czwartek, 12 stycznia 2012

Smoleńsk 10 kwietnia 2010 - Piotr Kraśko

2.5
9.01.2012 - 15.01.2012
Tydzień drugi


Piotr Kraśko - Smoleńsk 10 kwietnia 2010
Wydawnictwo GJ
Rok wydania cop. 2010
ISBN 978-83-62343-79-9
Ilość stron 163


Nigdy nie pomyślałam, że czytać będę cokolwiek o Smoleńsku. A jednak...  To była ciekawość, jak Kraśko poradzi sobie z takim tematem, tematem, który do dziś wzbudza ostre emocje.

Pamiętam tamte dni,  pamiętam jak się o tragedii dowiedziałam, pamiętam przerażone twarze na jednym z kanałów informacyjnych, Beaty Tadli, Piotra Olejniczaka... I swoje niedowierzanie. 


A potem już tylko  było gorzej. 
Docierały szczegóły tragedii, precyzowano listę ofiar, z Moskwy przylatywały samoloty, które witane były przez rodziny ofiar i przedstawicieli rządu.


A potem...
Potem to już chciałam pamiętać tylko te pierwsze kilkanaście dni, od dnia tragedii po ostatnie uroczystości żałobne. 


I o tych dniach jest książka Kraśki, o solidarności, jaka nas wtedy połączyła, o wsparciu Świata, o niedowierzaniu, z jakim obserwowaliśmy  kolejne, i kolejne powroty ofiar tragedii. 
Oprócz dziennikarskiej relacji są i ciepłe wspomnienia dotyczące ofiar - Aleksandry Natalli-Świat, Izabeli Jarugi-Nowackiej, Jolanty Szymanek-Deresz i Sebastiana Kapiniuka, którego samochód czekał na parkingu lotniczym w Goleniowie, zawsze go tu zostawiał... 


Śledzimy dzień po dniu: od 10 kwietnia 2010 roku do 18 kwietnia 2010. Śledzimy wydarzenia i ludzi i to, co w nich najlepsze.  Kraśko unika wypowiadania się o sprawach,  które już w tamtych dniach zaczynały nas dzielić, skupia się na ludzkiej życzliwości. W sposób wyważony wspomina o protestach w Krakowie. 
Książka zawiera to i tylko to, o czym ja pamiętam i chcę pamiętać, bo...


...bo potem było jeszcze gorzej. Uparcie na myśl mi przychodzi histeryczny krzyk starszego człowieka na Krakowskim Przedmieściu: Bo ja ich nienawidzę! I na myśl ciśnie się odpowiedź: Kochaj bliźniego swego...

wtorek, 10 stycznia 2012

Król z żelaza - Maurice Druon

2.4
9.01.2012 - 15.01.2012
Tydzień drugi


Maurice Druon - Król z żelaza
Cykl: Królowie Przeklęci
Wydawnictwo Otwarte
Rok wydania 2010
ISBN 978-83-7515-116-9
Ilość stron 352


 Nie jest to moje pierwsze spotkanie z tym cyklem. Cykl "Krolowie Przeklęci" ukazał się w Polsce wieki temu i budził wielkie zainteresowanie. Wszystkie siedem tomów  kiedyś przeczytałam, było to wydanie z  roku 1974 może z 1977, nie wiem, ale na pewno wydanie starusieńkie. Jak wspomniałam cykl obejmuje siedem powieści:
1. Król z żelaza
2. zamordowana królowa
3. Trucizna królewska
4. Prawo mężczyzn 
5. Wilczyca z Francji
6. Lew i lilie
7. Kiedy król gubi kraj


Pierwszy tom - "Król z żelaza" dotyczy rządów króla Francji Filipa Pięknego. Filip Piękny rządzi mocną ręką, a zasłynął głównie z walk z papiestwem i likwidacji Zakonu Templariuszy. Wielki Mistrz Zakonu ginie na stosie. Zdążył jednak rzucić klątwę na króla i jego zaufanych. Klątwa (niekoniecznie przy pomocy sił nadprzyrodzonych) zaczyna się wypełniać. Umiera papież Klemens V, który wyraża zgodę na proces Templariuszy. Wkrótce umiera w dziwnych okolicznościach strażnik pieczęci, zostaje tez odkryta niewierność małżeńska synowych królewskich, a w końcu na polowaniu umiera sam król.  
Żywa i wartka akcja powieści porywa, intryguje. Bohaterowie to postacie barwne, choć tak naprawdę historycznie Filip Piękny jest postacią mało znaną, stanowi wciąż zagadkę dla historyków. 
Sporo w powieści scen drastycznych, kto mało odporny - uprzedzam, że opisy kaźni dla mnie były trudne do przebrnięcia, choć już raz powieść czytałam. 


Cykl ten polecam i tym, którzy historię lubią i tym, którzy jej nie cierpią, bo i jedni i drudzy na pewno będą doczytywać w podręcznikach lub choćby  w wikipedii, kim był ów Filip Piękny. 
Ja polecam podręcznik: Historia Powszechna. Średniowiecze Tadeusza Manteuffela - rozdział dwudziesty: Zatargi Francji z papiestwem.





niedziela, 8 stycznia 2012

Chicken Street - Amanda Sthers

1.3
2.01.2012 - 8.01.2012
Tydzień pierwszy


Amanda Sthers - Checken Street
Wydawnictwo Noir Sur Blanc
Rok wydania cop. 2010
ISBN 978-83-7392-313-3
Ilość stron 166
Afganistan, Kabul, Chicken Street. i daleki Nowy Jork, Manhattan, gdzie jak na scenie w teatrze pojawiają się jedna za drugą postacie - Alfred, Żyd rumuński, miejscowy pisarz znający kilka języków, powiernik ludzkich tajemnic;
Szymon, Żyd z Iranu, gdzie ożeniony z aktorka wiódł dostatnie życie, w Afganistanie - szewc naprawiający zdarte obuwie. Obaj mieszkają na jednej ulicy, są jedynymi Żydami w Kabulu, bezustannie się kłócą, wszystko wydaje się ich dzielić, nic łączyć. 
Jest i młoda Afganka Naema z głupkowatym bratem, która spotyka na swojej drodze amerykańskiego  korespondenta wojennego Petera. W Nowym Jorku na Petera czeka żona Jenny. Jedna noc podczas bombardowania Kabulu, chwila zapomnienia Petera i Naemi i losy wszystkich tych osób tragicznie się splatają. Peter wyjeżdża. Nie wie, że Naema oczekuje dziecka. Dla Afgańskiej kobiety jest to wyrok śmierci, ale nie tylko dla niej. O niewierności męża dowiaduje się Jenny, jej świat także legnie w gruzach.
Ale czy taki przelotny romans między Afganką a amerykańskim dziennikarzem jest możliwy? Nie wiem, raczej chyba nie, ale książka w wymowie tragiczna, zdaje się być protestem przeciw sytuacji kobiet afgańskich, osaczonych, bez prawa do stanowienia o sobie, aż trudno uwierzyć, że wszystko to dzieje się współcześnie.


Książka doskonała, napisana oszczędnie, jakby poskładana z drobnych elementów w spójną i logiczną całość. 
Szukam książek o Kabulu, w schowku na czytay.pl "Księgarz z Kabulu"





sobota, 7 stycznia 2012

Niedzielny klub filozoficzny - Alexander McCall Smith

1.2
2.01.2012 - 8.01.2012
Tydzień pierwszy


Alexander McCall Smith - Niedzielny klub filozoficzny
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Rok wydania 2005
ISBN 83-7469-005-4
Seria Z Fotelem
Ilość stron 232
Autora tejże powieści znają wszyscy, oprócz mnie. Stoją u mnie od jakiegoś czasu na półce jego książki, ale wciąż odpychane na później. Nie wiem, dlaczego akurat ta powieść na dzień dobry. Ot, tak, wpadła mi w ręce i przeczytałam. Z przyjemnością. "Kryminały" lubię, bez przesady, ale czytanie ich, szczególnie tych tradycyjnie skonstruowanych, nie sprawia mi przykrości. I do tego filozofia. Nie jest to kryminał w całym tego słowa znaczeniu, a i nie jest to rozprawa filozoficzna na temat etyki, choć w niej dużo etycznych wywodów. 
Bohaterka powieści Isabel Dalhousie jest świadkiem tragicznego wydarzenia, do którego dochodzi w sali koncertowej Usher Hall. Z balkonu spada młody człowiek i ginie na miejscu. 
Rzecz dzieje się w Edynburgu. Isabel - dama w każdym calu, z wykształcenia filozof, niezależna finansowo, singielka, redaktorka "Przeglądu Etyki Stosowanej",erudytka, miłośniczka krzyżówek, nie bardzo wierzy w nieszczęśliwy wypadek, ani samobójstwo. Wrodzona dociekliwość, której bliżej raczej do wścibstwa, każe jej dążyć tropem osób związanych z człowiekiem, który zginął. Tropi skutecznie, choć momentami sprawa zdaje się być przegrana. Koniec końców - zabójca zostaje odkryty. Bo jakże inaczej?  
Ale nie tylko śledztwo stanowi treść powieści. I filozofii tu moc - rozważania na temat moralności, etyki, jak wcześniej rzekłam. Stąd tytuł książki - Niedzielny klub filozoficzny. Do spotkania członków klubu nigdy w powieści nie dochodzi, ale czy to przypadkiem nie my,czytelnicy jesteśmy członkami owego klubu, a autor, w osobie głównej bohaterki, nie podrzuca zagadnień filozoficznych do przemyślenia?  


Z różnymi ocenami dotyczącymi książki się spotykałam, mnie czytało się dobrze i parafrazując Gombrowicza powiem:
Koniec i bomba, a kto nie czytał, ten trąba


I jeszcze jedno zdanko. 
Ta Isabel to nie dama, jak sugeruje autor, a zwykły wścibski babsztyl, ot co! (ale sympatyczny)


Baza recenzji Syndykatu ZwB 

wtorek, 3 stycznia 2012

Z półki

Nowy rok, nowe wyzwania czytelnicze - tym razem Z półki. Zainteresowanych odsyłam na blog Wrota Wyobraźni, by poznać zasady wyzwania, a nieskomplikowane są, wystarczy wybrać sobie poziom i czytać to, co zalega na naszych półkach. Wybrałam asekurancko poziom drugi: 6-10 "półkowników" do przeczytania w ciągu roku . Pomyślałam sobie, że jedna książka miesięcznie, to będzie akurat, ale teraz myślę, że to śmieszne. Powinnam wybrać poziom 4 i czytać w miesiącu dwie książki, ale i tak jak na moje zbiory to mało. Powinnam czytać książkę dziennie, a i to nie wyczerpałoby moich zapasów czytelniczych, bo oprócz tej półki namacalnej, realnej jest i półka wirtualna w czytniku. Po prawdzie, na pomysł odnotowywania osobnego dzieł zalegających moje prywatne zbiory, wpadłam w ubiegłym roku około maja, zakładka nazywała się Półka, dziś zmieniłam jej nazwę na tytuł z wyzwania, ale książki przeczytane w ubiegłym roku pozostawiłam ku pamięci.
Cóż, a teraz,  miast marudzić, do dzieła!

A na nocnym stoliku: Chicken Street


poniedziałek, 2 stycznia 2012

Świat według reportera. Szwecja - Piotr Kraśko

1.1
2.01.2012 - 8.01.2012
Tydzień pierwszy

Piotr Kraśko - Świat według reportera. Szwecja
Wydawnictwo National Geographic
Rok wydania - cop. 2011
ISBN 978-83-7596-252-1
Ilość stron - 93 s.

To druga z książek Kraśki na mojej liście i choć mnie uprzedzano, że mało w niej ciekawostek, a dużo marudzenia o dworze szwedzkim, książkę przeczytałam z niekłamaną przyjemnością. Okazało się, że ciekawostek dość, a historia monarchii jest naprawdę ciekawa. Może nie monarchii, ale pewnego napoleońskiego marszałka, który to, ni z gruszki, ni z pietruszki, z dnia na dzień został królem Szwecji i założycielem
dynastii szwedzkiej, choć pochodzenie miał zupełnie nie szlacheckie.
Co do pozostałych ciekawostek szwedzkich. Że tak powiem, jest ich co niemiara, a poza tym wszelakiej różnorodności ( kulinaria, muzyka, społeczeństwo-bezpieczeństwo), z których to najbardziej zafascynowały mnie śledzie, co to śmierdzą jak sto diabłów i sposób na zamykanie mieszkania - podpieranie drzwi miotłą. Co kraj to obyczaj, co kraj to zaufanie, które jakoś w czasach globalizacji, mieszania się kultur, topnieje. Po zamachu na Olafa Palmego w Szwecji czy masakrze  na wyspie Utoya w Norwegii, Skandynawowie zapewne drzwi miotłą już nie podpierają. A szkoda, bo to piękny zwyczaj, bo pod nieobecność gospodarzy można było wpaść i zrobić sobie ciepłej herbatki.

I jeszcze słówko na koniec. Niewielka to książka, taka akurat do kieszeni. Napisana niewydumanym, ładnym językiem, interesująca opowiastka, o tym co u Szwedów w trawie piszczy. Zapewne, z serii kraśkowych książek, u mnie nie ostatnia.


niedziela, 1 stycznia 2012

Coś się kończy, coś zaczyna

Ale nie o Sapkowskim będzie.
Koniec starego roku czy początek nowego, to pora na podsumowania. Dziś zastanawiałam się: dlaczego? Jest to jakaś cezura, która zmusza do zastanowienia nad tym, co za nami, chociaż jakoś zbytnio się nie zastanawiałam nad minionym rokiem, odpowiednich postanowień na nowy rok też nie poczyniłam, ale w listę przeczytanych w ubiegłym roku książek, zajrzałam. Chciałam wybrać te najlepsze, ale jakoś nie wyszło. Przejrzałam miesiąc po miesiącu i w końcu doszłam do wniosku, że jednak chyba najbardziej przypadły mi do gustu książki, o których pomyślałam przed analizą listy: "Domek trzech kotów" Marka Nowakowskiego i "Gesty" Ignacego Karpowicza. Ale to wiem od dłuższego czasu. Koty lubię, towarzyszą mi w każdej minucie, w najmniej nieoczekiwanych sytuacjach. Krecia namolnie sterczy w zlewozmywaku podczas zmywania garów. Nie przeszkadza jej woda lecąca na głowę. Dziwne to zwierzaki. Stąd miłość do kocich książek, a było ich trochę. Najbardziej ciepła, to "Domek" właśnie, a najbardziej dziwna kocia to "Wędrówka Murriego" Ilji Bojaszowa. Dlaczego dziwna? Bo koty zawsze kojarzą się sympatycznie, a bośniacki kocur z "Wędrówki" to cwaniak, nic z sympatycznego kiciusia. Ale książkę przeczytałam z przyjemnością. No ba, wszystkie książki czytało mi się przyjemnie. szczególnie zaś dwie wymienione na początku. "Gesty" - najbardziej zaskakująca, wszystkiego bym się spodziewała, ale nie takiego zakończenia. Ostatni rozdział zaczynałam dwa razy, by w końcu zrozumieć, skąd ta zmiana narratora. Nie wiem, czy przeczytam coś jeszcze Karpowicza. Dlaczego? Boję się, by książki następne, wybrane przeze mnie, nie były gorsze. Chcę Karpowicza wielbić za "Gesty".
I tyle. Co w Nowym Roku? Nic, a w zasadzie to samo co w starym, żadnych zmian, bo dobrze mi z tym co mam.
Czego i Wam życzę