22.
Marian Łohutko - Pętla bieszczadzka
Wydawnictwo Iskry
Seria - Ewa Wzywa 07; z. 96
Rok wydania 1977
Ilość stron 37
Kolejna książka z serii. Przyznam, że zainspirowała mnie Honorata, która jest fanką powieści milicyjnej i lekturę "Pętli" ma już poza sobą. I ja mogę siebie nazwać fanką solidnego klasycznego kryminału polskiego. Im starszy, tym lepszy, chętnie stare kryminały zgłębiam.
I oto "Pętla bieszczadzka" autorstwa Mariana Łohutki. Autora wcześniej nie znałam. Któż to taki Marian Łohutko? Szukam w niezawodnym źródle wiedzy, w wikipedii. Otóż Marian Łohutko urodził się w roku 1942. Ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Debiutował w roku 1955 na łamach Almanachu Iskier. Popełnił kilka powieści, w dorobku ma też zbiory opowiadań.
Trzy mini powieści ukazały się w serii Ewa Wzywa 07. Są to:
Czarno na ulicy Błękitnej, Odwołać poszukiwania i Pętla bieszczadzka.
Grupa pracowników z jednego z zakładów pracy wyruszyła na wycieczkę w Bieszczady. Pogoda była marna, nie sprzyjała żadnym krajoznawczym eskapadom, więc ulokowane na prywatnej kwaterze towarzystwo szybko rozpoczęło radosny alkoholowy wieczór. Z towarzystwa wyłamał się Kubiak, inżynier zakładowy, wyruszając na podbój miejscowego lokalu. Jakież było zaskoczenie wycieczkowiczów, kiedy na drugi dzień zauważono, że inżyniera Kubiaka nie ma na kwaterze. Podjęte poszukiwania nie przynoszą rezultatu i grupa rusza w drogę powrotną bez jednego uczestnika. Ale Kubiak nie zgłasza się także w poniedziałek do pracy i sprawa zaginięcia zdaje się być poważna. Przewidywania się sprawdzają. W Bieszczadach, w miejscowości, gdzie rezydowała grupa, zostaje znalezione wiszące na drzewie ciało Kubiaka. W Bieszczady podąża grupa operacyjna z Komendy Wojewódzkiej, by na miejscu przeprowadzić oględziny.
Nie jest to samobójstwo, ktoś inżynierowi pomógł. Śledztwo rusza pełną parą.
Muszę przyznać, że te "kryminałki" mnie zaskakują. W tej krótkiej formie zawarte są obszerne treści, moc wydarzeń, trup ściele się gęsto, a czytelnik poznaje szczegóły śledztwa i metody postępowania ekipy dochodzeniowej MO, a wszystko to osadzone solidnie w realiach PRL. Krok za krokiem podąża czytelnik tropem mordercy, poznaje szwindle i nieprawidłowości, jakich dokonują przestępcy gospodarczy, przejawy niegospodarności. I w końcu poznaje mordercę.
Przyznać trzeba, że lektura to interesująca, rzetelna jak milicyjna praca. Wciąga, czytelnik z niecierpliwością oczekuje rozwiązania zagadki. Serię tę stworzono, by przybliżyć zwykłemu obywatelowi ciężką i odpowiedzialną, często niewdzięczną pracę milicji. Czy seria ta na pewno spełniała swoje zadania, czy funkcjonariusz MO był kimś, komu ufano? W każdym razie ku rozrywce służyła na pewno i miała stałych czytelników. Dziś jest dokumentem minionej epoki i to jest chyba największym atutem dla współczesnego czytelnika.
Fragment Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej. Trasa, którą w powieści miała się udać grupa wycieczkowa do Ustrzyk Górnych. Foto
Przeczytane w ramach wyzwań:
Polacy nie gęsi
Czytamy polskie kryminały
Od A do Z
Baza Recenzji Syndykatu Zbrodni
Marian Łohutko - Pętla bieszczadzka
Wydawnictwo Iskry
Seria - Ewa Wzywa 07; z. 96
Rok wydania 1977
Ilość stron 37
Kolejna książka z serii. Przyznam, że zainspirowała mnie Honorata, która jest fanką powieści milicyjnej i lekturę "Pętli" ma już poza sobą. I ja mogę siebie nazwać fanką solidnego klasycznego kryminału polskiego. Im starszy, tym lepszy, chętnie stare kryminały zgłębiam.
I oto "Pętla bieszczadzka" autorstwa Mariana Łohutki. Autora wcześniej nie znałam. Któż to taki Marian Łohutko? Szukam w niezawodnym źródle wiedzy, w wikipedii. Otóż Marian Łohutko urodził się w roku 1942. Ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Debiutował w roku 1955 na łamach Almanachu Iskier. Popełnił kilka powieści, w dorobku ma też zbiory opowiadań.
Trzy mini powieści ukazały się w serii Ewa Wzywa 07. Są to:
Czarno na ulicy Błękitnej, Odwołać poszukiwania i Pętla bieszczadzka.
Grupa pracowników z jednego z zakładów pracy wyruszyła na wycieczkę w Bieszczady. Pogoda była marna, nie sprzyjała żadnym krajoznawczym eskapadom, więc ulokowane na prywatnej kwaterze towarzystwo szybko rozpoczęło radosny alkoholowy wieczór. Z towarzystwa wyłamał się Kubiak, inżynier zakładowy, wyruszając na podbój miejscowego lokalu. Jakież było zaskoczenie wycieczkowiczów, kiedy na drugi dzień zauważono, że inżyniera Kubiaka nie ma na kwaterze. Podjęte poszukiwania nie przynoszą rezultatu i grupa rusza w drogę powrotną bez jednego uczestnika. Ale Kubiak nie zgłasza się także w poniedziałek do pracy i sprawa zaginięcia zdaje się być poważna. Przewidywania się sprawdzają. W Bieszczadach, w miejscowości, gdzie rezydowała grupa, zostaje znalezione wiszące na drzewie ciało Kubiaka. W Bieszczady podąża grupa operacyjna z Komendy Wojewódzkiej, by na miejscu przeprowadzić oględziny.
Nie jest to samobójstwo, ktoś inżynierowi pomógł. Śledztwo rusza pełną parą.
Muszę przyznać, że te "kryminałki" mnie zaskakują. W tej krótkiej formie zawarte są obszerne treści, moc wydarzeń, trup ściele się gęsto, a czytelnik poznaje szczegóły śledztwa i metody postępowania ekipy dochodzeniowej MO, a wszystko to osadzone solidnie w realiach PRL. Krok za krokiem podąża czytelnik tropem mordercy, poznaje szwindle i nieprawidłowości, jakich dokonują przestępcy gospodarczy, przejawy niegospodarności. I w końcu poznaje mordercę.
Przyznać trzeba, że lektura to interesująca, rzetelna jak milicyjna praca. Wciąga, czytelnik z niecierpliwością oczekuje rozwiązania zagadki. Serię tę stworzono, by przybliżyć zwykłemu obywatelowi ciężką i odpowiedzialną, często niewdzięczną pracę milicji. Czy seria ta na pewno spełniała swoje zadania, czy funkcjonariusz MO był kimś, komu ufano? W każdym razie ku rozrywce służyła na pewno i miała stałych czytelników. Dziś jest dokumentem minionej epoki i to jest chyba największym atutem dla współczesnego czytelnika.
Fragment Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej. Trasa, którą w powieści miała się udać grupa wycieczkowa do Ustrzyk Górnych. Foto
Przeczytane w ramach wyzwań:
Polacy nie gęsi
Czytamy polskie kryminały
Od A do Z
Baza Recenzji Syndykatu Zbrodni


