Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z półki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z półki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 czerwca 2013

Książki najgorsze - Stanisław Barańczak

23.
Stanisław Barańczak - Książki najgorsze
Wydawnictwo Znak 
Rok wydania 2009
ISBN 978-83-240-1083-7
Ilość stron 198

Nie pamiętam, co mną powodowało, ze kupiłam Barańczaka.  Najprawdopodobniej  peany na cześć książki. Książka swoje odleżała czy odstała. Jak kto woli. Przypomniałam sobie o niej z okazji wyzwania czytelniczego z kapitanem  Żbikiem. Pamiętałam, że Barańczak vel   Feliks Trzymałko i Szczęsny Dzierżankiewicz ( tak, tak - dwa w jednym ) pastwił się nad literaturą masową, zwaną przez autora produkcyjniakami milicyjnymi, okolicznościowymi broszurami wspomagającymi głoszenie ideologii sukcesu, nie zapomniał  też o poezji. Sam autor wszak praktykiem i teoretykiem tejże dziedziny literatury jest.
  Przyznam, że początkowo książka bawiła mnie do łez. Potem to już było mniej zabawnie, że tak powiem, prawdziwie nawet i smutno. . Ale na koniec znów autor się rozkręcił. Zważywszy, że książkę czytałam w nocy i śmiałam się w głos, dziś postanowiłam z domu nie wychodzić, by nie widzieć współczujących spojrzeń sąsiadów..

Dostało się w książce takim nazwiskom, które pisały dla Serii z Jamnikiem, Ewa Wzywa 07 ( autor nazywa serię: Co miesiąc powieść ) W każdym razie oberwało się m.in. Zygmuntowi Zeydler-Zborowskiemu, Helenie Sekule, Andrzejowi K. Bogusławskiemu czy Annie Kłodzińskiej. Autor bezlitośnie wytyka błędy, naiwność fabuły, wręcz głupotę twórców. Dostało się też naczelnemu reżyserowi PRLu, - Wowo Bielickiemu, Sipińskiej, Rodowicz, zespołowi Gawęda, ale wszystkich na głowę pobił swoją twórczością niejaki Wacław Kuglin - poeta, którego za autorem zacytuję. Wiersz pochodzi ze "znamienitego" tomu "P. Bogu, Marii i Ojczyźnie"

A oto wiersz poświęcony Ojczyźnie:

[ Miłość ] tak mnie upaja
Jak szampan i wino
Jak pieśń o bohaterach
Spod Monte Casino.
Jak hymn państwowy
Narodu mojego -
- Bo przecież jestem -
 Synem Narodu Polskiego.

I jeszcze wiersz poświęcony tajemniczej Marii:

Cóż biedny poeta
Może dać kobiecie
Jedynie miłość wielką
Ewentualnie dziecię.

Chyba wolę jednak produkcyjniaki milicyjne niż przepełnioną miłością i  patriotyzmem poezję pana Wacława Kuglina, a popełnił on niejeden zbiorek. Uszczęśliwił był rymowanym słowem Najsłynniejszego Polaka Pielgrzyma. Nadzieję mam cichą, że wiersze do adresata nie dotarły.

-------
Wyzwania czytelnicze 
Polacy nie gęsi
Z literą w tle
Z półki

środa, 5 września 2012

Przechodzimur - Marcel Ayme

36.62
Tydzień trzydziesty szósty
03.09.2012 - 09.09.2012    

Marcel Ayme - Przechodzimur
Seria Koliber; 52
Wydawnictwo Książka i Wiedza
Rok wydania 1979
Ilość stron 223


Na początek chciałoby się rzec: głową muru nie przebijesz. Całe lata książka stała na półce, a ja jej nienawidziłam. Za tytuł, za okładkę i dziwne nazwisko autora, o którym nigdy nie słyszałam. Całe szczęście, że co jakiś czas na blogach pojawiają się jakieś wyzwania czytelnicze*, więc i motywacja się znajduje do walenia głową w mur. Mur okazał się być z materii kunsztownej, niestawiającej nadmiernego oporu. Zatem, nie taki mur straszny, jak go malują. 
Mało tego, autor okazał się być autorem bardzo popularnym w swojej ojczyźnie. W Paryżu ma swój plac i ciekawą rzeźbę. 

Pisarz wywodził się z rodziny rzemieślniczej, ojciec był kowalem, on sam zaś studiował medycynę, ale interesowała go literatura. Prawie jak u Czechowa, choć Marcel Ayme urodził się dwa lata przed jego śmiercią. 
Pisał powieści, komedie i nowele - dowcipne, ironiczne. Pisarz odznaczał się nieokiełznaną wyobraźnią, szaloną wręcz pomysłowością, łączył realizm z fantastyką , za co okrzyknięto go spadkobiercą Rabelais,a i France'a.

W zbiorku skumulowały się jeszcze dwie "przypadłości", które od książki mnie odpychały: opowiadania i elementy fantastyki.Na szczęście tylko do pierwszego przeczytanego zdania:

W dzielnicy Montmartre na trzecim piętrze domu nr 75 bis przy ulicy Orchampt, mieszkał zacny jegomość nazwiskiem Dutilleul, który posiadał szczególną zdolność przechodzenia przez ściany bez najmniejszej dla siebie niewygody**

Aż chce się wykrzyknąć, jak Alutka z "Rodziny zastępczej" : Faaaascynujące! I rzeczywiście fascynujące, ale to tylko preludium, bo potem to już tylko szaleństwo pomysłów. Niczego nie zdradzę, bo zepsułabym zabawę potencjalnym czytelnikom. Opowiadanie zarówno tytułowe, jak i Legenda połdawska - prześmieszne. Zabawy co niemiara. Oczywiście nie wszystko jest wspaniałe, bo i nie wszystkie opowiadania przypadły mi do gustu, pogubiłam się w Sabinkach, znudził mnie Poborca żon, choć kretynizm prezentowany przez głównego bohatera podatkobiorcę i  jego władze zwierzchnie, jest zniewalający. 
 No nie, czepiam się. Proszę czytać i świetnie się bawić.  Wcale nikomu się nie narażę, jeśli powiem o twórcy opowiadań: To wariat! Bo pomysły ma iście wariackie.

******
Szukając informacji o Marcelu Ayme, trafiłam na niewielki, ale interesujący artykuł "Przechodzący przez mur" prezentowany na stronie "Tajemnice Paryża", stamtąd pochodzi również prezentowana poniżej fotka. Artykuł polecam i stronę pełną ciekawostek także.



*****
 tu book- trotter, tym razem spóźniona lektura z lit. francuskiej
** Marcel Ayme, Przechodzimur, Warszawa, 1979, s.7


edycja sierpniowa

Z półki 


Baby - Antoni Czechow

36.61
Tydzień trzydziesty szósty
03.09.2012 - 09.09.2012    

Antoni Czechow - Baby
Seria Koliber; 64
Wydawnictwo Książka i Wiedza
Rok wydania 1981
Ilość stron 160

I znów beznadziejna pustka. Zawsze mi się tak robi, kiedy czytam kogoś znanego i uznanego. Bo co można napisać  mądrego? Że jeden z największych pisarzy rosyjskich?
Żył w latach 1860 - 1904. Najbardziej chyba zaskoczyło mnie to, że dziad Czechowa był chłopem pańszczyźnianym, ojciec sklepikarzem, a sam Czechow studiował medycynę dorabiając pisaniem humoresek.

Opowiadania zawarte w tomiku to portrety kobiet różnych stanów i profesji: od księżnej poprzez chórzystkę po zwykłe chłopki. Tytuł zbiorku sugerowałby, że autor daje w kość kobietom, obsmarowuje je bezlitośnie i takie w pierwszym momencie odnosi się wrażenie. Ale to wrażenie złudne. Za tymi babami stoją panowie, poniekąd sprawcy i motory napędzające działania swoich partnerek - brutalni bądź ustępliwi, wygodni, leniwi, używający życia lub żądni władzy, poświęcający wiele, a może i wszystko dla kariery.

Opowiadań w tomiku siedem:
Księżna pani, Trzpiotka, Agafia, Baby, Poleńka, Chórzystka, Anna na szyi. Największe wrażenie zrobiły na mnie dwa opowiadania: "Trzpiotka" i opowiadanie tytułowe "Baby". No i powinnam wspomnieć jeszcze o jednym opowiadaniu, o "Chórzystce". W wymienionych przeze mnie opowiadaniach Czechow maluje fantastyczne portrety... mężczyzn, postaci drugoplanowych, postaci "sprawczych" wszystkich tragicznych w skutkach wydarzeń: lekarza, świetnego naukowca ale naiwnego małżonka pantoflarza; chłopa Matwieja Sawwicza, który zbałamucił sąsiadkę, a potem bez mrugnięcia okiem porzucił czy Nikołaja Pietrowicza, który odsądza swoją kochankę od czci i wiary, choć ta wsparła go finansowo, kiedy stanął na skraju bankructwa.

Czechow kreśli doskonałe sylwetki, fantastyczne obrazki obyczajowe z życia różnych grup, nakreśla problemy społeczne, puszczając przy tym do czytelnika oko, jednocześnie szokuje.  Trudno zaprzeczyć, że Czechow jest pisarzem doskonałym, a jego opowiadania to perełki. Z czystym sumieniem polecam, szczególnie tym, którzy jak ja opowiadań nie znoszą.



Create your own banner at mybannermaker.com!

wtorek, 28 sierpnia 2012

Żona piekarza - Marcel Pagnol

35.60
Tydzień trzydziesty piąty
27.08.2012 - 02.09.2012    

Marcel Pagnol - Żona piekarza
Wydawnictwo Esprit
Rok wydania 2010
ISBN 978-83-61989-06-6
Ilość stron 236
W literaturze francuskiej czuję się nijako. Szczególnie w tej współczesnej. Żona piekarza Marcela Pagnola trafiła do mnie niejako przypadkiem i kiedy zobaczyłam podział na role, wiedziałam, że z czytania nie będzie nic. Nie znoszę czytać komiksów, nie znoszę czytania dramatów. Nie i już. Ale Pagnol mnie korcił. Nie tekstem a ilustracją na okładce autorstwa Jeana-Jacquesa Sempe. Nie wiem, co jest  w rysunkach Sempe, że tak uwodzą? Przynajmniej mnie. Może oszczędną kreską, może bladymi kolorami akwarelowymi?
W każdym razie książkę przeczytałam i to nie tylko za sprawą Sempe, ale i samego Pagnola i jego ciepłego humoru. 
Do miasteczka sprowadza się wraz z żoną piekarz. Piekarz jak piekarz, ale żonę ma piękną. Cóż, niewierna porzuca piekarza i ucieka z pięknym i młodym pasterzem. Piekarz popada w rozpacz, zapowiada,że nie upiecze ani bochenka, póki żona do niego nie wróci. Mieszkańcy, choć od lat ze sobą skłóceni, postanawiają zaradzić kłopotowi, odnaleźć i sprowadzić niewierną żonę. Jak wszystko się kończy? Jak w bajce, aż chciałoby się powiedzieć: I żyli długo i szczęśliwie.

W zasadzie książka opowiada o kłopotach piekarza i jego żony, ale czy te dwa dni z życia małego miasteczka odgrywają główną rolę? Chyba to, co najbardziej pociąga w opowieści Pagnola - to humor.  Sprawia, że książkę czyta się lekko, darzy się bohaterów sympatią pomimo ich wad i dziwactw. Książkę polecam na poprawę nastroju. Lektura na dwa wieczory, a radości na całe życie.


literatura francuska


Z półki

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Nouveau roman w wydaniu fińskim

32.53
Tydzień trzydziesty drugi
06.08.2012 - 12.08.2012 

Paavo Haavikko - Lata
Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Wydawnictwa Poznańskie
Rok wydania - 1972
Ilość stron 80


Paavo Haavikko debiutował w wieku 20 lat, wtedy to ukazał się jego pierwszy tomik wierszy Drogi w dal , potem przyszły następne - Wietrzne noce, Ziemia ojczysta, Liście to liście,  Pałac zimowy.
Szybko zyskał sławę, stał się czołowym poetą młodego pokolenia Finlandii.  W roku 1984 zostaje nagrodzony prestiżową nagrodą Neustadt, zwaną Małym Noblem. Oprócz poezji w dorobku Paavo Haavikko znajdują się dramaty, zbiory opowiadań i powieści. 

"Lata" to w  zasadzie mikropowieść. Bohater powieści to lump helsiński, bezdomny włóczęga. Vaino żyje bez żadnego celu, czasem gdzieś dorabia;  nocuje, gdzie popadnie; spotyka się z towarzyszami niedoli i żoną.  Bo Vaino ma żonę. Dziwne to małżeństwo, miało być szansą na otrzymanie mieszkania socjalnego. Okazuje się, że pomysł chybiony, bo mieszkanie socjalne przysługuje tylko rodzinom z dziećmi, więc Vaino mieszka na ulicy, a Esterii mieszka tam, gdzie aktualnie pracuje jako służąca. I Esterii i Vaino są alkoholikami, co uniemożliwia im podjęcie  ustabilizowanego życia.

Powieść napisana jest suchą bezbarwną prozą, początkowo język irytuje, zniechęca. Pozornie nieistotne szczegóły z czasem wciągają, każą podążać za krążącym bez celu  bohaterem. 

Powieść jest odbiciem tendencji panującej w literaturze fińskiej powstałej na bazie francuskiej nouveau roman  Literatura fińska doskonale przyswoiła sobie nową powieść, wypracowując jej fińską odmianę. Powieść "Lata"  konstrukcją i sposobem narracji przypomina "Żaluzję" Alaina Robbe - Grilleta. Czytelnik odnosi wrażenia, że ogląda obrazy.  Trzeba jednak przyznać, że choć niewiele w powieści dynamiki, to jednak więcej jej niż we francuskiej "Żaluzji", ale w przypadku obu powieści doznania literackie są naprawdę ciekawe. 

Przede mną jeszcze jedno takie doznanie: Michel Butor - Odmiany czasu.
Wszystkie trzy tytuły polecam czytelnikom, którzy lubią "literackie dziwadła".

Trójka e-pik
Z półki

wtorek, 26 czerwca 2012

Kości Księżyca - Jonathan Carroll

26.39
Tydzień dwudziesty szósty
25.06.2012 - 01.07.2012


Jonathan Carroll - Kości Księżyca
Wydawnictwo Dom Wydawniczy Rebis
Seria Salamandra
Rok wydania 1997
ISBN 83-7120-435-3
Ilość stron 223 / 8658 / 32760


Nie, nie i jeszcze raz nie. Żadne fantasy, żadne S-F. Nie wiem, skąd u mnie taka awersja do tego typu literatury. Przecież wychowałam się na wszelkiej maści baśniach,  podaniach i legendach i nigdy nie poddawałam w wątpliwość sensu istnienia takiej literatury. A teraz - masz ci babo placek. Brnę z trudem przez świat fantastyki. Czy się kiedyś przełamię?
W zasadzie czytałam trochę Lema swego czasu i nie było to aż tak bolesne, jak czytanie "Kości Księżyca". 


Przyznać muszę, że powieść ma ciekawą konstrukcję. Obok siebie podążają dwa światy - świat rzeczywisty i świat marzeń sennych, które to, w miarę snucia się fabuły, raz po raz ze sobą się splatają.


Bohaterka powieści, Cullen,  po traumatycznych przejściach szuka wsparcia u swojego przyjaciela Danny'ego. Przyjaźń przeradza się w miłość, Cullen i Danny pobierają się, na świat przychodzi córeczka Mae. Jest to udany związek, ale spokój domowego ogniska zakłócają sny nękające Cullen, sny które jak odcinki serialu mają swój ciąg zdarzeń, swoje postacie i głównego bohatera - poronionego świadomie przez Cullen syna. Nie tylko sny zakłócają spokój, także świat rzeczywisty  niesie zagrożenia -  przestępczość, choroby.


Książka Carrolla stanowi swoisty miszmasz - są tu elementy powieści obyczajowej, psychologicznej, fantastyki, sensacji, horroru nawet. I ta mieszanka mi nie przeszkadza, ale wyjęłabym z powieści majaki senne, z których wykroiłabym powieść fantasy z dziwnymi stworzeniami, zwierzętami na dziwnej wyspie Rondua. Fani fantasy byliby zadowoleni, a z pozostałej części stworzyłabym dla siebie powieść obyczajową i myślę, że każdy byłby zadowolony. No tak, ale nie rozbijając powieści na części drobne, też każdy może odkrywać światy, które mu odpowiadają. 


I jeszcze jeden pstryczek. Aborcja. Nie wiem, co autor chciał osiągnąć i nie dociekam, pamiętam bowiem wojny pro i antyaborcyjne. W kraju wrzało, dyskutowali zajadle wszyscy, szczególnie ci, których sprawa nie dotyczyła. W końcu upichcono ustawę, której sprawa zasadności i niezasadności  podlega nieustannej krytyce. Mijam temat z daleka, ale jako, że Carroll napomknął to i ja napomykam, choć nie powinnam, bo sprawa nadal budzi emocje. 
Mam nadzieję, że zagadnienie to nie zdominuje komentarzy pod postem, czego bym sobie po cichu życzyła.




Trójka e-pik wydanie lutowe - fantasy
Z pólki

piątek, 22 czerwca 2012

Mrówka w komputerze - Magdalena Giedrojć

25.38
Tydzień dwudziesty piąty
18.06.2012 - 2406.2012


Magdalena Giedrojć - Mrówka w komputerze
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Seria Mini 
Rok wydania 2005
ISBN 83-7298-231-7
Ilość stron 205 / 8435 /32760


Zacznę od zrzędzenia. Kocham  książki z wydawnictwa Zysk i S-ka, szczególnie Kameleona, ale seria Mini - wydania kieszonkowe jest do bani. Nie wiem, kto i kiedy sobie ubzdurał, że książki nosi się w kieszeni ( no chyba, że ktoś - sztuk jeden na milion jednak nosi, proszę o odzew ). Ja nie noszę, a jak książki potrzebuję poza domem, to jestem w stanie wpakować do torebki kolosa i nie marudzić, że ciężko. 
No to może teraz, dlaczego mam  przeciw owym wydaniom zwanym kieszonkowymi, a serii Mini w szczególności. Otóż wydawca wychodzi z założenia, że wszyscy jesteśmy "hej, hej, hej sokoły", od razu zawiadamiam, że ja jestem ślepa kura.  
W "Mrówce" wydawca starał się wcisnąć pięć stron standard na jedną "ministandard". Chwalić Pana, że pani Magda książkę swą napisała w formie pamiętnika, więc tekst podzielony datami dał się jakoś przyswajać. Gdyby nie te daty, poległabym w przedbiegach. Szczęście, że przetrwałam, bo książka fantastyczna, prześmieszna tak jak lubię, zabawny język; książka o trzydziestoletniej Ance, która to najbardziej w życiu pragnie kochającego faceta. Faceta na dobre i na złe. Najważniejsze, że Anka nie jest kretynką, jest fajną dziewczyną, otoczoną przyjaciółmi, rodziną; dziewczyną, która przezywa wzloty i upadki.


Książkę kupiłam w Matrasie* Wirtualnym, całe szczęście, że fotka nie oddaje wielkości fizycznej dzieła, bo zapewne "Mrówki" nie kupiłabym, bo ja, proszę Was, życzę sobie książek takich, jakie wydaje Drzewo B.( nie będę walić po nazwisku, bo z Drzewem B. nie współpracuję. A co! ) - książka wielkości standardowej, wysokość ok. 21 cm, wielkość liter też w normie, dużo miejsca do czytania między wierszami i co pięć kartek pół, a w porywach półtorej pustej, białej jak śnieg strony, co dla mnie klaustrofobiczki,  jest jak zachłyśnięcie się bezkresną, wolną przestrzenią.


No szkoda, że Pani Magdalena przystała na takie wydanie, bo książka zalega księgarnie, choć cena książki drastycznie spada I przypominają  mi się słowa fachowca od bibliotek ( nie pomnę nazwiska ): Jeżeli nie sprzedasz książki za 10 zł, to tym bardziej nie sprzedasz jej za złotówkę. Oczywiście,, słowa te nie dotyczą mnie, bo kupuję chętnie za grosze na wyprzedażach w Matrasie*, tudzież na allegro, poluję na ebooki, które tanie jak barszcz można dopaść na "okazjach dnia"  dziś np "Tunel" za 7,80. I tyle darmowej reklamy...




* Z Matrasem też nie współpracuję, ale lubię tę księgarnię, choć napisali do mnie razu pewnego: "odezwiemy się najprędzej, jak to będzie możliwe" a czas płynie nieubłaganie, księgarnio miła. Ale cóż, w tym współczesnym galopie nie jedna mrówka przepada w niepamięci.


Trójka e-pik - wyzwanie lutowe - literatura obyczajowa
Z półki

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Koty. Podręcznik użytkownika - Tomasz Majeran

25.36
Tydzień dwudziesty piąty
18.06.2012 - 2406.2012 

Tomasz Majeran - Koty
Wydawnictwo Biuro Literackie 
Seria Port Legnica 
Rok wydania 2002
ISBN 83-88515-24-1
Ilość stron 40/7952/32760

Kto ty jesteś?
Kotek mały.
Jaki znak twój?
Lew.*

Książka utknięta gdzieś tam przetrwała lat bez mała dziesięć. To dowód na to, że wszystko ma swój czas. 
"Koty" to niewielka książeczka i nietypowa lektura, jak dla mnie. Do poezji mało zaglądam, bo jakoś przestało mnie bawić dociekanie, co autor miał na myśli. A i na koronkowej robocie poetów zwyczajnie się nie znam. 
A to poezja właśnie i poezja też, że tak nazwę, "zgrzytająca". Wyobraźcie sobie kiciusia, który mówi o sobie ( to że mówi, to pół biedy, bo zdarza się, że zwierzęta mówią ludzkim głosem ) używając nieparlamentarnych słów. 
Tu kot zmienia swoje oblicze, jest niekoniecznie kotem milusim, sympatycznym, jakim chcemy go widzieć, ale jakże elokwentnym wredotą. Przemawia do czytelnika w tonacji Władysława Bełzy, Kochanowskiego czy Szymborskiej właśnie. 
Jako że książka została nazwana podręcznikiem, tak i jej zawartość podzielona została na 19 lekcji. Może czytelnik niekoniecznie się dowie, jak kota używać, ale na pewno, kiedy kotu schodzić z drogi. No i oczywiście pora sobie wreszcie uświadomić, że ten milusi kotek, bywa też kociskiem.

Wydanie tomiku  ascetyczne, czarno-białe, z ilustracjami Adama Wiedemanna. Polemizowałabym z takim portretem kota (często o ludzkiej twarzy), choć sama używam określenia, że kot też człowiek.

*Tomasz Majeran: Koty. Podręcznik użytkownika, Legnica 2002, s. 5


T. Majeran i A. Wiedemann


Wyzwania:
Z półki
Papierowy Zwierzyniec
Na Kanapie - recenzja
opublikowane - biblionetka 

sobota, 16 czerwca 2012

"Tortilla Flat" - John Steinbeck

24.35
Tydzień dwudziesty czwarty
11.06.2012 - 17.06.2012 


John Steinbeck - Tortilla Flat
Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA
Seria Galeria
Rok wydania 2001
ISBN - 83-7200-754-3
Ilość stron 220/7912/32760


"Jest to opowieść o Dannym, o przyjaciołach Danny'ego, jest to również opowieść o tym, jak Danny, jego  przyjaciele i jego dom stali się nierozerwalną całością..."
Krótko mówiąc: Danny i drużyna w jednym stali domu. 
Domów było dwa, ale zanim Danny stał się ich posiadaczem, żył jak się dało. Mieszkał w lesie, na plaży pod łodzią, żywił się tym, co udało mu się "wykombinować". Miał swoich przyjaciół, którzy wiedli żywot podobny i cały ich żywot zajmowało staranie, podobnie jak u Danny'ego, o zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych, w których naczelną potrzebą życiową był galon wina. 
Życie Danny'ego i jego przyjaciół zmieniło się diametralnie, kiedy to Danny odziedziczył po dziadku dwa domy. W jednym zamieszkał on,  drugi stopniowo zagęszczali jego przyjaciele i przyjaciele przyjaciół. Na skutek nieszczęśliwych okoliczności - dom spłonął, więc przyjaciele wprowadzili się do Danny'ego. Stan liczebny domowników stale się powiększał, choćby o Pirata i jego pięć psów i chyba Pirat w tej ludzkiej menażerii był najsympatyczniejsza osobą - pracowity, kochający swoje zwierzaki, ciułający pieniądze na lichtarza dla św. Franciszka


Paczka owa stanowiła swoistą, barwną grupę, której to członkowie prześcigali się w pomysłach, by nie pracując, zapewnić sobie w miarę wygodny żywot. Ba, byli wrażliwi na krzywdę i nędzę ludzką, pomagali potrzebującym, kradnąc posiadającym w nadmiarze. Mieli swój niepisany kodeks etyczny, za którego łamanie srogo karano.


"Tortilla Flat" to powieść, która przyniosła Steinbeckowi sławę. W zasadzie Steinbeck nie miał szczęścia do krytyki. Nawet nagroda Nobla tego nie zmieniła. I dziś przeglądając recenzje dotyczące "Tortilli..." często spotykam się z negatywnymi ocenami. Dla mnie powieść jest genialna - choć fabuły tu prawie żadnej, powieść trzyma w napięciu, pomysły grupy lumpów są godne Nobla, bo wyobraźnia Steinbecka jest nieobliczalna.
Powieść nie kończy się happy endem, ale przez cały czas pisarz puszcza do czytelnika oko. Ileż to razy podczas czytania łapałam się na tym, że  zazdroszczę tym lumpom życia, życia beztroskiego, barwnego, nieskażonego troską o dobra doczesne, no może troską o łyk wina. 


Piękny jest fragment powieści, kiedy to odświeżony przez kamratów Pirat rusza w otoczeniu sfory psów do kościoła, by obejrzeć zafundowany św. Franciszkowi  lichtarz za uciułane przez siebie pieniądze. Lichtarz jest podziękowaniem za ocalenie życia psiemu przyjacielowi, który i tak wkrótce ginie pod kołami samochodu, ale przecież słowo się rzekło. 
I właśnie dla tej choćby jednej sceny książkę warto przeczytać, choć powieść się kończy... w punkcie wyjścia. 


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania czytelniczego:
Trójka e-pik
Z półki
Projekt Nobliści

wtorek, 17 stycznia 2012

Budnik - Józef Ignacy Kraszewski

3.7
16.01.2012 - 22.01.2012
Tydzień trzeci 


J.I.Kraszewski - Budnik
Cykl: Powieści Ludowe
Wydawnictwo LSW
Rok wydania 1989
ISBN 83-205-4192-1
Ilość stron 110


To kolejna powieść z cyklu powieści ludowych Kraszewskiego. Powieść "Budnik" drukowano w roku 1848 w miesięczniku literacko-naukowym "Biblioteka Warszawska" ukazującym się w Warszawie w latach 1841 - 1914.
Kimże był ów budnik - tytułowy bohater? Budnikami na Litwie i Rusi nazywano Mazurów, którzy osiedlali się w puszczy, karczowali ją, wytwarzali smołę, klepki, gonty, terpentynę. W lesie stawiali budy (stąd nazwa budnik), które służyły za mieszkania.
Takie życie wiódł budnik Bartosz. Mieszkał w skromnej, leśnej chacie wraz z synem Mackiem, ukochaną córką Justusią i wdową po bracie - panią Pawłową. Żywot ich był ciężki, zwłaszcza na przednówku, kiedy brakowało jedzenia. Bartosz wraz z Maciejem często polowali, by zapewnić rodzinie choć skromne pożywienie. Justusia zaś, piękna dziewczyna, zajmowała się wraz z Pawłową domem. Rodzina wiodła wprawdzie żywot skromny, ale w miarę szczęśliwy, nie buntowała się, nie szukała pomocy. Nie pozwalał na to honor budnika Bartosza.
Nie godziła się jednak z takim życiem Pawłowa. Znała życie dworskie, a i widziała słabość panicza Jaśka do Justusi i starała się to wykorzystać. I jak to u Kraszewskiego bywa, jest sprytna intryga, jest nieszczęśliwa miłość, jest tragedia, jest i zemsta.
Wiodącą postacią jest Bartosz i choć mało uczestniczy w akcji, wciąż jest postacią najważniejszą. Dziwna to postać, wyobcowana, nie wiążąca się ze swoim środowiskiem, ale mająca autorytet, żyjąca wg swoich niewzruszonych zasad i te zasady stara się wpoić rodzinie - honor, prawość, uczciwość. Prawość głównego bohatera nie uchroni jednak jego rodziny przed tragedią, ale i w obliczu tragedii Bartosz nie porzuca swoich zasad.

To jedna z ciekawszych powieści ludowych Kraszewskiego. Doskonale zarysowany obraz życia budników, których autor mógł na co dzień obserwować. Powieść ta zapewne mniej znana, ale zdecydowanie jedna z lepszych z ludowego cyklu. Bardzo starannie zarysowane postacie, wartka akcja, sprawiają, że powieść czyta się z przyjemnością,

wtorek, 3 stycznia 2012

Z półki

Nowy rok, nowe wyzwania czytelnicze - tym razem Z półki. Zainteresowanych odsyłam na blog Wrota Wyobraźni, by poznać zasady wyzwania, a nieskomplikowane są, wystarczy wybrać sobie poziom i czytać to, co zalega na naszych półkach. Wybrałam asekurancko poziom drugi: 6-10 "półkowników" do przeczytania w ciągu roku . Pomyślałam sobie, że jedna książka miesięcznie, to będzie akurat, ale teraz myślę, że to śmieszne. Powinnam wybrać poziom 4 i czytać w miesiącu dwie książki, ale i tak jak na moje zbiory to mało. Powinnam czytać książkę dziennie, a i to nie wyczerpałoby moich zapasów czytelniczych, bo oprócz tej półki namacalnej, realnej jest i półka wirtualna w czytniku. Po prawdzie, na pomysł odnotowywania osobnego dzieł zalegających moje prywatne zbiory, wpadłam w ubiegłym roku około maja, zakładka nazywała się Półka, dziś zmieniłam jej nazwę na tytuł z wyzwania, ale książki przeczytane w ubiegłym roku pozostawiłam ku pamięci.
Cóż, a teraz,  miast marudzić, do dzieła!

A na nocnym stoliku: Chicken Street


poniedziałek, 2 stycznia 2012

Świat według reportera. Szwecja - Piotr Kraśko

1.1
2.01.2012 - 8.01.2012
Tydzień pierwszy

Piotr Kraśko - Świat według reportera. Szwecja
Wydawnictwo National Geographic
Rok wydania - cop. 2011
ISBN 978-83-7596-252-1
Ilość stron - 93 s.

To druga z książek Kraśki na mojej liście i choć mnie uprzedzano, że mało w niej ciekawostek, a dużo marudzenia o dworze szwedzkim, książkę przeczytałam z niekłamaną przyjemnością. Okazało się, że ciekawostek dość, a historia monarchii jest naprawdę ciekawa. Może nie monarchii, ale pewnego napoleońskiego marszałka, który to, ni z gruszki, ni z pietruszki, z dnia na dzień został królem Szwecji i założycielem
dynastii szwedzkiej, choć pochodzenie miał zupełnie nie szlacheckie.
Co do pozostałych ciekawostek szwedzkich. Że tak powiem, jest ich co niemiara, a poza tym wszelakiej różnorodności ( kulinaria, muzyka, społeczeństwo-bezpieczeństwo), z których to najbardziej zafascynowały mnie śledzie, co to śmierdzą jak sto diabłów i sposób na zamykanie mieszkania - podpieranie drzwi miotłą. Co kraj to obyczaj, co kraj to zaufanie, które jakoś w czasach globalizacji, mieszania się kultur, topnieje. Po zamachu na Olafa Palmego w Szwecji czy masakrze  na wyspie Utoya w Norwegii, Skandynawowie zapewne drzwi miotłą już nie podpierają. A szkoda, bo to piękny zwyczaj, bo pod nieobecność gospodarzy można było wpaść i zrobić sobie ciepłej herbatki.

I jeszcze słówko na koniec. Niewielka to książka, taka akurat do kieszeni. Napisana niewydumanym, ładnym językiem, interesująca opowiastka, o tym co u Szwedów w trawie piszczy. Zapewne, z serii kraśkowych książek, u mnie nie ostatnia.