..bałam się, że miłośniczki tejże mnie zlinczują...
      A ksiązki Mniszkówny nabywam w antykwariatach bo je uwielbiam. Taki "Sfinks" na przykład albo "Gehenna", poezja, mówię Ci:)

      Usuń
  10. Przywołane przez Ciebie zestawienie nazwisk (cóż za uprzejmość z tą alfabetyczną kolejnością:P) jest co najmniej szokujące. Jako osoba nie śledząca prywatnych poglądów autorów (poza tymi, którzy się z nimi wyraźnie afiszują) nie mam pojęcia według jakiego klucza pan Łysiak je sporządzał. Drotkiewicz obok Musierowicz, Masłowska pod rękę ze Szwają, no trzymajcie mnie!

    I jeszcze jedno. Kobiety, to kobiety są temu wszystkiemu winne. Tej degrengoladzie, temu spsieniu polskiej literatury. To może zadekretujemy obowiązek kupowania łącznie z jedną książką napisaną przez kobiety dwóch książek napisanych przez mężczyzn?

    A na Twoje wpisy dotyczące kuchennego zbioru oczekuję z niecierpliwością:)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł z 1+2 świetny, tylko pod warunkiem, że będę sprzedawali trzy w jednej cenie :D Póki co tkwię w babińcu - czytam "wspomnianą madame Liberę" :D i słucham audiobooka Urszuli Dudziak, te jej śpiewy są powalające.
      Kuchenne sprawy tez będą :-)

      Usuń
    2. Madame Libera, z tego co pamiętam, niezwykle przyjemna:)
      Urszula Dudziak jest dla mnie zjawiskiem niesamowitym, szkoda tylko że u nas tak mało znanym. Choć ona chyba wystąpiła (występuje?) w jakimś show, to może się poprawiło?

      Usuń
    3. Madame Libera przede wszystkim śmieszna, śmieję się w głos.
      "Papayę" Dudziak znają wszyscy, nawet daje się zanucić :D

      Usuń
  11. O, widzę, że tu znowu dyskusja o Łysiaku się toczy. Też chciałam napisać o tym tekście na temat literatury kobiecej, ale mnie koleżanka Monotema była uprzejma wyprzedzić.
    Wczoraj kupiłam sobie papierowe wydanie "Uważam Rze", żeby mieć próbkę i wiedzieć, czy warto kupować całą nową książkę Łysiaka czy też nie. Przeczytałam tekst, pośmiałam się i zaczęłam rozmyślać.
    Teraz tu wchodzę, czytam Wasze wypowiedzi i tak się zastanawiam, czy to, co robicie, czyli takie ocenianie całego Łysiaka czy całej jego książki, za pomocą metody "pars pro toto", czyli "część zamiast całości" - czy to jest sprawiedliwe...
    Moim zdaniem, nie jest. Bo całość trzeba poznać, a nie pastwić się nad gościem z powodu małego kawałka prozy.
    Ja też, przyznam, jako kobieta, uczucia mam mieszane w związku z tym jego tekstem, ale jestem już na tyle wiekowa, iż nawet faceta staram się zrozumieć, a nie walić go wałkiem w głowę (nawet nie mam wałka:).
    Gdybym była młodsza, to bym pewnie waliła czymkolwiek, a dzisiaj mi się już nie chce. Wyznam natomiast, iż setnie się ubawiłam i uśmiałam, czytając tę jego listę modnych obecnie literatek, w której wrzucił do jednego worka producentki "laptopowych romansów" i artystki bardziej ambitne (tzn. te, których dzieła nie nadają się absolutnie do czytania). Wyobrażam sobie ich miny:)
    To, co on zrobił, jest dla mnie rodzajem prowokacji artystycznej, chęcią wywołania dyskusji o literaturze. Skoro innym wolno prowokować i jechać po bandzie, to dlaczego nie wolno tego Łysiakowi? Myślę, że ta książka odbije się szerokim echem w światku literackim, a szczególnie w Warszawce i trzeba ją szybko zamawiać, bo wkrótce zabraknie. Może być zabawnie także dalej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tutaj nikt się nad "dziełem" autora nie pastwi ani nie ocenia. Koleżanka Monotema zainspirowana fragmentem tegoż "dzieła" podjęła dyskusje na temat. Taka wariacja wyszła na.
      Ja np nie wypowiadam się na temat tej ksiązki, gdyż nie czytałam.

      Usuń
    2. Nie pastwię się, nie oceniam twórczości tegoż pana literata, a zastanawiam się nad zasadnością takiego a nie innego zestawienia nazwisk literackich. Pana Łysiaka nie obrażam, nie łaję. Sama przyznajesz, że z listą jest coś nie halo. Nie chcę się wgłębiać w niepotrzebne debaty, fakt pozostaje faktem, że książki nie kupię. Co do fragmentu, redakcja pod fragmentem owym dopisała:
      "Autor zgodził się na wcześniejszy przedruk u nas jedynie tych rozdziałów, które uważa za mniej ciekawe, tłumacząc, że te najostrzejsze (o skandalach wewnątrzśrodowiskowych i awanturach wokół świeżych literackich produktów III RP) chce zachować dla nabywców książki. Dziś drukujemy jej 17. rozdział, noszący w książce tytuł: „Literatura kobieca"."
      Jam tych ciekawszych rozdziałów nie ciekawa.
      Szanuję, Alicjo, Twoje poglądy, ale proszę mi nie wmawiać, że nad kimkolwiek się pastwię. Miłego wieczoru :-))

      Usuń
  12. Ja trochę nie na temat...
    Dołączyłam do zabawy Liebster Blog i przyznałam Twojemu blogowi nominację. Zapraszam: http://bukowniczek.blogspot.com/2012/11/liebster-award.html. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za zaproszenie :-)

      Usuń
  13. Czysty snobizm. Nawet mi się nie chce komentować tekstu, który zacytowałaś, bo zwyczajnie szkoda mi nerwów. Czemu każdy nie może czytać tego, co lubi? Mam się czuć gorsza/głupsza, bo dobrze się bawię przy Grocholi?

    Też chętnie zobaczyłabym takie zestawienie tego co warto przeczytać, a czego lepiej nie ruszać. Tak jak Ty, uwielbiam wszelkie zestawienia, statystyki i rankingi. :)

    Dziękuję za chęć wzięcia udziału w wyzwaniu. Podlinkowałam już jedną z recenzji, niestety ta z 8 października nie mieści się w ramach czasowych (wyzwanie trwa od 12 października).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mnie jakoś rozdzieranie szat przestało bawić.
      Dziękuję za dopisanie do listy wyzwaniowej, trochę się z linkami zagalopowałam, zagapiłam się i to solidnie :-))

      Usuń
  14. Zaraz, zaraz, bo nie ogarniam...te wymienione nazwiska to niby mają być autorki szmir? Nie wszystkie znam, przyznaję, ale wrzucać np. Grocholę i Tokarczuk do jednego worka, to- z całym szacunkiem dla obu pań - gruba przesada.
    Łysiaka nic nie czytałam, jak już wspominałam kiedyś, ale coraz bardziej chcę poznać o co chodzi... Z zakupem się wstrzymam, bo wolę kupić coś z "literatury dla kucharek", ale może w bibliotece znajdę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nowość, ale może co sprytniejsze biblioteki mieć będą.
      Ja właśnie po babskiej lekturze, skończyłam przed chwilą "Wyśpiewam wam wszystko" Urszuli Dudziak

      Usuń
    2. Na szczęście :-) Urszuli Dudziak na liście Łysiaka nie znalazłem, więc możesz odetchnąć z ulgą :-) A ja, dzisiaj przy kasie pewnie zagłosuję na Masłowską i chyba jednak też, na, o matko!, Łysiaka :-)

      Usuń
    3. Czyli tzw "trynd" utrzymasz: dwie baby i facet (prawdziwy!) Wcale Ci się nie dziwię podjęcia decyzji o kupnie "Karawany", bo kontrowersje zawsze przyciągają i nie jesteś w tym odosobniony. Sama zastanawiałam się nad kupnem i kto wie, może wymięknę. I o to właśnie autorowi szło.

      Usuń
    4. Przez Ciebie :-) kupiłem dzisiaj "Uważam Rze" i przeczytałem jadąc metrem do pracy, rozdział o literaturze kobiecej. Trzeba to przyznać - Łysiak wie co to jest promocja - czy ktoś poświęciłby uwagę książce gdyby była to rzetelna i wyważona analiza?! :-) Jeśli cała książka jest taka, to dziękuję - mam słaby żołądek, nie trawię :-), bo to ani smaczne ani pożywne, podobnie zresztą jak książki Grocholi, Kalicińskiej czy Sowy :-).

      Usuń
  15. W odpowiedzi do komentarza Alicji 2010 wkleiłam dopisek redakcji,redaktor notki zapowiadał, że w innych rozdziałach jest ostrzej :D Ile kosztuje papierowa forma Uwarzam Rze? Mam nadzieję, że nie przepłaciłam za tygodniowy dostęp do wersji elektronicznej? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Papierowa forma kosztuje więcej, bo 3,90 zł. Nie kupuję stale, ale od czasu do czasu, jak mnie okładka przyciągnie, albo dzieje się coś ważnego w polityce i chcę znać też opinię drugiej strony, a nie tylko prorządową. Na tle innych tzw. "tygodników opinii" lektura "Uważam Rze" to jak łyk czystej wody. Po przeczytaniu zwykle podaję dalej, czyli albo znajomym, albo - czasem - wynoszę do biblioteki publicznej, bo kupuje tylko te prorządowe gazety.

      Usuń
    2. Może woda pozornie czysta? Warto by pod mikroskop ją dać. Tak na wszelki wypadek.
      Nie mam ulubionych czasopism, przegapiłam nawet Duży Format z tekstem Vargi, ale biblioteka ma egzemplarz, więc nie będzie problemu. Vargę polecam, ma fantastyczny język, fantastyczne spostrzeżenia. Właśnie czytam "Trociny". To jeden z moich ulubionych autorów, ale przyznam że cenię też dowcip pana Ziemkiewicza. Miłego dnia :-))

      Usuń
  16. Nie znam Łysiaka, ale widzę, że prowokuje perfekcyjnie, trafił do celu bez problemów i na wielu blogach zaobserwowałam dyskusje w temacie "Karawany". Czyli osiągnął to co chciał jak sądzę :) Jak książka trafi do mojej biblioteki to z ciekawości zajrzę. Co by całość osądzić :) A lista według mnie jest typowo prowokacyjna. Łysiak doskonale wiedział co robi zestawiając właśnie takie nazwiska. Potwierdza to pojawienie się na liście Julii Kamińskiej, gdzie to żadna pisarka przecież :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W swoim artykule w DF Krzysztof Varga zastanawiał się czy powinien w ogóle o "Karawanie" pisać. To przecież darmowa reklama dla kontrowersyjnej książki.

      Usuń
  17. "Wymieniłem w porządku alfabetycznym (dla bezpieczeństwa osobistego) i tylko pierwszą dwudziestkę, a przecież piszących pań mamy dużo więcej— jest ci ich dostatek u nas".

    Łysiak wymienił w jednym szeregu najpopularniejsze w Polsce kobiety piszące, aby pokazać, że jest ich mnogość, co wcale nie oznacza, że je zrównuje ze sobą pod względem walorów literackich ich twórczości.:) Jestem po lekturze jego publikacji. Naprawdę warto przeczytać całą książkę, aby się samemu przekonać, iż wyciąganie wniosków co do stosunku Łysiaka do "babskiej literatury" na podstawie jednego fragmentu jest co najmniej zgubne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli najpierw używa sobie na Gretkowskiej, to co mam myśleć o paniach, które obok wymienione? Beatko, naprawdę potrafię czytać ze zrozumieniem. Niestety, jest tak, że odbiorem danego tekstu kierują nasze sympatie, bądź antypatie. Zaczęłam lekturę MBC, ale i tu nie może sobie pan Łysiak odpuścić wtrętów politycznych.
      W przytoczonym tekście nawet nie bardzo mnie trzepnęła "łysiakowa" lista, ale lekceważący stosunek do damskiej publiczności czytającej. Mnie naprawdę nie wadzi, że czytasz "Karawanę", ale i nie wadzi mi, że pani X czyta Grocholę. Tolerancji nam potrzeba, a nie jadu :-)) Dnia miłego :-)

      Usuń

"Wskutek złych rozmów psują się dobre obyczaje" - Menander