niedziela, 1 stycznia 2012

Coś się kończy, coś zaczyna

Ale nie o Sapkowskim będzie.
Koniec starego roku czy początek nowego, to pora na podsumowania. Dziś zastanawiałam się: dlaczego? Jest to jakaś cezura, która zmusza do zastanowienia nad tym, co za nami, chociaż jakoś zbytnio się nie zastanawiałam nad minionym rokiem, odpowiednich postanowień na nowy rok też nie poczyniłam, ale w listę przeczytanych w ubiegłym roku książek, zajrzałam. Chciałam wybrać te najlepsze, ale jakoś nie wyszło. Przejrzałam miesiąc po miesiącu i w końcu doszłam do wniosku, że jednak chyba najbardziej przypadły mi do gustu książki, o których pomyślałam przed analizą listy: "Domek trzech kotów" Marka Nowakowskiego i "Gesty" Ignacego Karpowicza. Ale to wiem od dłuższego czasu. Koty lubię, towarzyszą mi w każdej minucie, w najmniej nieoczekiwanych sytuacjach. Krecia namolnie sterczy w zlewozmywaku podczas zmywania garów. Nie przeszkadza jej woda lecąca na głowę. Dziwne to zwierzaki. Stąd miłość do kocich książek, a było ich trochę. Najbardziej ciepła, to "Domek" właśnie, a najbardziej dziwna kocia to "Wędrówka Murriego" Ilji Bojaszowa. Dlaczego dziwna? Bo koty zawsze kojarzą się sympatycznie, a bośniacki kocur z "Wędrówki" to cwaniak, nic z sympatycznego kiciusia. Ale książkę przeczytałam z przyjemnością. No ba, wszystkie książki czytało mi się przyjemnie. szczególnie zaś dwie wymienione na początku. "Gesty" - najbardziej zaskakująca, wszystkiego bym się spodziewała, ale nie takiego zakończenia. Ostatni rozdział zaczynałam dwa razy, by w końcu zrozumieć, skąd ta zmiana narratora. Nie wiem, czy przeczytam coś jeszcze Karpowicza. Dlaczego? Boję się, by książki następne, wybrane przeze mnie, nie były gorsze. Chcę Karpowicza wielbić za "Gesty".
I tyle. Co w Nowym Roku? Nic, a w zasadzie to samo co w starym, żadnych zmian, bo dobrze mi z tym co mam.
Czego i Wam życzę

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

"Wskutek złych rozmów psują się dobre obyczaje" - Menander