wtorek, 30 października 2012

Kulturalni, czyli bla-bla-bla - Waldemar Łysiak


Nie śledziłam nigdy poglądów pana Łysiaka, bo i po co. Pamiętam jak zachłystywałam się pierwszymi książkami tego autora i było mi ganz egal czy Łysiak jest na prawo, czy lewo, a może pośrodku. Do dziś pamiętam "Asfaltowy saloon" czy "Cesarski poker" i wiele innych książek wydanych w czasach radosnego komunizmu. Nie wiem, co mnie podkusiło, by sięgnąć po felieton "Kulturalni". Dostało się tam wszystkim:

- pederaście Biedroniowi*,
- ekspertom od uzbrojenia,
- antypisowcowi-salonowcowi-kryptolewakowi Tomaszowi Lisowi za książkę, którą Łysiak określa jako wymądrzalski bulgot pseudointeligenta (Całe szczęście, że książki Lisa nie czytałam, bo nie daj Boże spodobałaby mi się i co?Na głąba bym wyszła)
- potem jeszcze była Gazeta Wyborcza
- ambona z Dziwiszem
- kapuś Maciej Damięcki
- koleś kapusia Daniel Olbrychski, komediant jęczący i przewracający oczami, do którego publicznych bełkotów opinia publiczna zdążyła się przyzwyczaić - słowem bucowaty aktor.
A potem był jeszcze sejm, Rokita, Tusk, Schetyna. Ale zainteresowanych odsyłam do tekstu, krąży sobie w cyberprzestrzeni.

 I niech by to sobie wszystko było, ale język pana Łysiaka mało literacki i teraz wiem, dlaczego nie czytam Gazety Polskiej. W zasadzie ograniczam się do książek. Telewizję takoż mijam z daleka, a tu masz ci babo, musiałam się potknąć o Bla-bla. Rozbolała mnie głowa, ciśnienie skoczyło.
A zawsze sobie powtarzam: Polityki wystrzegaj się jak zarazy. Amen.

* określenia bohaterów notki żywcem zerżnięte z felietonu Waldemara Łysiaka 

niedziela, 21 października 2012

Brzydkie kaczątko - Hans Chrystian Andersen

Hans Chrystian Andersen - Brzydkie kaczątko
Wolne Lektury
Ebook - format ePub



Kiedy mnie znudzi czytanie większych  powieści, zaglądam na portal Wolnych Lektur. Tam podczytuję jakieś krótkie kawałki ( niekoniecznie głodne ). Tym razem znowu baśń Andersena, baśń znana i przez dzieci lubiana. I ja tę baśń znałam, czytałam w dzieciństwie wielokrotnie i zdawałoby się, że nic w baśni nie jest w stanie mnie zaskoczyć. I otóż - zaskoczyło. Nie treść na mnie robiła wrażenie, a klimat tej baśni. Początkowo pełna sielanka. Momentami bywa nawet dowcipnie. (że ja tego kiedyś nie widziałam). Kiedy kacza rodzina pojawia się na świecie, a z nią coś, co kaczki nie przypomina, mama kaczka rzecze:

„-Ogromne pisklę (…) i do żadnego z moich niepodobne. Czyżby to rzeczywiście było indycze jajko? No, o tym się przekonamy: musi iść do wody, choćbym je miała wciągnąć za łeb własnym dziobem!”

Mama-kaczka kocha wszystkie dzieci, dziwadło też. Ale wkrótce los dziwadła się odmienia. Z trudem brnę przez opisy, kiedy to całe towarzystwo sprzysięgło się przeciw brzydactwu. I za co? Nawet tak naprawdę to coś brzydkie nie jest. Codziennie chadzam na spacery nad miejskie jeziorko, po którym pływa para łabędzi z trójką młodych. I nie wydaje mi się, że młode łabędzie są brzydkie, wprawdzie nie są białe, ale  szaro-beżowe, co wcale nie ujmuje im uroku. 
Cóż, zwierzęca gromada z baśni ma jednak zupełnie inne zdanie na ten temat i pastwi się nad nieszczęśnikiem. Cierpię razem z brzydką kaczuchą i nawet szczęśliwe zakończenie nie jest w stanie złagodzić przykrych doznań, przynajmniej moich. Bo czy "brzydactwo" zapomniało o okropnych doznaniach? Raczej wątpię, choć kiedy:

"Rozpostarł skrzydła, które zaszumiały głośno, podniósł do góry szyję wdzięcznym ruchem i z głębi serca zawołał radośnie: - Nie marzyłem o takim szczęściu – nie marzyłem!"

Następca - Ismail Kadare

42.71
Tydzień czterdziesty drugi
15.10.2012 - 21.10.2012 

Ismail Kadare - Następca
Wydawnictwo Świat Książki
Seria Lemur
Rok wydania 2008
ISBN 978 -83- 247-0809-3
Ilość 143


Po raz kolejny powtórzę - podróże kształcą, nawet te po mapie. Przy  okazji owych podróży zdecydowałam, że warto by poznać literaturę krajów dla mnie egzotycznych, choć europejskich. Najczęściej koncentruję się na  literaturze angielskiej przede wszystkim, polskiej, skandynawskiej (głównie Szwecja) i to chyba wszystko. No może Rosja, czasem trafi się coś francuskiego. Literatura np chorwacka czy albańska jest mi zupełnie obca. Zaczęłam więc poszukiwania i trafiłam na pisarza albańskiego, o którym w zasadzie wcześniej nie słyszałam. 
Ismail Kadare to postać barwna. Pisarz albański, który studiował najpierw w Tiranie, potem w Moskwie, by w końcu uzyskać azyl polityczny we Francji. 

Ciekawa jest także sama historia albańskiego reżimu, szczególnie zaś głośna swego czasu sprawa śmierci Mehmeta Shehu, pretendenta na następcę Envera Hodży, której okoliczności nigdy nie zostały wyjaśnione. To wydarzenie wykorzystał Kadare w powieści "Następca"

Powieść "Następca" to druga część dyptyku, co na swoje nieszczęście przeoczyłam.  Pierwszą część stanowi "Córka Agamemnona".
Powieść Kadare nie jest powieścią ani łatwą, ani rozrywkową.   Narracja powieści obejmuje różne punkty widzenia - agentów wywiadu, Wodza, Następcy, jego żony córki, syna, także architekta. To jeszcze bardziej gmatwa sprawę tajemniczej śmierci Następcy, oddalając jej wyjaśnienie.
Mimo, że kanwę powieści oparł Kadare na faktach, to nie używa w niej autentycznych nazwisk. Główne postacie noszą nazwy funkcji. Brak tu Enwera Hodży, ale jest Wódz. Brak tu Mehmeta Shehu - jest Następca. Zabieg ten czyni powieść uniwersalną, mogącą się odnosić do każdego z państw obozu komunistycznego.  Przejmujący jest w książce stan ciągłego zagrożenia, irracjonalnego strachu. Nie bez przyczyny twórczość Ismaila Kadare porównuje się do twórczości Orwella, Kafki czy Gogola. 

Trzeba przyznać, że Ismail Kadare jest jednym z największych współcześnie żyjących pisarzy. Sławę przyniosła mu pierwsza powieść "Generał martwej armii", która debiutował w roku 1963. Otrzymał wiele nagród literackich, jest pisarzem cenionym w świecie. Książkę polecam, jako świadectwo komunistycznego terroru. Lekturę proponuję jednak zacząć od "Córki Agamemnona", może lektura "Następcy" będzie łatwiejsza. 



Książka przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego Trójka e-pik - październik 
Literatura krajów basenu śródziemnomorskiego - Albania

środa, 17 października 2012

Zwierzenia Britt-Mari - Astrid Lindgren

42.70
Tydzień czterdziesty drugi
15.10.2012 - 21.10.2012 

Astrid Lindgren - Zwierzenia Britt-Mari
Wydawnictwo Nasza Księgarnia 
Rok wydania 2006
ISBN 83-10-11237-8
Ilość stron 135


Z okładki.
"Zwierzenia Britt-Mari", debiut literacki Astrid Lindgren, to ciepła, pełna humoru opowieść o życiu, szkolnych perypetiach, pierwszej miłości nastolatki, którą najlepiej określają słowa samej autorki: "Gdy opisywałam Britt-Mari, wyposażyłam ją w te wszystkie przymioty, które pragnęłabym sama mieć w wieku kilkunastu lat. Była silną osobowością, a ja często tchórzyłam".

Jest to debiut literacki Astrid Lindgren. Książka ukazała się w roku 1944. Lindgren debiutowała późno, bo w wieku 37 lat.  Od debiutu minęło aż 13 lat, nim powstały sławne "Dzieci z Bullerbyn" i z nimi głównie kojarzy się pisarstwo Astrid Lindgren. Ale postanowiłam zajrzeć do twórczości tej mniej znanej i trafiłam na  "Zwierzenia..." i Detektywa Blomkvista". 

Piętnastoletnia Britt-Mari  otrzymuje od swojej matki sfatygowana maszynę do pisania. Początkowo nie ma pomysłu na jej wykorzystanie, ale kiedy otrzymuje adres dziewczynki ze Sztokholmu, zaczyna do niej pisać listy. W zasadzie o adresatce nic nie wiemy, bo książka zawiera tylko "jedną stronę medalu", koncentruje się na przeżyciach Britt-Mari i jej licznego rodzeństwa. 
Wraz z rodziną Hagstrom śledzimy życie w niewielkim miasteczku, poznajemy zwyczaje Szwedów, ich tradycje. Książka ciepła, może odrobinę moralizatorska, ale nie obniża to wartości książki. 

Wydanie książki jednak rozczarowuje, głównie denerwują literówki, a także niekonsekwencja w odmianie dwuczłonowych  imion szwedzkich. Nie znam zasady, ale trochę mnie dziwi, że jedno imię jest podawane w formie nieodmiennej: Britt - Mari ,  inne odmienione w każdym członie: Annastina - Annęstinę. Wygląda to trochę dziwacznie i jakoś niekonsekwentnie, ale może się czepiam.

Reasumując: "Zwierzenia Britt- Mari" na pewno nie dorównują "Dzieciom z Bullerbyn", choć tryskają humorem i ciepłem, uczą szacunku dla drugiego człowieka, poszanowania tradycji i współżycia w rodzinie. Tchnie to może moralizatorstwem, ale nie jest to moralitet w stylu pana Jachowicza.  Na okładce notka: wiek 10+.  Warto podrzucić dzieciom do poczytania i objaśnić... na czym polegało pisanie na klawiaturze bez ... monitora ( podczytane na jakimś blogu, forum, a może FB? )


Szwedzka maszyna do pisania Hada


Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik - autor naszego dzieciństwa

poniedziałek, 15 października 2012

Noc w bibliotece -Agatha Christie

42.69
Tydzień czterdziesty drugi
15.10.2012 - 21.10.2012 

Agatha Chriestie - Noc w bibliotece
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Rok wydania 2006
ISBN 83-7469-372-X
Ilość stron 144



Nie raz wyrażałam swój stosunek do książek pani Agathy i zawsze był on średnio entuzjastyczny. Tym razem powieść z listy najlepszych kryminałów stulecia i szczerze powiem, że to druga z książek  Agathy Christie, która mi się naprawdę podobała. Pierwsza to "A.B.C". Nie znoszę zakręconych bez potrzeby (w moim przekonaniu, oczywiście) intryg. Wychodzę z założenia, że im mniej tym lepiej, choć powiadają ludzie, że od przybytku głowa nie boli. Mnie boli, ale tym razem obeszło się bez proszków przeciwbólowych. Wszystkiego było akurat tyle, ile trzeba. 

A oto fabuła pokrótce. 
W domu państwa Bantry pokojówka odkrywa zwłoki młodej dziewczyny, której nikt wcześniej nie widział. Ani Dolly Bantry, ani jej mąż pułkownik Bantry  nie mają nic wspólnego ze śmiercią dziewczyny, lecz społeczność St.Mary Mead ma na ten temat swoje zdanie. By zapobiec bezpodstawnym pomówieniom, pułkownikowa Bantry wzywa na pomoc niezawodną w sprawach kryminalnych Jane Marple.  Kto zabił, jaki miał motyw?  Tylko panna Marple jest w stanie dojść prawdy, choć jej metody wydają się być dziwne. 

Jak zwykle powieść Agathy Christie skrzy się humorem, co w jej książkach najbardziej cenię. Przesympatyczna Marple dodaje książce uroku, jej metody detektywistyczne - porównywanie osób i wydarzeń do tego, co wydarzyło się na wsi , jest może dziwaczne, ale  zabawne i nad wyraz skuteczne .  Bo czy ważne, w jaki sposób ta stara panna (jak ją określa autorka) dochodzi prawdy? Ważne, że niegodziwość zostaje ukarana, a czytelnik dostaje swoją porcję przyjemności. 


Margaret Rutherford jako Miss Jane Marple 

i jeszcze raz miss Jane


Baza Recenzji Syndykatu ZwB 

niedziela, 14 października 2012

Moim kolorem będzie czerwień - Maciej Gorywoda

2.
Tydzień czterdziesty pierwszy
8.10.2012 - 14.10.2012 


Maciej Gorywoda - Moim kolorem będzie czerwień
Wydawnictwo Self Publishing

Plik ePub
Rozmiar pliku 36 MB
Ilość stron 20



Z opisu książki - księgarnia Gandalf:

"W Trzcinicy, na zachód od Jasła, daleko na południu Polski, pośrodku zupełnie niczego, znajdują się pozostałości wczesnosłowiańskiego grodu. Ruiny opowiadają historię z czasów, gdy Polska jeszcze nie istniała, a mieszkańcy tych terenów starali się żyć zgodnie z własnymi prawami, niezależni zarówno od księcia Polan na północy, jak i od władców Wielkiej Morawy na południu. Jedźcie tam kiedyś, jeśli będziecie mieli czas.
"Moim Kolorem Będzie Czerwień" to opowieść o wyobcowaniu adoptowanego dziecka... Nie, wróć. To po prostu 20-stronicowe opowiadanie historical fantasy, tyle że bez wielkiej polityki, epickich bitew i ratowania świata. Rzecz dzieje się na uboczu, u podnóża polskiej strony Karpat, w połowie IX wieku naszej ery.
Ale przynajmniej są potwory"


Powiem, że opowiadanie zrobiło na mnie średnie wrażenie. Początkowo intrygowało, ale kiedy pojawiły się elementy fantasy, przestało mi się podobać.  Dlaczego po opowiadanie sięgnęłam, skoro fantasy nie lubię? Chciałam oszukać samą siebie, przeczytać coś krótkiego, polskiego, baśniowego i zdążyć z wyzwaniem Trójki e-pik z poprzedniego miesiąca. Nie zdążyłam, opowiadanie mnie rozczarowało, a miejscami zakręcony styl mnie wkurzał. Kilkakrotnie musiałam wracać do już przeczytanych zdań, by wyłapać myśl autora. Nie mówię, że było źle, ale nie było też olśniewająco. Na pewno notka moja jest subiektywna z racji mojej awersji do fantasy. Już wolę science fiction, bo tam przynajmniej ma się wrażenie realności. Oczywiście, co komu. Mnie akurat - tak sobie, co nie znaczy, że Macieja Gorywody unikać będę. 

Przede mną jeszcze trzy króciutkie opowiadania związane tematycznie z "Moim kolorem....", które można znaleźć na stronie książki Gorywody, ale to za jakiś czas.


czwartek, 11 października 2012

Nike 2012

Na temat Nike 2012 napisano już wiele, ale ja jakoś się spóźniam w dostrzeganiu  literackich wydarzeń. Dobrze, że dostrzegam je  w ogóle w nawale zwykłych codziennych  obowiązków, które jednak do końca nie zasłaniają tego, co dla ducha ważne. Można by sparafrazować słowa tegorocznego laureata Nike i wstawić w miejsce słowa "pisać" wszystko to, co stoi na przeszkodzie w przeżywaniu doznań duchowych - istnienia w ogóle.

"Pisz, ale też trochę żyj. Pisz, ale nie zapominaj o życiu, tak szybko mija.Pisz, lecz korzystaj z życia, bo nie warto go tracić. Kto - z piszących i żyjących - nie słyszał takich i podobnych rad, kto ich sam sobie nie udzielał, siebie nimi nie łudził, nie torturował. Jest czas pisania i czas istnienia, mówią one, zastanów się, tu jeszcze czeka na ciebie las, tam morze."*

Fragment pochodzi z książki Marka Bieńczyka  "Książka twarzy", za która otrzymał nagrodę literacką -  Nike. Nie powiem, że wyżej cytowany fragment mnie jakoś szczególnie porwał, no ale jakoś tak mi tu pasował. Pana Bieńczyka nie znam, ale poznam. Dziś kupiłam nagrodzoną książkę - uwaga reklama - na Publio**. Nadal bawię się kupowaniem ebooków, w minutę na wirtualnej półce, to jest wprost FASCYNUJĄCE :-)
Marek Bieńczyk. Fot. PAP/Radek Pietruszka

Wracam jednak do laureata. Tytuł "Książka twarzy" wywodzi się od portalu społecznościowego - Facebooka. Coraz więcej takich "fejsbukowych" książek.
Niedawno Polska zaczytywała się Wiśniewskim - Na fejsie z moim synem. Nie żebym porównywała, bo ani "Książki twarzy", ani "Na fejsie..." nie czytałam, choć raz po łzawym wywiadzie z Wiśniewskim w Papermint, miałam zamiar po książkę sięgnąć, ale nie sięgnęłam, a "Książki twarzy" jeszcze nie przeczytałam. Jak do tej pory miałam raczej pozytywne odczucia po czytaniu książkowych wydań esejów, oczywiście różni to byli autorzy - Szczygieł, Pilch, Kaczorowski czy Hugo-Bader. Mam nadzieję, że i tym razem będzie niezgorzej, bo przecież szanowna "nikowa" kapituła wie, co robi. "Robota" to raczej trudna.



W tym roku w finale znaleźli się:***

- "Książka twarzy", Marek Bieńczyk, Świat Książki (kategoria - esej)
- "Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego", Krystyna Czerni, Znak (biografia)
- "Miłosz. Biografia", Andrzej Franaszek, Znak (biografia)
- "Miedzianka. Historia znikania", Filip Springer, Czarne (reportaż)
- "Dom żółwia. Zanzibar", Małgorzata Szejnert, Znak (reportaż)
- "Imię i znamię", Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Biuro Literackie (poezja)
- "Włoskie szpilki", Magdalena Tulli, Nisza (opowiadania)
Przyznam szczerze, że żadnej z nominowanych książek nie znam, choć swego czasu miałam zamiar poczynić starania, w kwestii... poznania. Wszystko zatem przede mną. Mam na to rok.

---------------------
*     Marek Bieńczyk, Książka twarzy, Świat Ksiązki, 2011, ePub, s.8
**   Reklama dobrowolna, bo z księgarnią nie współpracuję, ale często zaglądam ze względu na ciekawe   promocje, aktualnie - nagroda Nike
*** Żródło informacji - oficjalna strona Nike